Maciej Zientarski w lutym 2008 roku jadąc ferrari około 150km/h, spowodowal wypadek.
Doznał poważnych obrażeń ciała, ale przeżył. Miał szczęście. Jego pasażer, Jarosław Zabiega szczęścia nie miał. Zginął na miejscu.
Od momentu wypadku nieustannie trwa farsa procesowa.
O ile pare miesięcy można zrozumieć, bo Zientarski musiał się trochę wyleczyć, to to co działo się potem, pokazuje jak w Polsce traktowani sa ludzie ze świecznika.
Nieustannie dziennikarze Super Ekspresu” jak i innych mediów przyłapywali Zientarskiego, a to na pracy, a to na jakiś zawodach, a to na imprezach.
Ale dla sądu był cały czas chory
Dziś mija cztery i pół roku od wypadku, wyroku dalej nie ma a Zientarski ma się świetnie!
Maciej Zientarsk(43 l.), znany dziennikarz motoryzacyjny, potrącił pieszego, gdy jechał skuterem ulicą Chełmżyńską. Była godz. 15.15.
–Na ul. Chełmżyńskiej kierowca samochodu zatrzymał się przed przed przejściem dla pieszych, by przepuścić przechodzącego po pasach mężczyznę. W tym samym kierunku na skuterze jechał mężczyzna. Nie zachował on ostrożności, postanowił wyprzedzić stojący przed przejściem samochód i uderzył w pieszego – mówi asp. Mariusz Mrozek z Komendy Stołecznej Policji. – Pieszy z urazem nogi trafił do szpitala. Kierowca skutera był trzeźwy.
Tak wygląda właśnie wymiar sprawiedliwości.
Rowerzyści siedzą w pudłach, a Zientarski dalej powoduje wypadki...


Komentarze
Pokaż komentarze (13)