Podobno do niedawna Polacy uważali, ze najlepszym rządem byłaby koalicja wszystkich partii. I chyba można powiedzieć, że to marzenie milionów naszych rodaków wreszcie się ziściło, bo dziś mamy taki właśnie Front Jedności Narodu, pod światłym przywództwem Donalda Tuska. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Mamy koalicję PO - PSL. To nie wymaga jakiegoś specjalnego tłumaczenia. Choć czasami ludowcy zachowują się jak partia opozycyjna, to jednak są w sumie lojalnym koalicjantem Platformy. Ale przecież mają rację pisowcy podkreślając, że przecież Palikot i Miller to tak naprawdę tajni współpracownicy premiera. Szef SLD zrobiłby wszystko, by dostać się do rządu, bo to uwiarygodniłoby go, jako nowego lidera i pozwoliło zaspokoić apetyty działaczy - apetyty nie zaspokojone od 2005 roku. Czyż to nie jest nieludzkie, że aparat - przywykły od wielu dziesięcioleci do konsumpcji fruktów państwowych - pozostaje już siódmy rok na przymusowej diecie? Czyż ktoś, kto wreszcie głodnych by nakarmił, a spragnionych napoił, nie byłby okrzyknięty mesjaszem lewicy? A o takim tytule Miller na pewno marzy. Był już kanclerzem, to teraz chce zostać mesjaszem - trudno, bierze się, co dają.
A Palikot? Już dawno nazwałem go polskim Żyrinowskim, czyli kimś, kto - udając opozycję i kumulując głosy niezadowolonych i rozczarowanych wyborców lewicy i PO - zawsze w najważniejszych głosowaniach wspierać będzie rządzących. Już zapowiedział, że nie przyłączy się do głosowania za wnioskiem o odwołanie gabinetu Donalda Tuska. Rzecz raczej dziwna u opozycjonisty, prawda? - wszak korzysta się z każdej okazji do dopieczenia rządowi. A tu taka miła niespodzianka! Czy jednak, aby na pewno niespodzianka? RP to koncesjonowana, udawana opozycja - w istocie jest on częścią systemu władzy. Władzy jawnej i mniej jawnej.
Ale pozostaje przecież PiS - krzyknie ktoś co bardziej rozgarnięty! Jakże można je zakwalifikować, jako członka koalicji rządzącej? Jakże uznać, za część Frontu Jedności Narodu? Wszak - kontynuować mógłby ów mądrala - Jarosław Kaczyński jest największym oponentem tego rządu! No niby tak, ale ... Wielokrotnie już pisałem, że PiS jest najlepszym sojusznikiem Platformy, bo tylko dzięki jego beznadziejności możliwe są beznadziejne rządu PO. Bez Kaczyńskiego, Tusk już dawno nie byłby premierem, bo ludzie głosują na tego drugiego przede wszystkim dlatego, żeby ten pierwszy już nigdy nie był szefem rządu. I dlatego szef PO może robić (i nie robić) wszystko, może ślamazarnie rządzić, bo najsilniejszą dla niego alternatywą jest lider PiS. Ludzie wolą, żeby Tusk nie realizował swoich obietnic wyborczych, niż żeby Kaczyński realizował swoje. Dlatego PiS pozostaje współkoalicjantem rządu PO - PSL, bo skutecznie zapewnia mu alibi na okoliczność nicnierobienia.
Spełniły się więc sny i marzenia Polaków o koalicji wszystkich partii parlamentarnych. Choć może raczej warto by nazywać te sny koszmarami?


Komentarze
Pokaż komentarze (31)