Z definicji demokracji w Polsce wynika niezbicie, że PiS to chamy i buraki, a PO to jaśnie oświecona elita kulturalna i intelektualna kraju. A elicie, jak wiadomo, wolno więcej. Ba, nawet strzelić chama w pysk wypada, bo to dobrze robi i chamowi i paniczowi (pierwszemu na pracowitość, drugiemu na globusa). Dlatego zapewne od pewnego czasu kulturalni i dobrze wychowani posłowie PO w komisji ds. tzw. nacisków upodobali sobie obrażanie swej koleżanki z PiS, Marzeny Wróbel. Przed kilkoma tygodniami przewodniczący komisji, Sebastian Karpiniuk, porównał ją do pociągu pancernego. Jego maniery twórczo rozwinął partyjny kolega, Robert Węgrzyn, który najpierw zalecał pani Marzenie potańczenie sobie na rurce, a wczoraj sugerował jej zażycie środków uspokajających. Być może pan Węgrzyn, z racji tego, że ma jedynie wykształcenie średnie techniczne, niewiele rozumie z tego, co dzieje się przed komisją i dlatego skupia się na tego typu atakach, ale – jak widać – znajduje zrozumienie w swojej partii.
Posłanka Wróbel nie jest moją ulubienicą, bardzo często zachowuje się podczas posiedzeń komisji tak, że utrudnia jej pracę, ale w żadnym wypadku nie usprawiedliwia to chamskich zachowań panów z Platformy.
Ale mogą to czynić bezkarnie, bo także część świata dziennikarskiego jest wobec pani Marzeny i innych kobiet wulgarna i chamska. We wczorajszej relacji z posiedzeń komisji, autorstwa redaktor Kolędy-Zaleskiej, obrazkowi idącej korytarzem posłanki Wróbel towarzyszył dwuznaczny komentarz, że „nadała ona nowy kształt komisji”. Niby nic, takie tam tylko skojarzenie, ale śmichu i chichu co niemiara. Tomasz Wołek, w Tok Fm nazywał posłankę Beatę Kempę „bitą chamicą”, a jego koledzy – Tomasz Lis, Jacek Żakowski i Wiesław Władyka – naigrywali się z głosu dziennikarki Rzeczpospolitej, Joanny Lichockiej. Że śmiać się z urody pani prezydentowej jest w dobrym tonie, to już chyba pisać nie trzeba – każdy kulturalny człek to wszak wie.
Mam coraz bardziej nieodparte wrażenie, że żyjemy w świecie odwróconych znaków – za chamów uchodzą ci, którzy wobec kobiet są szarmanccy i dżentelmeńscy, a za wzorowych przedstawicieli dobrze wychowanych „robią” buraki, co nie mają odrobiny szacunku dla kobiet. Przypomnijmy, że media donosiły, iż w obecnym rządzie na bardzo wysokich stanowiskach, a nawet na najwyższych, są damscy bokserzy, faceci, którzy sprawdzali swoją męskość w naparzaniu własnych żon.
Jednym z moich ulubionych filmów jest „Nie ma róży bez ognia”. Jest tam scena, gdy do mieszkania głównego bohatera, granego przez Jacka Fedorowicza, wprowadza się kolejna osoba wraz ze swym całym majątkiem – Lusia. I jej ojciec mówi do wszystkich: „Gdyby coś, to to wszystko jest posag Lusi”. Jest to ewidentne kłamstwo, ale tak będzie dla Lusi najlepiej. I właśnie ta scena stoi mi teraz przed oczami – „Gdyby coś, to chamami są pisowcy, a dżentelmenami platformersi”. Nawet jeśli byłoby to ewidentnym kłamstwem.


Komentarze
Pokaż komentarze (74)