Marek Migalski Marek Migalski
4355
BLOG

"Kaczorstwo" i "Tuskolstwo" - do przemyślenia R. Ziemkiewiczowi

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 94

 

Rafał Ziemkiewicz, jeden z najbardziej cenionych przeze mnie, i lubianych, publicystów w Polsce, poświęcił w ostatnim czasie kilka artykułów opisowi służalczości części dziennikarzy wobec partii rządzącej. W zdecydowanej większości zgadzam się z nim i mam takie same smutne odczucia co do lizusostwa wielu publicystów i „pracowników mediów” w stosunku do Platformy. Jednak to, czego brakuje mi w jego analizie, to opis tych spośród swoich kolegów po fachu, którzy wysługują się największej partii opozycyjnej. Szkoda, bo jest ich cała gromadka i to nie tak daleko do Rafała Ziemkiewicza (żeby było jasne – samego autora „Polactwa” do tej grupy nie zaliczam, bo sam byłem świadkiem, jak Kaczyński wściekał się na niego za jego artykuły).

Nie widzę wielkiej różnicy pomiędzy wysługiwaniem  się Platformie albo PiS-owi, nie przekonuje mnie bowiem hasło dziennikarzy „GW” z lat 2005 – 2007, że powinnością mediów jest być po stronie opozycji. To głupota, bo powinnością mediów jest być po stronie prawdy, bez względu na to, kto wszedł w jej posiadanie – Kaczyński, Tusk czy Napieralski. To jakieś horrendum, że uwierzyliśmy, że dziennikarze muszą się opowiadać po jakiejś stronie. Oni muszą szukać prawdy i przedstawiać  jąswoim czytelnikom, widzom czy słuchaczom. Nic więcej. Żadnego opowiadania się po stronie opozycji, czy rządu – to zupełnie wtórne i reaktywne myślenie. Opozycyjność nie ma tu nic do rzeczy.

Kiedyś ująłem to w takiej oto formule – dziennikarz (komentator, naukowiec) porusza się w paradygmacie prawda – fałsz: ma docierać do prawdy i zwalczać kłamstwo i nieprawdę. Tyle i tylko tyle. Polityk natomiast porusza się w paradygmacie dobro – zło: ma budować dobro i zwalczać zło. Tyle i tylko tyle. Dziennikarz budujący dobro, przestaje być dziennikarzem, polityk poszukujący i głoszący prawdę przestaje być politykiem. Oczywiście – mamy dziennikarzy świadomie kłamiących i polityków świadomie dążących do zła, ale nie mówię o tym, bo to łatwa sytuacja (przykra, ale banalna w opisie). Prawdziwy dramat zaczyna się właśnie wówczas, gdy polityk myli swoje powołanie i zamiast walczyć o dobro, głosi prawdę (sam miałem z tym kłopoty przez pierwszy rok „robienia w polityce”), lub gdy dziennikarz walczy o dobro.

O tym drugim przypadku pisze Ziemkiewicz i piszę ja – bo krytykowani przez autora „Michnikowszczyzny” publicyści nie są złymi ludźmi, oni tylko budują dobro (tak, jak je rozumieją). Sądzą, że Kaczyński to zło i trzeba chronić Polskę przed tym złem. Dlatego naginają rzeczywistość, nie zauważają  błędów Tuska, atakują za byle co PiS, nie podejmują tematów niewygodnych dla obozu rządzącego – wszystko to dlatego, ze uważają, że to, co robią, służy Polsce, służy Polakom, chroni nas przez zapóźnieniem cywilizacyjnym. Że się mylą? Może…..

Dokładnie tak samo postępują ci, którzy wysługują się Kaczyńskiemu – oni też święcie wierzą, że nie są lizusami jednej z partii, ale że ratują kraj przed hańbą zamilczenia tragedii smoleńskiej, przed rządami złodziei i mafiosów, przed oligarchicznym układem, który wpycha nas w objęcia Rosji (lub – na drugą nóżkę – biurokracji brukselskiej lub Niemiec). Że się mylą? Może… Dlatego zakładają portale promujące jedynie polityków PiS, piszą artykuły, w których bagatelizują błędy Kaczyńskiego, uderzają bezwzględnie i chamsko w jego konkurentów na prawicy (jako polityk PJN doświadczałem tego wielokrotnie i widziałem, jak służalczo potrafią niszczyć rywali Kaczyńskiego, wyręczając w tym polityków PiS). Nie mam do nich specjalnych pretensji, bo wiem, że – podobnie jak ich koledzy w obozie rządzącym – święcie wierzą, ze uczestniczą w ratowaniu Polski i dobrze służą narodowi i państwu.

Co łączy i jednych i drugich? I tych wysługujących się Platformie i tych, podlizujących się PiS – owi? Po pierwsze, że są święcie przekonani o tym, iż czynią dobro i dobrze służą Polsce. Po drugie, że obie grupy w istocie zdradziły swoje powołanie – bo zamiast poszukiwać prawdy, chcą budować dobro. Po trzecie, ze jest ich legion – i jednych i drugich. Ta ostatnia konstatacja może zaskakiwać Rafała Ziemkiewicza, ale jako polityk partii dystansującej się i od PO i od PiS zacząłem zauważać, jak wielu jest dziennikarzy posłusznych nie tylko partii rządzącej, ale także największej partii opozycyjnej. Specjalnie nie używam w tym wpisie nazwisk, żeby nie czynić z niego donosu w stylu Niesiołowskiego, ale jeśli autor „Zgreda” rozejrzy się wokół siebie, będzie mógł zidentyfikować wielu „paputczików” PiS, którzy są co najmniej tak samo bezwzględni i oddani partii – matce, jak sługusy PO, o których w ostatnich czasach sam pisał.

Nikomu nie odmawiam prawa do własnych poglądów (zresztą nie da się pisać i analizować rzeczywistości bez posiadania jakiegoś światopoglądu) i niech publicyści mają swoje idee i swoje aksjologie. Ale niech nie wysługują się konkretnym  partiom politycznym. Bo dokonują „zdrady klerków”, bo zdradzają swój zawód, bo zdradzają swoich odbiorców. Jeśli chcą zmieniać świat, niech porzucą status obserwatora i rezonera - i wejdą do polityki (jak swego czasu Jacek kurski, Aleksandra Jakubowska, Paweł Śpiewak, Lena Kolarska – Bobińska czy ja). Ale ich pozostawanie w roli arbitra, podczas gdy w istocie są zawodnikami jednej z drużyn, jest niemoralne. I owa niemoralność i nieuczciwość dotyka także środowiska bliskiego Rafałowi Ziemkiewiczowi, a nie tylko środowiska przez Rafała Ziemkiewicza opisywanego. Bo lizusostwo wobec Kaczyńskiego jest nie mniej obrzydliwa, niż wobec Tuska. I tak samo degradująca dziennikarza czy publicystę. I tak samo szkodząca demokracji. 

Jestem ciekaw czy kiedyś znajdzie się ktoś w obozie „wspieraczy Platformy”, kto by opisał ów fenomen służenia Tuskowi. I ciekaw jestem, czy Rafał Ziemkiewicz znalazłby w sobie odwagę Lenina, żeby analogiczne  zjawisko lizusostwa wobec Kaczyńskiego zanalizować w swoim środowisku dziennikarskim. Jeśli miałbym obstawiać, to wierzyłbym raczej w to drugie. Bo dopóki obie strony opisują się nawzajem, to wychodzi z tego zawsze pamflet, który wywołuje jedynie odruch niechęci i nienawiści do siebie tych dwóch obozów. Ale co by się działo, jakby Ziemkiewicz napisał „Kaczorstwo”, a ktoś z „GW” „Tuskalstwo”?

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (94)

Inne tematy w dziale Polityka