Chyba wydano wyrok na Tadeusza Cymańskiego. Po czym to poznaję? Po tym, kto zaczyna po nim skakać - Hofman, Błaszczak i Czarnecki. Chyba wszyscy wiedzą, że ci politycy nie mówią od siebie, ale są pudłem rezonansowym prezesa (najbardziej samodzielnym, choć też najbardziej zwodniczym jest pudło Ryśka). Jeśli zdecydowali się na to, żeby publicznie krytykować polityka, który w życiu publicznym zrobił więcej, niż oni (zwłaszcza Hofman czy Błaszczak), który w swoim życiu był skutecznym burmistrzem, posłem kilku kadencji, a obecnie jest eurodeputowanym, to znaczy, że wiedzą, iż na takie szczucie mają pozwolenie. To prezes musiał spuścić ich ze smyczy i pozwolił atakować - a to oznacza, ze to nie jest "dyskusja wewnątrz PiS", ale początek końca Tadeusza w tej partii.
Ja mam poczucie deja vu - na mnie też, po kilku dniach wahań spowodowanych tym, że prezes był na urlopie, rzucili się ci sami. Na początku nie wiedzieli czy mają mnie kopać za mój list, czy też może chwalić. Ale jak zobaczyłem Błaszczaka, Brudzińskiego i Czarneckiego, którzy na mnie nadają, wiedziałem, że decyzję o tym, żeby mnie atakować podjął sam prezes. I podobnie jest teraz - coś wspominają, że najpierw o tych sprawach powinien powiedzieć w gremiach partyjnych, że to szkodzi PiS-owi (tak, jakby naprawdę były takie miejsca w partii i takie gremia, gdzie można swobodnie wypowiadać się o sprawach ważnych dla partii i jakby nie szkodziło całej formacji to, że nie można tam w żaden sposób polemizować z prezesem).
A wszystko to, bo Tadek przyznał, że wynik PiS jest porażką. Zaraz dodał, że nie jest klęską, ale zauważył, że przegrana o 10 procent z PO jest porażką. Śmieszne? Zależy dla kogo, bo chyba nie dla wyborców PiS - widzą obecnie, że za tego typu oczywistą oczywistość można wylecieć z partii. A sam prezes? On już nic nie może - bo system, który stworzył zmusza go do ścięcia Tadka. W języku PiS, wypowiedź Cymańskiego oznacza bowiem, że ziobryści testują siłę prezesa, więc ten musi (w tym samym języku) odpowiedzieć. A odpowiedź musi być jedna - defenestracja Tadka. Inaczej, znowu w języku PiS, oznaczałoby, że Kaczyński jest miękki, a to byłby jego koniec jako charyzmatycznego lidera. Aparat musi wiedzieć, co się dzieje i musi mieć jasne zasady.
Kaczyński jest tak naprawdę więźniem systemu, który stworzył. Musi się poruszać w jego ramach, choć to on był jego stwórcą. Stworzył Golema, który teraz dyktuje mu warunki prowadzenia polityki. Taki to już los tych, którzy zaczynali jako rewolucjoniści, a kończyli jako satrapowie. Na początku to oni kształtowali pewien system, ale z czasem stawali się jego posłusznymi trybikami. I piszę to bez satysfakcji i bez złośliwości


Komentarze
Pokaż komentarze (86)