Jarosław Kaczyński to nie polski Orban, to polski Meciar, a Budapeszt w Polsce już był - w 2005 roku. Najpierw o tym drugim – już raz się nam zdarzyło to, co przytrafiło się szefowi Fideszu. To była wygrana PiS i PO w 2005 roku: stało się to po kompromitacji socjalistów, i dawało szansę na wielką zmianę w polskiej polityce. Polska prawica miała wtedy większość w Sejmie i Senacie. Miała także swojego prezydenta. Ale z różnych przyczyn zmarnotrawiła ten silny mandat społeczny (o kulisach tamtych decyzji i rokowań – zapraszam do lektury mojej książki: „Nieudana rewolucja, nieudana restauracja”).
A teraz o tym, dlaczego Kaczyński nie będzie polskim Orbanem, a już prędzej polskim Meciarem. Dlaczego nie Orbanem? Bo jest kimś zupełnie innym, niż obecny premier Węgier – i osobowościowo, i mentalnie, i rodzinnie, i politycznie. Kiedy w styczniu tego roku Orban był w Parlamencie Europejskim, pewien polityk PiS westchnął – „To Kaczyński bez wad”. I to jest prawda – Orban gra piłkę nożną, ma trójkę dzieci, jest uśmiechnięty wtedy, kiedy trzeba, poważny, gdy jest to konieczne. Potrafi grać z biznesem, z mediami. Potrafi uwodzić nowych wyborców i swoich interlokutorów. W Warszawie nie będzie Budapesztu, bo na Nowogrodzkiej nie rezyduje Orban.
Ja raczej wróżę prezesowi PiS los Meciara. Kiedyś o tym już pisałem, więc tylko przypomnę – szef HZDS przez lata dzielił i rządził na Słowacji. Potem wygrywał nawet wybory ( w 1998 i 2002 roku), ale cała klasa polityczna tworzyła wspólny rząd koalicyjny tylko po to, żeby uniemożliwić Meciarowi powrót do władzy. Z wyborów na wybory HZDS słabł i zbierał coraz mniej elektoratu, by wreszcie w 2010 roku skończyć na poziomie 4% i nie wejść do Rady Narodowej. Samozagłada Meciara trwała dwadzieścia lat – był przede wszystkim ofiarą własnych słabości i własnych obsesji. Na początku lat 90-tych był uwielbiany przez Słowaków i jemu właśnie zawdzięczają to, że mają dziś niepodległe państwo, bo to właśnie ambicja i determinacja tego polityka doprowadziły do podziału Czechosłowacji (oczywiście przy walnym udziale Vaclava Klausa – po drugiej stronie). Ale przez kilka lat swoich niesprawnych rządów zantagonizował i uczynił wrogimi wobec siebie wszystkie środowiska – od partii madziarskich, przez chadeków , liberałów, po komunistów. A potem już tylko tracił, choć wciąż skupiał wokół siebie wiernych wyznawców, którzy jedynie w nim widzieli ratunek i ocalenie dla Słowacji. Po 20 latach grupa jego wiernych zwolenników zmalała do 100 tysięcy, co spowodowało jego odejście z polityki (w niesławie i z wyraźną ulgą większości Słowaków).
Kaczyński raczej kroczy drogą Meciara, a nie Orbana.


Komentarze
Pokaż komentarze (47)