Jeśliby doniesienia o tym, że Zdzisław Krasnodębski traci pracę na UKSW z powodu swoich poglądów politycznych okazałyby się prawdziwe, to chciałbym wyrazić swoje oburzenie tym faktem i zaprotestować przeciwko takiemu traktowaniu tej osoby. Wielokrotnie nie zgadzałem się z profesorem – moje środowisko polityczne było często obiektem jego niesprawiedliwych ataków, a jego stronniczość w bezwarunkowym popieraniu PiS mnie śmieszy. Uważam także, że jeden z jego artykułów, ten opublikowany zaraz po tragedii smoleńskiej, podgrzewał wojnę polsko – polską i nie miał nic wspólnego z rzetelną oceną sytuacji. Sądzę także, że większość jego publicznych wystąpień jest jawną agitacją na rzecz jednej partii, a jego artykuły publicystyczne są całkowicie przewidywalne i coraz słabsze (zmierzają w stronę twórczości bardziej satyrycznej, niźli rzetelnej analizy sytuacji społecznej). Co więcej, uważam, że w swojej roli publicznej jest on „zdradzającym klerkiem” i dawno przestał rzeczywistość opisywać, oddał się natomiast na usługi jednej partii i jednego polityka.
Ale jednocześnie zdecydowanie twierdzę, że jeśli na polskim uniwersytecie nie ma dla niego miejsca, to jest do problem polskiego świata naukowego, a nie profesora Krasnodębskiego. Swój autorytet może rozmieniać na drobne w dowolny sposób, bo to jego prawo i jego decyzje, ale mało jest na naszych uczelniach osób, które mają na swoim koncie tak ciekawą książkę, jak „Demokracja peryferii” i nie rozumiem jak na takiego naukowca nie ma zapotrzebowania na polskim uniwersytecie. Nie rozumiem także, jak rektor publicznej uczelni śmie wzywać profesora w celu dyscyplinowania go za jego działalność publicystyczną. Krasnodębski ma prawo popierać kogo chce – nie słyszałem, żeby PiS stało się partią nielegalną i choć uważam, że wysługiwanie się Jarosławowi Kaczyńskiemu jest bez sensu, to chcę żeby polscy naukowcy mieli prawo do takich niemądrych decyzji.
Domagam się więc tego, bym mógł z profesorem Krasnodębskim nie tylko polemizować w studiach telewizyjnych, ale także na konferencjach organizowanych przez polskie uczelnie, finansowane przez polskich podatników (także wyborców PiS). Pragnę, żeby na państwowych uniwersytetach pracowali tacy ludzie, jak Krasnodęsbski, podobnie jak tacy, jak Środa, Krzemiński, Staniszkis, Markowski, Kik, Śpiewak i wielu, wielu innych, którzy prezentują poglądy od prawa do lewa. Bo taka jest istota uniwersytetu i jeśli ktoś tego nie rozumie, to on nie nadaje się do pracy na uczelni i wychowywania młodzieży, a nie Krasnodęsbki. Piszę te słowa także powodowany osobistym doświadczeniem, bo świetnie pamiętam, jak trzy lata temu dwa uniwersytetu odmówiły mi wszczęcia przewodu habilitacyjnego. Tak po prostu – bo byłem „pisologiem”. Dlatego solidaryzuję się z profesorem Krasnodębskim i proszę o to także innych.


Komentarze
Pokaż komentarze (45)