W poprzedniej kadencji Parlamentu Europejskiego PiS starało się łączyć i zwierać swoje szeregi – połączyło nawet swoją reprezentację z LPR i Samoobroną. W tej kadencji jest dokładnie odwrotnie – właśnie straciło szansę na funkcję wiceszefa PE. O tym ubocznym efekcie ostatnich wydarzeń nikt na razie nie napisał, a jest on dobrą egzemplifikacją tego, co dzieje się z PiS.
Ale od początku – we wrześniu zeszłego roku, po napisaniu otwartego listu do Jarosława Kaczyńskiego, zostałem usunięty z delegacji PiS w ECR (Grupie Europejskich Konserwatystów i Reformatorów). Z 15-osobowej pisowskiej reprezentacji zostało więc 14 osób. Wkrótce z PiS odeszli kolejni koledzy – Paweł Kowal, Michał Kamiński i Adam Bielan. Założyliśmy delegację PJN w ECR – delegacja PiS liczyła w tym momencie 11 osób. Jej członkowie zażądali usunięcia Kamińskiego z funkcji szefa ECR, co stało się w kilka tygodni później – tym samym Polak stracił możliwość brania udziału w pracach Konferencji Przewodniczących, która jest w istocie najważniejszym gremium w PE (aha, dziś można być pewnym, że część kolegów z PiS nie głosowała na Kamińskiego na początku kadencji jako na wiceszefa PE i tym samym uniemożliwiła jego wybór – kolejny samobój).
Po tym „sukcesie” przyszły następne – kiedy Beata Kempa została bezceremonialnie mianowana przez Kaczyńskiego liderem okręgu kieleckiego, z udziału w delegacji PiS zrezygnował europoseł pochodzący z tamtego regionu – Jacek Włosowicz. Pisowskich „murzynków” zostało już tylko 10. A po wyrzuceniu z partii Zbyszka Ziobro, Jacka Kurskiego i Tadka Cymańskiego, delegacja tej partii w ECR zmniejszyła się do 7 osób. W ciągu 2 lat z 15-osobowej delegacji nie została nawet połowa. Zabawne? Tylko trochę. Bo są tego poważne konsekwencje.
ECR złożony jest z wielu delegacji narodowych – najliczniejszą z nich są Brytyjczycy (25 posłów). Drugą w kolejności był PiS (15 osób), ale obecnie to się zmieniło – najwięcej jest polityków czeskiego ODS (9 osób). Dlatego jest prawdopodobne w połowie kadencji PE, czyli już za dwa miesiące, Brytyjczyk zostanie szefem całego ECR, a Czech zostanie przez ECR mianowany na funkcję wiceprzewodniczącego Parlamentu (albo odwrotnie). Co to oznacza? Że Polacy, których jest 15, nie będą mieli prawa do nominowania swojego reprezentanta na jedna z tych dwóch ważnych funkcji, ponieważ są podzieleni na kilka małych frakcji. Taki jest efekt finalny kolejnych wyrzuceń dyrygowanych z Nowogrodzkiej. Rozumiem, że nikt o tym nie myślał, ale może jednak warto wreszcie zacząć kombinować w kategoriach trochę szerszych, niż mała partyjne gierki. PiS traci okazję do tego, żeby Polak był wiceszefem PE (po tym, jak Jerzy Buzek przestanie być jego przewodniczącym) i traci okazję do tego, żeby Polak był szefem czwartej co do wielkości frakcji w Parlamencie Europejskim.
Może warto pamiętać o takich rzeczach przy okazji następnych wyrzuceń z PiS. I warto rozliczać tych, którzy doprowadzili do takiego stanu rzeczy, że z poważnej delegacji w poważnej grupie politycznej, staliśmy się pośmiewiskiem dla tych, którzy cenią skuteczność w osiąganiu celów politycznych w PE. Bo śmiesznością powszechną akurat się nie przejmuję. Wielki polski Makiawel, prezes PiS, spowodował, że jego partia nie ma żadnych szans na osiągnięcie tego, co należało się jej dwa lata temu, jak psu buda.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)