Michał Boni przyznał się, że w latach 80-tych podpisał deklarację współpracy z SB i współpracował ze służbami PRL. Wyznanie wstrząsające, na pewno wiele go kosztowało. Ciekawe czy, jak sugeruje Lech Wałęsa, zrobił to sam z siebie, czy też "Macierewicz go przymusił" (co traktuję oczywiście jako figurę retoryczną byłego prezydenta).
Michał Boni, do niedawna kandydat na ministra pracy w rządzie PO-PSL (już chyba nie skoro resort dostaną ludowcy), był już wymieniany w gronie sygnatariuszy esbeckich lojalek i współpracowników służb PRL. Pojawił się na tzw. liście Macierewicza 15 lat temu jako TW ZNAK. Miał podobno ponieść "niezwykłe zasługi w kontrolowaniu RKW Mazowsze”. Donosił ponoć do 5 stycznia 1990 roku.
Jakie pojawiają się wątpliwości w tym, bez wątpienia godnym naśladowania (gdyby wszyscy TW się przyznali rzeczywistość a pewno byłaby łatwiejsza, a w wielu przypadkach bardziej zrozumiała), wydarzeniu.
Dlaczego dopiero teraz? Dlaczego akurat przed wejściem do rządu Donalda Tuska, a nie przed funkcjonowaniem w gabinecie Tadeusza Mazowieckiego, gdzie był podsekretarzem stanu w ministerstwie pracy i polityki społecznej, w gabinecie Jana Krzysztofa Bieleckiego gdzie był już ministrem pracy i polityki socjalnej (1991) czy w rządzie Jerzego Buzka, gdzie szefował gabinetowi politycznemu ministra pracy i polityki socjalnej Longina Komołowskiego (1997-2001), dziś posła PiS?
Jestem w stanie zrozumieć TW, który wie co robił i nie przyznaje się bo się boi, ale usuwa w cień, daleko od życia publicznego. A Boni? Po karierze politycznej został specjalistą od zarządzania zasobami ludzkimi, był dyrektorem Programu Reform Polityki Społecznej Instytutu Spraw Publicznych, konsultantem III NFI oraz Polsko-Amerykańskiego Funduszu Przedsiębiorczości w dziedzinie spraw pracowniczych. Niedawno pojawiał się jako doradca jednej z firm, która w tajemniczy sposób sprywatyzowała Zelmer. Donald Tusk przed chwilą w TVN24 powiedział, że "Boni to wybitny specjalista i chciałbym by ODPRACOWAŁ TEN BŁĄD I POMÓGŁ MI W RZĄDZIE". Co o tym myślicie, drodzy salonowicze? Czy wyznanie win od razu, a to po 15 latach i raczej u schyłku niż rozkwitu kariery(nie tylko politycznej) ma podobną wartość? Bo ja mam jednak pewien niesmak.



Komentarze
Pokaż komentarze (109)