Parę tygodni temu czterech senatorów i jeden poseł PiS wzięli udział w imprezie pana Kobylańskiego, gdzie padły słowa antysemickie oraz stwierdzenia, że Lech Kaczyński zginął, bo to była sprawiedliwa kara za podpisanie przez niego Traktatu Lizbońskiego. Jarosław Kaczyński zapowiadał wówczas, że sprawdzi jak zareagowali na te słowa parlamentarzyści PiS i jeśli okaże się, że nie dali im odporu, to zostaną ukarani. I co? I nic?
Od tamtego czasu upłynęło już wiele tygodni i nic nie wiemy o tym, czy jakaś kara spotkała owych pięciu "dżentelmenów". Prezes PiS wyraźnie gra na czas i liczy na to, że sprawa rozejdzie się po kościach. Dlaczego? Wytłumaczenie jest banalnie proste - cała czwórka to ludzie o. Rydzyka. A z tym człowiekiem Jarosław Kaczyński woli nie zadzierać. Tak było, kiedy wyzywał od czarownic ś. p. Marię Kaczyńską, kiedy krytykował spotkanie przez Nią zorganizowane mówiąc, że nie należy nazywać szamba perfumerią. Wówczas Jarosław Kaczyński strachliwie milczał.
Podobnie jest i dzisiaj - nie reaguje wobec polityków, którzy ze spokojem słuchali haniebnych słów o ś. p. Lechu Kaczyńskim, udaje że sprawy nie było, że to nie miało miejsca. Chowa głowę pod pierzynę i zatyka uszy. Bo tak lepiej, tak wygodniej, tak bardziej korzystnie politycznie.
Bo prezes PiS traktuje kwestię pamięci o ofiarach tragedii smoleńskiej funkcjonalnie - jeśli w kampanii prezydenckiej miał do dyspozycji badania, które mówiły, żeby tej kwestii nie podejmować - nie podejmował jej. Kiedy potem przedstawiono mu badania, że drążenie tej materii może przynosić polityczne zyski - drążył.
A kiedy obecnie widzi, że wyrzucenie na pysk "toruńskich polityków" (z których jeden zresztą został chyba uznany kiedyś za agenta SB) poróżniłoby go ze swoim protektorem, milczy (choć ludzie ci słuchali bez reakcji obrzydliwości wypowiadanych na temat jego Brata).
A kiedy obecnie widzi, że wyrzucenie na pysk "toruńskich polityków" (z których jeden zresztą został chyba uznany kiedyś za agenta SB) poróżniłoby go ze swoim protektorem, milczy (choć ludzie ci słuchali bez reakcji obrzydliwości wypowiadanych na temat jego Brata).
Czy ma do tego prawo? Tak, bo jest politykiem i chce wygrywać wybory, więc postępuje racjonalnie i politycznie. Ale bardzo proszę Jarosława Kaczyńskiego i jego wiernych wyznawców o to, by zrezygnowali z moralizatorstwa w materii tragedii smoleńskiej. Żeby spuścili z tonu godnego kaznodziejów broniących prawdy i tylko prawdy. Bo w tej kwestii zachowują się jak politycy, a nie jak moraliści. I niech tak zostanie. Grzejcie temat katastrofy - to wasze wilcze prawo. Ale odpuście sobie ten ton moralnej wyższości. Chyba że traktujecie tę kwestię naprawdę w kategoriach moralnych - wtedy oczekuję od was domagania się od Jarosława Kaczyńskiego pozbycia się z PiS i niewystawiania na listy tej partii panów Bendera, Cichonia, Kraski, Ryszki i Kowalskiego. Do dzieła, etycy!


Komentarze
Pokaż komentarze (52)