Kiedy oglądam relacje w Aten i słucham głosów przeciętnych Greków, którzy pomstują na polityków za to, w jakie bagno wprowadzili cały kraj, zadają sobie pytanie: a gdzie byłeś, przeciętny Greku, przez ostatnie kilkadziesiąt lat? Na kogo głosowałeś? Czy przypadkiem nie na tych samych ludzi, na których dzisiaj krzyczysz, że zadłużyli kraj po uszy i narazili go na bankructwo? Czy aby nie wolałeś ich od ich konkurentów, którzy mówili coś o dyscyplinie budżetowej, oszczędzaniu, inwestowaniu w przyszłość? Czy to nie ty wybierałeś tych, którzy proponowali dolce far niente, słodkie „tu i teraz”, politykę małych kroczków i ciepłej wody w kranie?
I tak sobie myślę, że my dzisiaj jesteśmy dokładnie w takiej samej sytuacji, w jakiej mieszkańcy niegdysiejszej dumnej Hellady byli przez ostatnie dekady – jesteśmy członkami dostatniej Unii Europejskiej, potężnego NATO itd. I dlatego pozwalamy sobie na niefrasobliwość, na wybieranie polityków zdziecinniałych, myślących w perspektywie najbliższej elekcji i osobistego zysku, którzy obiecają wyborcom słodki spokój i nicnierobienie. I że już wkrótce przyjdzie nam za to zapłacić – za podwyższanie podatków, za brak reformy finansów publicznych, za okradanie nas z naszych emerytów, za odkładanie (nomen omen) ad Calendas Graecas potrzebnych reform.
I kiedy przyjdzie do nas kryzys na skalę grecką, kiedy bankrutować będą banki, gdy państwo nie będzie w stanie wypłacać emerytur, rent i pensji, chciałbym, żeby przypomnieli sobie, że była w Polsce partia, która nawoływała do obniżania podatków, do inwestowania w edukację, do obniżania kosztów funkcjonowania państwa, do liberalizacji gospodarki, odbiurokratyzowania jej. Partia, której program ekonomiczny pisali najlepsi specjaliści w kraju i która nie bała się mówić rzeczy niepopularnych, ale koniecznych dla ratowania kraju. I chciałbym, żeby wówczas pamiętali, że ta partia dostała 2,2% głosów i przegrała z Donaldosem Tuskondrau i Jaroslavosem Kaczynskasem.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)