Marek Migalski Marek Migalski
1516
BLOG

Nie Budapeszt, lecz Bratysława. Nie Orban, lecz Meciar

Marek Migalski Marek Migalski Polityka Obserwuj notkę 47

 

Jarosław Kaczyński to nie polski Orban, to polski Meciar, a Budapeszt w Polsce już był - w 2005 roku. Najpierw o tym drugim – już raz się nam zdarzyło to, co przytrafiło się szefowi Fideszu. To była wygrana PiS i PO w 2005 roku: stało się to po kompromitacji socjalistów, i dawało szansę na wielką zmianę w polskiej polityce. Polska prawica miała wtedy większość w Sejmie i Senacie. Miała także swojego prezydenta. Ale z różnych przyczyn zmarnotrawiła ten silny mandat społeczny (o kulisach tamtych decyzji i rokowań – zapraszam do lektury mojej książki: „Nieudana rewolucja, nieudana restauracja”).
A teraz o tym, dlaczego Kaczyński nie będzie polskim Orbanem, a już prędzej polskim Meciarem. Dlaczego nie Orbanem? Bo jest kimś zupełnie innym, niż obecny premier Węgier – i osobowościowo, i mentalnie, i rodzinnie, i politycznie. Kiedy w styczniu tego roku Orban był w Parlamencie Europejskim, pewien polityk PiS westchnął – „To Kaczyński bez wad”. I to jest prawda – Orban gra piłkę nożną, ma trójkę dzieci, jest uśmiechnięty wtedy, kiedy trzeba, poważny, gdy jest to konieczne. Potrafi grać z biznesem, z mediami. Potrafi uwodzić nowych wyborców i swoich interlokutorów. W Warszawie nie będzie Budapesztu, bo na Nowogrodzkiej nie rezyduje Orban.
Ja raczej wróżę prezesowi PiS los Meciara. Kiedyś o tym już pisałem, więc tylko przypomnę – szef HZDS przez lata dzielił i rządził na Słowacji. Potem wygrywał nawet wybory ( w 1998 i 2002 roku), ale cała klasa polityczna tworzyła wspólny rząd koalicyjny tylko po to, żeby uniemożliwić Meciarowi powrót do władzy. Z wyborów na wybory HZDS słabł i zbierał coraz mniej elektoratu, by wreszcie w 2010 roku skończyć na poziomie 4% i nie wejść do Rady Narodowej. Samozagłada Meciara trwała dwadzieścia lat – był przede wszystkim ofiarą własnych słabości i własnych obsesji. Na początku lat 90-tych był uwielbiany przez Słowaków i jemu właśnie zawdzięczają to, że mają dziś niepodległe państwo, bo to właśnie ambicja i determinacja tego polityka doprowadziły do podziału Czechosłowacji (oczywiście przy walnym udziale Vaclava Klausa – po drugiej stronie). Ale przez kilka lat swoich niesprawnych rządów zantagonizował i uczynił wrogimi wobec siebie wszystkie środowiska – od partii madziarskich, przez chadeków , liberałów, po komunistów. A potem już tylko tracił, choć wciąż skupiał wokół siebie wiernych wyznawców, którzy jedynie w nim widzieli ratunek i ocalenie dla Słowacji. Po 20 latach grupa jego wiernych zwolenników zmalała do 100 tysięcy, co spowodowało jego odejście z polityki (w niesławie i z wyraźną ulgą większości Słowaków).
Kaczyński raczej kroczy drogą Meciara, a nie Orbana.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (47)

Inne tematy w dziale Polityka