Marek Migalski Marek Migalski
4355
BLOG

List do Adama Michnika

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 53

 

Szanowny Panie,
we wczorajszym numerze "Gazety Wyborczej" został zamieszczony całostronicowy artykuł o Julii Bandarenko - córce Dzmitrija Bandarenki, który jest przetrzymywany w białoruskim więzieniu tylko dlatego, że był szefem sztabu wyborczego jednego z kontrkandydatów Aleksandra Łukaszenki w ostatnich wyborach prezydenckich. Autorka owego artykułu we wzruszający sposób opisała losy Julii i jej heroizm oraz starania o uwolnienie Ojca. Chciałbym podziękować za ten artykuł.
Moje wątpliwości wzbudził jedynie fakt, że oprócz opisania osoby Julii, nie znalazły się w artykule informacje, które mogłyby przybliżyć realizację marzenia bohaterki tego reportażu - a mianowicie uwolnienia jej Taty. Chciałbym Pana poinformować, że kilka tygodni temu włączyłem się aktywnie w akcję tzw. adopcji więźniów politycznych, zorganizowaną przez Libereco. Do tej pory jedynie 12 więźniów politycznych otrzymało swoich "ojców chrzestnych". Są to poza "adoptowanym" przez mnie Dzmitrijem Bandarenką również Andrej Sannikow, Aliaksandr Atroshchankau, Zmitser Dashkevich, Mikita Likhavid, Nikolai Statkevich, Pavel Vinahradau, Ales Kirkevich, Eduard Lobau, Pavel Seviarynets, Fiodar Mirzayanau, Ilya Vasilevich. Większość polityków, którzy zdecydowali się przystąpić do akcji to członkowie Bundestagu (Marieluise Beck, Christoph Strasser, Philipp Missfelder, Manuel Sarrazin, Franz Thonnes, Marina Schuster, Florian Toncar, Rene Rospel). Szwedzki parlament reprezentuje Jean-Francois Steinert, a Parlament Europejski, poza mną, były Przewodniczący tej instytucji Hans-Gert Pottering oraz Michael Gahler.
 
Staram się stale przypominać o losie Dzmitrija Bandarenki i zwracać uwagę polskiego społeczeństwa oraz opinii międzynarodowej na sytuację białoruskich więźniów politycznych. W związku z tym podjąłem szereg działań:
-list do Dzmitrija Bandarenki, w którym zapewniłem go o moim wsparciu dla niego i jego rodziny.
-list do rodziny Bandarenki, żony Olgi oraz córki Julii.
-list do Naczelnika więzienia, w którym przebywa Dzmitry Bandarenka. Z najnowszych informacji wynika, że list przyniósł skutek i opozycjonista, który cierpi na poważne schorzenie kręgosłupa i wymaga operacji, został przeniesiony do szpitala więziennego. Informacja pojawiła się też naCharter97,Narodnaya Vola iViasna.
-list do do Prezydenta Łukaszenki oraz Ambasadora Białorusi w Polsce z prośbą o interwencję w sprawie białoruskiego więźnia politycznego Dzmitrija Bandarenki.
-organizacja w Parlamencie Europejskim nadzwyczajnegoposiedzenia Delegacji ds. stosunków z Białorusią, na którym gośćmi były żona i córka Dzimitrija Bandarenki. To posiedzenie odbyło się na moją prośbę w Brukseli przedwczoraj - przybyli na nie tak znaczący politycy, jak Herman Brok, czy Michael Gahler. Obie panie przyjechały na moje zaproszenie i miały okazję przed międzynarodową opinią publiczną opowiedzieć o swoich losach.
-moje biuro poselskie uruchomiło stronę „Wolność dla Bandarenki!”www.bandarenka.pl. Na stronie tej można podpisać się pod petycją w sprawie Dzmitrija Bandarenki. Petycja zostanie wysłana do Prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki oraz naczelnika więzienia, w którym przebywa Dzmitrij Bandarenka. Zachęcamy również do nakręcenia telefonem komórkowym, bądź kamerką internetową krótkiego filmiku ze słowami wsparcia dla Pana Bandarenki oraz jego rodziny, który zamieścimy na naszej stronie. Na stronie można już obejrzeć filmiki z udziałem m.in. moim i dyrektor Biełsat TV, Agnieszki Romaszewskiej-Guzy. Filmiki można przesyłać w dowolnym formacie nabiuro@mmbiuro.pl
 
Jak Pan widzi dosyć aktywnie wypełniam obowiązki "ojca chrzestnego" pana Bandarenki i w ten sposób staram się walczyć o jego uwolnienie, poprawę warunków odbywania przez niego kary oraz o los jego najbliższych. Niestety, w artykule zamieszczonym w kierowanej przez Pana gazecie, nie znalazło się ani słowo o tego typu działaniach. Chciałbym być dobrze zrozumianym - nie chodzi mi o mnie i o PJN. Chodzi mi o to, żeby jak najbardziej rozpowszechniać informacje mogące pomóc Bandarence i jego rodzinie. Jeśli nie lubi Pan mnie i mojej partii, jestem w stanie to zrozumieć i jakoś z tym żyć. Ale apeluję do Pana, by Pana gazeta informowała o tego typu działaniach bez względu na to, kto walczy o prawa Białorusinów.
 
Szanowny Panie,
wczorajszy duszoszczipatelnyj artykuł był potrzebny, bo informował o tragedii rodziny Bandarenków, ale dotychczas Pana gazeta nigdy nie zamieszczała informacji o naszych akcjach, mających na celu niesienie im pomocy. Wielokrotnie przesyłaliśmy do redakcji "GW" wiadomości o naszej aktywności w tej materii i nigdy nie zostały one zamieszczone na Państwa łamach. Bardzo żałuję, bowiem uważam, że było to motywowane politycznie. Ale po wczorajszym artykule oczekuję od Pana, że sprawi Pan, że opinia publiczna będzie szerzej i rzetelniej informowana na łamach "GW" nie tylko o tragedii państwa Bondarenko, ale także o akcjach mających na celu niesieni im wymiernej pomocy. Jeśli uwiera Pana moje nazwisko lub nazwa mojej partii, proszę pominąć te nieistotne szczegóły. Ważne, żeby Pana pismo rozpropagowało akcje na rzecz uwolnienia Dzmitrija i pomocy jego rodzinie. Proszę zaangażować się nie tylko w sprawę poprawy losu Andrzeja Poczobuta, który jest korespondentem Pana gazety i którego także bardzo podziwiam, ale również w sprawę Bandarenki. Czy mogę liczyć na Pana aktywność? Bandarenka i jego rodzina cierpi tak samo, jak Poczobut i jego najbliżsi. Czy użyje Pan całej swojej mocy i wszystkich swoich wpływów, by pomóc w akcji niesienia wolności i nadziei Dzmitrijowi Bandarence i jego rodzinie? Wczoraj Pana pismo napisało "a". Wzywam Pana do dopisania dalszych liter polskiego i białoruskiego alfabetu.
 

 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Polityka