Mikołaj Wójcik Mikołaj Wójcik
242
BLOG

Kto jest Kowalem własnego losu?

Mikołaj Wójcik Mikołaj Wójcik Polityka Obserwuj notkę 98
Wiedziałem o publikacji moich kolegów śledczych od środy. W zaufaniu, więc nikomu sie nie chwaliłem. Ale temat już wczoraj był znany sporemu gronu polityków PiS. Jeden z nich przyznał mi się nawet, że wie o sprawie od półtora roku. Pewnie podobny czas temu o nagabywaniu Pawła Kowala przez WSI dowiedzieli się Zbigniew Wassermann, bracia Kaczyńscy, może ktoś jeszcze.
Dlaczego nagabywaniu, a nie współpracy jak ogłasza u siebie na blogu Janek Osiecki? Bo z tego co wiem, o współpracy mowy nie mogło być.
 
Nie rozmawiałem o sprawie z Kowalem. To co wiem, wiem ze swoich źródeł, które same chciały mi o tym opowiedzieć. Że sprawa dotyczy okresu 2003-2004. Czasu, w którym Kowal nie był politykiem. Nie marzył pewnie o prezydenturze LEcha Kaczyńskiego, rządach PiS-u i swoim pobycie w MSZ. Jak wiem, starał się wiązać koniec z końcem prowadząc znaną knajpę w Warszawie. I to zapewne tam przybyli tajniacy WSI. Czy straszyli? Nie wiem. Ale podobno nie podali się za WSI, tylko za MON. A sprawa stworzenia dla nich ekspertyzy rypnęła się, gdy Kowal miał zażądać sporządzenia pisemnej umowy. Podobno nie doszło do sporządzenia umowy, a jedynie podpisania deklaracji o zachowaniu kontaktów w tajemnicy. Standard służb. Pewnie wielu dziennikarzy przesłuchiwanych na okoliczność przecieków przez ABW podpisała taki dokument. Nic z niego nie wynika.
Podobno Kowal żadnej ekspertyzy nie napisał. Kontaktował się i dalej był nagabywany, bo mógł obawiać się o ewentualne konsekwencje. Przecież już wówczas było powszechnie wiadomo co potrafi WSI i, parafrazując Lady Pank, strach się było bać. Nie był posłem. Nie mógł zwołać konferencji i ponarzekać na nagabywanie przez ludzi Dukaczewskiego. Czy dobrze zrobił? Nie nam sądzić. Może gdyby się nie spotkał po raz drugi czy trzeci, nie miałby dzisiaj pseudonimu, teczki , artykułu w "Dzienniku" i kłopotów? Ale to gdybologia. Będzie uprawiana tak długo, jak długo nie będziemy mogli zobaczyć co jest w teczce WSI Kowala.

I teraz konkluzje. Janek Osiecki zastanawia się, co teraz powiedzą ci, którzy nie zostawiali suchej nitki np. na Jarosławie Szczepańskim, który przywiózł znajomemu wojskowemu mapę z Rosji. Pewnie będą podtrzymywać swoje stanowisko. A ja podtrzymam swoje - że ani Szczepański, ani Kowal (jeśli prawdą są moje "podobno") z WSI nie współpracowali. I w raporcie nie powinni się znaleźć.

Skoro Szczepański się znalazł, to czemu nie Kowal? Być może dlatego, że w jego teczce nie ma żadnej nawet poszlaki współpracy, a w teczce Szczepańskiego jest pokwitowanie odbioru kasy za mapę? Zgaduję. Czekam na odtajnienie.

"To co robi PiS w sprawie Kowala i jego związków z WSI przypomina zachowanie Kalego ze stron powieści Sienkiewicza." - pisze Janek Osiecki. Czyli co Janku? Spodziewałeś się ostracyzmu? Każdy broni swego. ani to cecha tylko PiS-u, ani tylko PO czy innych formacji. Ale przecież Tobie nie muszę tego tłumaczyć.

 

Cała ta sprawa wygląda mi tak: Kowal nie był kowalem własnego losu w tej sprawie. Poinformował kogo trzeba, a ktoś wyżej okazał się nadgorliwy. Tak w tuszowaniu jego sprawy, jak i ujawnianiu innych, mocno rozdmuchanych. Panowie Macierewicz, Wassermann, pewnie i Kaczyński będą się dziś zasłaniać tajemnicą państwową. Wassermann już to zrobił w rozmowie z "Dziennikiem". Rozmowie w ktorej równie dobrze można powiedzieć, że oskarża Kowala, jak go wybiela. Więc lubianemu przez wielu wiceszefowi klubu PiS bardziej niz publikacja Dziennika mogą zaszkodzić klubowi koledzy. No i przeciwnicy polityczni w MON, którzy oczywiście do odtajnienia materiałów palić się nie będą. Chyba, że te "podobno" są nieprawdziwe. Wtedy czeka nas odtajnienie, gdy Kowal kłamie. Jeśli mówi prawde, nikt nie pozwoli mu jej zweryfikować.

Fan politycznych zawirowań, cudownych akcji FC Barcelona i ostrej gry na bandach NHL. ------------------------ e-mail: mikwojcik@gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (98)

Inne tematy w dziale Polityka