2 obserwujących
11 notek
4189 odsłon
  293   0

Nie masz wykształcenia? Zostaniesz Ambasadorem!

Jeden ze skeczy sympatycznego kabaretu Smile dotyczy osoby ubiegającej się o stanowisko operatora koparki. Jednakże jego „interviewer” [ukłon dla korporacyjnego języka] podejrzliwie mu się przypatruje i konstatuje co chwila: Pan masz wyższe wykształcenie!  Aplikant [ukłon raz jeszcze] zaprzecza z całych sił, ale jednak na końcu kapituluje, przyznając się do posiadania tytułu magistra z … filozofii.

Pamiętam jak kilka lat temu jeden z moich znajomych – dumny pracownik warsztatu samochodowego- pragnąc się dowartościować kosztem byle humanisty – zapytał mię, ile zarabiam [subtelny chłop, nieduży taki]. Gdy mu uczciwie odpowiedziałem, to z nutą pogardy dla wykształciucha rzekł był: „Ile?? Za tyle to mie by z łóżka wstać nie chciało”.

Popatrzyłem się na niego i poszedłem [ukłon dla kolegi z warsztatu] - cóż: nie wytłumaczę mu pewnych oczywistych prawd ekonomicznych. A on niech czuje że jest lepszy. Potem gdy jednak, wbrew sugestiom mojego zacnego kolegi, postanowiłem po studiach się uczyć dalej, to znów pojawiały się kłopoty: koleżanka w Urzędzie tłumaczyła mi, jaki ja głupi byłem, żem 5 lat studiował na dziennych studiach. Ona studiowała i pracowała i teraz O! Proszę ! [ fakt, była dwukrotnie lepsza: miała już dziecko w wieku, gdy ja o tym w ogóle jeszcze nie myślałem]. Inny kolega z Urzędu [ skąd oni wszyscy o mnie tyle wiedzieli, skoro ja nic nie mowiłem???] tłumaczył, że doktoraty to strata czasu i bzdury. Ale miał prawo jazdy i lubil samochodu. A ja nie.

Ludzie generalnie starają się jakoś swoje wybory życiowe usprawiedliwiać. I chcą wierzyć, że są lepsi od innych. I lepiej wszystko wiedzą. Np. parę dni temu wróciłem ze szpitala: byłem tam 3 dni: i lezy chłop, patrzy się reszcie pokoju i mówi z nutką zadowolenia: i nadal jestem najmłodszy tutaj!  Chciałem odpowiedzieć bon-motem  Pudzianowskiego, ale salowa weszła [młoda, o delikatnej buzi. 20 lat, poczęstowała mię nawet papierosem – ot sukces].

A piszę tak to sobie, gdyż dziś wyczytałem, że do Sejmu trafić ma projekt rządowy, zgodnie z którym, aby zostać ambasadorem, nie trzeba będzie mieć wyższego wykształcenia. POnoc ma wystarczyć doświadczenie, wiedza, umiejętności i – UWAGA!  „background polityczny”. O tym czy dana persona jest „zdatna” – jak mawiała moja św. p. babcia – do tej funkcji, będzie decydował: UWAGA! „konwent złożony z przedstawicieli prezydenta, premiera i ministra spraw zagranicznych”.

1.    W USA- już dziś oczywiście dobrych, a nie „faszystowskich” nadal pokutuje jakaś aberracja: otóż tam, aby mieć szansę na zostanie ambasadorem, należy:
2.    „Earn a relevant bachelor's degree. ...
3.    Earn a graduate degree. ...
4.    Gain work experience. ...
5.    Take the Foreign Service Officer Exam. ...
6.    Receive Appointment.

Zadumałem się. U nas będzie lepiej. Szybciej. Po co tyle biurokracji?  Przez chwilę pożałowałem, że tego nie zrobiono za ancien regime;u: Konwent złożony z Prezydenta Komorowskiego, Premier Kopacz i Ministra Sikorskiego.

Może kolega z warsztatu miał rację?
Pójdę go odwiedzę. Może weźmie mnie na pomocnika. Wreszcie będę mężczyzną.

I nikt mnie nie opluje, żem z budżetówki - i żyje z podatków ludu pracującego.

Miast i wsi.

Lubię to! Skomentuj42 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale