Laudetur Iesus Christus!
Mija rok od czasu, gdy Ojciec Święty Benedykt XVI wydał Motu Proprio "Summorum Pontificum", najprawdopodobniej najważniejszy jak dotychczas dokument obecnego pontyfikatu. Papież stwierdził w nim jasno i dobitnie, że Msza Św. w rycie trydenckim, nigdy nie została zakazana i każdy kapłan ma prawo ją celebrować a świeccy domagać się jej celebracji. Od tamtego czasu, zdołałem się spotkać z dwoma stanowiskami, które oscylują wokół Motu Proprio. Oba stanowiska są formułowane w środowiskach tradycyjnych katolików.
Pierwsze stanowisko nazwałbym "pozytywnym". Opinię tą wyrażają katolicy tradycyjni, ale nie związani z Bractwem św. Piusa X i do czasu wydania Motu Proprio, uczestniczący w mszach tradycyjnych na mocy indultu. Twierdzą oni, że papież Benedykt jest de facto restauratorem Tradycji, że dąży do swoistej kontrrewolucji w Kościele i że kto jak kto ale to właśnie tradycyjni katolicy winni go żarliwie wspierać we wszelkich jego przedsięwzięciach papieskich, szczególnie tych odnoszących się do liturgii.
Drugie stanowisko zaś, nazwałbym stanowiskiem "realistycznym". Jest ono formułowane obecnie przez Bractwo św. Piusa X jako odpowiedź na sytuację powstałą po ogłoszeniu "Summorum Pontificum". Uwzględnia ono doniosłość papieskiego dokumentu, ale przypomina równocześnie, że tradycyjna Msza wymaga tradycyjnej doktryny.
Chciałbym oba te stanowiska niejako skonfrontować i dokonać ich oceny. Niewątpliwie, co należy zaznaczyć na samym początku, papieskie "uwolnienie" Mszy Trydenckiej jest wielkim powodem do radości. Po latach niejasności, kłamstw, mglistych wypowiedzi lub zwyłego chowania tematu pod dywan w imię "posoborowej odnowy", Wikariusz Chrystusa stwierdził, że to co było święte wczoraj, pozostaje nadal święte dziś oraz że nikt nie miał i nigdy nie będzie mieć prawa zakazać Mszy, która swoją doniosłością i pięknem karmiła duchowo dzieci Kościoła przez setki lat. W kontekście więc samego Soboru i katastrofy jaką była destrukcyjna reforma liturgiczna abp. Bugniniego, dokument ten jest jak latarnia, która w ciemnej nocy kryzysu Kościoła, oświeca drogę powrotną do Tradycji i Prawdy. To jak dokument ten został przyjęty w Polsce i świecie, nie będę zgłębiał w tej chwili, bo to temat akurat na inny wpis. Zainteresowanych odsyłam do licznych informacji na ten temat, zawartych na stronach tradycjonalistycznych i prasie.
Oczywiście, na tym walka z modernizmem w Kościele się nie skończy i nie może skończyć albowiem pełne zwycięstwo Prawdy przyjdzie wtedy gdy powróci tradycyjna doktryna. To z kolei wymaga całkowitej rewizji i odrzucenia takich zgubnych idei propagowanych przez Rzym od czasu Vaticanum II jak fałszywy ekumenizm, wolność religijna, kolegializm i wiele innych teologicznych i filozoficznych błędów i herezji, które w imię "odnowy" i "otwarcia się na świat" niszczą Mistyczne Ciało Chrystusa. I tutaj przyznaję całkowitą rację JE bp. Bernard'owi Fellay, który w ostatnim liście skierowanym do wiernych Tradycji katolików, stwierdził iż bez odrzucenia tych licznych herezji i błędów od zawsze potępianych przez Magisterium a sankcjonowanych obecnie, samo przywrócenie tradycyjnej Mszy zda się na nic, albowiem jest ona (Msza Trydencka) pełnym i czcigodnym wyrazem wiary katolickiej i nie może współistniec obok błędnych doktryn w łonie Kościoła. Nie może być pokojowej koegzystencji pomiędzy prawdą a fałszem.
Owszem, można by uznać i jestem częściowym zwolennikiem tego poglądu, że obecny pontyfikat jest pontyfikatem "Restauracji Tradycji", ale niestety tylko do pewnego stopnia i w jednej dziedzinie-liturgicznej. I choć obecny papież mówi o ekumenizmie i innych zagadnieniach nieco innym językiem niż Jan Paweł II, a nawet Sobór, należy stwierdzić, że musi on mówić wyraźniej i ukazać blask i moc tradycyjnej nauki Kościoła w całej jej pełni. Musi nastąpić powrót, który niestety się jeszcze nie dokonuje, do stanowczości i klarownej nauki papieży piusów-X, XI i XII, którzy w XX wieku nie wahali się potępiać z całą mocą i powagą swojego Apostolskiego Urzędu herezje, próbujące zniszczyć katolicką naukę oraz cywilizację chrześcijańską. O ileż bardziej dzisiaj jest potrzebna ta stanowczość w obronie wiary, ze strony tego, który ma "utwierdzać braci w wierze". Trzeba mieć nadzieję, że wraz z Mszą Trydencką i jej stopniowym (daj Boże pełnym!) powrotem do naszych kościołów, przyjdą i łaski potrzebne Naszej Matce Kościołowi Świętemu w tych czasach gdy wszystko zostało wywrócone do góry nogami i gdy została zniszczona jedność wiary i kultu Bożego.



Komentarze
Pokaż komentarze (4)