Przedczoraj wysypaliśmy poduszki pod gabinetem premiera w Sejmie i wywiesiliśmy kartkę „Do not disturb”. W tym gabinecie Donald Tusk miał nadzorować ofensywę legislacyjną Platformy Obywatelskiej. Co z tego wyszło, wszyscy widzą. Dlatego najlepszym spuentowaniem ówczesnej propagandy rządowej był piątkowy happening.
Ale poduszka powinna być symbolem tego rządu – bo to gabinet śpiochów, leniuchów i nieudaczników. PiS obrzuca ekipę rządzącą obelgami w stylu „zdrajcy”, „zaprzańcy”, „agenci”. To nie nasz język i nie warto premiera i jego ludzi obdarzać takimi epitetami, bo na nie nie zasługują. To nie są zdrajcy i nieznani w historii Polski zaprzańcy. To są nieznani w historii Polski lenie i nieroby. W dodatku niekompetentni. Gabinet Donalda Tuska można porównać tylko z rządami SLD – PSL w latach 1993 – 1997: wtedy także nic praktycznie nie robiono i zadawalano się czerpaniem pełnymi garściami z państwowej kiesy. Wtedy także słaba ekipa zrezygnowała z jakichkolwiek reform i skupiła się na wykorzystywaniu swych stanowisk do uprawiania prywaty. Wtedy także stosowano filozofię „trwania” i wstrzymania się od wszelkiej aktywności.
Co ciekawe – mało osób wie, że SLD po czterech latach sprawowania władzy otrzymał … więcej głosów, niż przed czterema laty. W 1993 roku Sojusz zdobył 20% głosów, a po czterech latach – 27%! SLD co prawda przegrał wybory 1997 roku, ale tylko dlatego, że prawica zjednoczyła się pod szyldem AWS. Podobnie dzieje się z PO – słabo rządzi, śpi, nic nie robi, zawłaszcza jedynie państwo na swoje potrzeby, ale poparcie spada jej umiarkowanie i może się nawet okazać, że po czterech przespanych latach zostanie przez społeczeństwo nagrodzona dobrych wynikiem wyborczym. Byłoby to bardzo demoralizujące dla wszystkich – i dla wyborców i dla polityków. Nie popełnijmy błędu zagradzania somnambulików.


Komentarze
Pokaż komentarze (20)