Traktat lizboński nagle rozbudził emocje w Polsce. Tyle, że wciąż nie rozmawiamy o tym, co w nim się znajduje, tylko o to czy, albo ewentualnie jak, go przyjąć. Poziom niewiedzy jest taki, że w żenującej debacie na antenie TVN24 Janusz Korwin-Mikke mówił to co zawsze (m.in. że w UE jest tak jak za Hitlera, a nawet gorzej, bo wtedy były niższe podatki), a Marek Saryusz-Wolski nie potrafił mu odpowiedzieć żadnym, ale to żadnym argumentem.
O traktacie dyskusji tak naprawdę nie ma. Jest dyskusja o PiS-owskich poprawkach do ustawy o zgodzie na ratyfikacje traktatu przez prezydenta. Za kluczowy argument w tej rozmowie uznaje osobiście to, co kilka dni temu na łamach „Naszego Dziennika” mówił Marek Jurek stwierdzając, że Przemysław Gosiewski może do tej ustawy wpisać wstęp do Konstytucji 3 Maja, Kartę Praw Rodziny, a nawet statut PiS, a efekt tego będzie taki sam. Żaden.
Dlaczego twierdzę, że Jurek ma rację? Bo znam konstytucję. A w niej czytam najpierw art. 87, który mówi że „źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia". OK, powie ktoś, skoro wymienione są w kolejności, to znaczy, że primo – konstytucja jest najważniejsza. A secundo – ustawy sa przed umowami międzynarodowymi. Tylko, że pojawiają się pewne „ale”.
Konstytucja w art. 90 opisuje przypadek umowy międzynarodowej na mocy której RP przekazuje „organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach”. To właśnie m.in. traktat reformujący. Ale czy na pewno? Ja wątpliwości nie mam. Nie ma ich też Jarosław Kaczyński. Tyle, że to zupełnie inna opinia. W piątek na antenie Radia Maryja prezes PiS obwieścił, że... żadnych nowych kompetencji Unii nie przekazujemy. Jeśli miałby rację, to po co ustawa którą musi poprzeć 2/3 posłów, a potem senatorów? Ale on wie, że nie ma. Musi jednak tak twierdzić, by osłabiać głosy krytyków traktatu.
Wróćmy do meritum. PiS chce w obszernej preambule i kilku zapisach w ustawie o zgodzie na ratyfikację zagwarantować, że niektóre zapisy traktatu reformującego w Polsce nie będą działać. Po co? Czy rzeczywiście doktor prawa Jarosław Kaczyński nie zna konstytucji? Chce stawać w jednym rzędzie z tymi znawcami, którzy szykowali wniosek o Trybunał Stanu dla Antoniego Macierewicza? Dlaczego tak twierdzę? Wystarczy przeczytać art. 91 naszej ustawy zasadniczej. Zacytuję go wprost: „1. Ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy; 2. Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.”
Co to oznacza? Że jeśli Donald Tusk rzeczywiście miałby na słomiance u Angeli Merkel (tak rozumuje prezes PiS) zaraz po ratyfikacji pozmieniać wszystkie wspaniałe zapisy wynegocjowane przez Braci, to i tak żadna ustawa mu w tym nie przeszkodzi. A czy jest możliwy taki retusz? Oczywiście. Ale nie wystarczą do tego podpisy Tuska i Merkel, czy Barrosso. To będzie nowa umowa, jej nowe brzmienie. A więc analogicznie musi przejść drogę taką jak ustawa i jej nowelizacja.
Ale Jarosław Kaczyński sądzi, że ciemny lud kupi jego mocno uproszczoną, wręcz obrazkową interpretację. Wystarczy krzyknąć: chcą nas sprzedać! i już wierni stają przy Jarosławie krzycząc: prowadź! na pohybel Tuskom!
O to właśnie chodzi PiS. Dlatego dziś deklaruje „jeśli nie będzie zabezpieczeń do traktatu, będziemy w referendum przeciwko”. Zabezpieczenia to alibi, by nie musieć mówić, że traktat jest dobry, a nie zły jak mówi o. Tadeusz Rydzyk czy Marek Jurek. I możemy dojść do absurdu w którym PiS będzie namawiać, by odrzucić traktat, by nie daj Boże ktoś go kiedyś nie zmienił. A jaki będzie tego efekt? Jeśli im się nie uda, traktat będzie ratyfikowany, a PiS zajmie na długo pozycje antyunijne. A jeśli im się uda, w UE zostanie zwołana nowa konferencja międzyrządowa i zacznie się kolejne poprawianie tego traktatu, tak samo jak było z eurokonstytucją. i wtedy Tusk z Merkel będą mogli sobie klepnąć wszystko.



Komentarze
Pokaż komentarze (125)