17 października 2007 roku. Przedwyborczy wywiad prezydenta Lecha Kaczyńskiego dla "Rzeczypospolitej":
"Rz": Ostatnio często padają oskarżenia, że w Polsce jest zagrożona demokracja. Jak pan na to reaguje?
Lech Kaczyński: Śmieję się. Ale to śmiech przez łzy. Jakie głupstwa można w Polsce mówić bezkarnie.
2 listopada 2007 roku. Jarosław Kaczyński na konferencji prasowej o sprawie decyzji sądu ws. Tomasza Sakiewicza i Katarzyny Hejke.
– Szykuje się "putinada", mamy liczne przesłanki, żeby sądzić, że z polską demokracją teraz tak naprawdę może być bardzo, ale to bardzo niedobrze, że prawa opozycji, wolnej prasy zostaną realnie ograniczone.
***********************************
Ile dni dzieli wypowiedzi obu braci? Raptem kilkanaście. Ale w międzyczasie PiS, choć wciąż jeszcze ma premiera, zdążyło przejść do opozycji po przegranych wyborach. I wyraźnie widać, że w opozycji punkt widzenia drastycznie się zmienia. Mówienie, że PiS zagraża demokracji – głupstwa. Decyzja sądu kilka dni po wygranej PO, jeszcze zanim w ogóle stworzyła nowy rząd - putinada. Mentalność Kalego pełną gębą.
Ale PO nie lepsza. Jak dziś słyszę Grzegorza Schetynę czy Stefana Niesiołowskiego, którzy domagają się od PiS uznania wyniku wyborów i opowiadają o "dziwnym stanie psychicznym liderów braci Kaczyńskich", myśli wracają do przełomu września i października 2005 roku. Wówczas Platforma nie przyjęła do wiadomości wyniku wyborów. – Wszystko, co działo się po wyborach prezydenckich prowadziło do jednego: kompromitacji PiS-u i tego rządu - tak mówił, sprzyjający dziś PO, Kazimierz Marcinkiewicz w książce "Kulisy władzy". Więc tak jak dzisiaj PiS powtarza szok PO, tak też będzie powtarzał teksty o końcu demokracji. PO nie ma prawa się dziwić. Nam wolno. Sama Demokracja też ma te przepychanki gdzieś. I tylko dziwi się, gdy publicyści skonstatują, że to w sumie... jej istota.



Komentarze
Pokaż komentarze (52)