X nie był tajnym współpracownikiem - uważa Y.
Mógł on nie mieć informacji, że SB uznawała go za kontakt operacyjny.
Być może X miał pewną świadomość, że wypełnia misję, na pewno nie był tajnym współpracownikiem - powiedział Y.
Bezsprzeczną rzeczą jest to, że X był inwigilowany, był represjonowany, i że był bardzo klarowną postacią, jeśli chodzi o popieranie Solidarności.
Dziś historycy nie mają już wątpliwości - dotarli do kilkunastu nowych raportów dotyczących B. Ich analiza wskazuje, że może być nim tylko X. "X pojawia się zawsze tam, gdzie B vel A.
We wstępie do publikacji Z z IPN twierdzi, że kontaktem operacyjnym o pseudonimie "A" oraz "B" jest X. Zdaniem Z, X nie wiedział w jakim charakterze występuje podczas rozmów z oficerem prowadzącym. Mógł natomiast świadomie uczestniczyć w grze politycznej, której celem była m.in. próba ograniczenia wpływu K na politykę S.
Z analizy kilkunastu raportów z lat 1980 – 1982 wynika, że X słusznie był traktowany jako agent wpływu. Natomiast on sam nie musiał wiedzieć, że jest tak traktowany i zarejestrowany jako kontakt operacyjny. Z jego punktu widzenia to on przy pomocy SB miał spowodować większy udział w „Solidarności” środowiska, które uważał za bliższe sobie.
Skąd pewność, że chodzi o X?
Wskazuje na to analiza dokumentów. Fakt, że osoba ta była prowadzona przez Wydział IV KWMO w Gdańsku, znała dobrze L i W, wskazuje, że był nim X.
Historycy IPN nie mają wątpliwości. X był kontaktem operacyjnym o pseudonimie A vel B. Informacje od duchownego SB wykorzystywała do rozbijania "S". "Wszystkiemu zaprzeczam, nic takiego nie miało miejsca" - mówi X.
Z naukową pewnością rozstrzygamy, że X to kontakt operacyjny A vel B - mówi Z.
Jakakolwiek zbieznosc z osobami i wydarzeniami rzeczywistymi... istnieje lub nie.
Wszystkie cytaty, lekko zmodyfikowane co do personaliow, za Rzeczpospolita i Dziennikiem.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)