Szanowna Kataryno,
Pozwól, że wykorzystam formę listu do Ciebie do opisania zjawiska nieco szerszego i ważniejszego, niż Ty czy ja. Do opisania degradacji części środowiska dziennikarskiego i do stoczenia się niektórych jego przedstawicieli do roli użytecznego młotka na politycznych przeciwników PiS. O dziennikarzach wysługujących się PO czy SLD nie chce mi się nawet pisać, bo nigdy do ich nie żywiłem szacunku, więc artykuły Kuczyńskiego czy Wołka zupełnie mnie nie interesują i nie bolą. Inaczej jest z Tobą i z innymi, których lubiłem, szanowałem i ceniłem. Dzisiaj uderzacie, czasami celnie, czasami na odlew i bez sensu, w każdego, kto jest konkurencją polityczną dla Jarosława Kaczyńskiego. Z niezależnych i błyskotliwych komentatorów politycznych staliście się narzędziem w rękach jednej z partii i uważam to za fatalne dla Was, ale jeszcze bardziej dewastujące dla polskiej debaty publicznej. Sprowadzając się do roli Paradowskiej czy Lisa, niszczycie siebie, ale także niszczycie coś więcej – sens uprawiania polityki, bo wszystko (także wasze komentarze) stają się przewidywalne, a to znaczy nie brane pod uwagę przed polityków. Każdy wie, co napiszecie. Nie wspomnicie o zataczaniu się Kaczyńskiego od ściany do ściany (śląskość, Traktat Lizboński, aborcja, tragedia smoleńska, leki, o. Rydzyk, podatki, postkomunizm, lustracja itp. – we wszystkich tych kwestiach lider PiS zmieniał zdanie, ale nie spotkało się to z żadną Waszą reakcją. Za to każda krytyka Kaczyńskiego spotka się z Waszym skutecznym odporem. Kaczyński nie potrzebuje wysyłać swoich polityków do walki na przykład z PJN – wystarczacie mu Wy).
Zacznijmy od Twojego ostatniego wpisu poświęconego mojej osobie. Na moją notkę
zareagowałaś swoją
Przykład to charakterystyczny. W swoim wpisie konstatuję cztery rzeczy: nie żal mi Kaczyńskiego, wysłanie go na badanie jest skandaliczne, jest to zemsta za jego nieudolną walkę z korporacjami i wreszcie, że jest to wynik polityki samego Kaczyńskiego, który ginie od własnej broni. W sumie to jest notka w znaczącej części sympatyczna prezesowi i broniąca go. To, co jest w niej krytyczne, to fakt, że wykorzystywał kwestie leków do walki ze swoim sztabem, oraz że nieudolnie walczył o słuszne sprawy.
W Twojej notce mój wpis nazwany jest „obrzydliwym” i „żałosnym”, a moja deklaracja, że nie żal mi Kaczyńskiego opisana jest, fałszywie, jako radość, że ktoś kogoś skopał. To, zaiste, bezmiar niesprawiedliwości. Taka reakcja jest jednak dla Ciebie coraz bardziej symptomatyczna, coraz bardziej charakterystyczna. Nawet delikatna krytyka szefa PiS spotyka się z atakiem, wyzwiskami i brutalnym językiem z Twojej strony. I nie chodzi tu o moje samopoczucie, ale o to, co się z Tobą stało? Co stało się z królową Internetu, osobą punktującą rządzących, skrupulatnie obnażającą ich fałsz, nieróbstwo, zakłamanie? Gdzie podziała się Twoja mrówcza praca, analiza dokumentów, finezyjne zestawianie faktów? Pamiętam Cię jako blogerkę, która potrafiła samodzielnie rozmontować manipulacje całej zgrai speców od PR i rządowego fałszu.
A co z Ciebie zostało? Pałowanie kogoś, kto miał czelność nie żałować lidera jednej z partii. Kto, przyznając mu nawet rację w pewnych sporach, zauważa jego nieudolność? Do tego masz zamiar używać całego swojego autorytetu i wszystkich swoich talentów? Na wysługiwanie się szefowi pewnej partii? Na wyręczaniu w tym dziele jego pretorian? Kiedy ostatni raz skrytykowałaś Kaczyńskiego? Czy kiedyś zdarzyło Ci się nazwać jego wypowiedź „obrzydliwą” i „żałosną”? Uważasz się za sprawiedliwego sędziego polskich sporów? Za niezależnego komentatora?
Ale to, co stało się z Tobą, dotyczy także i innych publicystów, których kiedyś szanowałem. Dlatego prawdopodobnie nie są to czynniki psychologiczne, ale socjologiczne, bowiem proces ten dotyka szerokiej rzeszy komentatorów polskiego życia społecznego. Kiedyś byliście mądrymi i rozdającymi ciosy na prawo i lewo sprawiedliwymi sędziami. Zdarzało się Wam czasami trochę przesadzić, przestrzelić, nie trafić. Ale widziałem, że Waszym celem jest dobro wspólne, że dbacie o to, by Wasze sądy były nade wszystko prawdziwe. Dzisiaj widzę w Was jedynie żołnierzy Jarosława Kaczyńskiego - brutalnie i bezwzględnie niszczących każdą jego polityczną konkurencję. Strzelacie zza węgła, w tył głowy, bez litości.
Szanowna Kataryno,
Miałaś kiedyś odwagę przyznać, że byłaś zauroczona Unią Wolności i narracją salonu. Miałaś także odwagę wyrwać się z tego, zacząć samodzielnie myśleć, zdobyć się na niezależność i intelektualną samodzielność. Dlatego zyskałaś powszechny szacunek i zostałaś słusznie intronizowana na królową polskiego Internetu. Dzisiaj coś się z Tobą stało – potrafisz uderzyć, i to niesprawiedliwie, jedynie w konkurentów politycznych pewnego lidera partyjnego. Do tego się sprowadziłaś. Do tego doszli Michał, Jacek, Piotrek i inni. Stawiam Ci więc publicznie pytanie – czy nie uważasz, ze na powrót stałaś się więźniem pewnej narracji? Że znowu jesteś pod urokiem jakiejś partii politycznej? Czym różnisz się od Żakowskiego czy Mazowieckiego (oprócz tego, że oni ukochali PO, a Ty PiS)? Oni także, tak jak Ty, uważają, że bronią Polski przed niebezpieczeństwem i że są polskimi patriotami. Że znaleźli punkt Archimedesowy, że odkryli „magiczną formułę”, że mają tę pewność, „o która nam wszystkim chodzi”.
Być może moje widzenie zostało wyostrzone przez pożegnanie się z PiS. Być może wcześniej też tak było, ale ja tego nie zauważałem. Dzisiaj, jako polityk partii konkurencyjnej wobec PiS, widzę to ze szczególną ostrością. Bierzesz udział w masowej zdradzie klerków. Dołączyłaś do grona tych, którymi słusznie pogardzasz – do sługusów PO, do miernot wychwalających SLD. Zabrałaś na tę wyprawę sporą rzeszę kolegów. Wiem, że robicie to w dobrej wierze, że większość z Was nie tylko nie kalkuluje merkantylnie, ale za ten kurs zapłaci osobiście i to bardzo namacalnie. Ale nie żal mi Was i będę przyglądał się Waszej eksterminacji tak, jak dzisiaj czytam o walkach między stalinistami a trockistami – z obojętnością. Bez satysfakcji, ale i bez współczucia. Pamiętasz Kaczmarskiego – „niechby się inaczej zgięła historii sprężyna, a rehabilitowalibyśmy dziś Stalina”.
Piszesz w inkryminowanym wpisie: „… bez względu na to jak długa będzie lista powodów, dla których powinnam głosować na PJN, dopóki nie znajdzie się tam ani słowo o walce z patologią wymiaru sprawiedliwości, nie będę rozważać głosowania na nią.” Proponuję nie udawać – Ty nie rozważasz głosowania na PJN, czy na jakąkolwiek inną partię. Cokolwiek byśmy w tej materii wymyśli i tak zagłosujesz na PiS. I Twoi koledzy publicyści też. Bo wy już nie jesteście niezależnymi rezonerami. Jesteście członkami PiS – o tyle cenniejszymi, że bez legitymacji partyjnych i oddanych ideowo. A więc pozostaniecie wierni do końca. W bunkrze Kaczyńskiego nie zabraknie dla Was miejsca. No, chyba, że sam Kaczyński postanowi zmienić linię. Czy i wtedy zabierzecie się ochoczo do tłumaczenia ciemnemu ludowi tej genialnej, nowej strategii? A może, co pozwoliłoby mi na powrót Was szanować, napiszecie wtedy nowe wersje „Ciemności w południe”?


Komentarze
Pokaż komentarze (31)