372
BLOG
Wysłać polskich polityków na Tajwan! Po naukę.
Dziś raz jeszcze o Tajwanie (ostatni raz, obiecuję). Będąc tam miałem poczucie śledzenia polityki realnej – spotykając się z prezydentem czy premierem, ale jeszcze bardziej z ministrami obrony i spraw zagranicznych, miało się wrażenie, że ci faceci traktują swoją robotę serio. Bo też od ich decyzji zależy życie i śmierć ich współobywateli, to czy będą żyli w pokoju czy też dotknie ich szaleństwo wojny. Ich praca ma poważne konsekwencje i oni są tego świadomi. Tam prowadzi się politykę trochę tak, jak pojmowano ją w Europie przed pół wiekiem i jest to fascynujące, ta powaga polityki jako sztuki zapobiegania najgorszemu. W Europie także prowadzi się politykę, tylko nie w taki sposób, choć czasami chodzi o sprawy równie ważne. Tylko że sposoby i metody uprawiania tejże są bardziej zrytualizowane, bardziej teatralne. Nie znaczy to jednak, że na Starym Kontynencie nie uprawia się już polityki prawdziwej, bolesnej i realnej, ale warunki w jakich się to robi są już ponowoczesne. Najgorzej w tym świetle wygląda polityka polska. Powrót do niej po tygodniu jej nieoglądania daje wrażenie uczestnictwa w bijatyce przedszkolaków w piaskownicy. A to ktoś walnie kogoś na odlew łopatką, a to ktoś inny napluje komuś do zupy, a to jeszcze inny łobuz podepcze czyjś zameczek z piasku. Zakotwiczenie w NATO i UE trochę nas zdemoralizowało i ukoiło do słodkiego snu, podczas gdy tak naprawdę polityka i geopolityka toczą się w najlepsze. Oby Polacy potrafili dostrzec tych, którzy to widzą, znają recepty i nie gustują tylko w ciągnięciu koleżanek za warkocze. I oby powierzyli im rządy w nadchodzącym czasie. Czasie trudnym, w którym zabawy chłopców w grę o nazwie „PR” będą budzić jedynie zażenowanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (35)