Na nic spotkania i wzajemne zapewnienia o przyjaźni. Między Rosją a USA znów powiało chłodem. A wszystko za sprawą nieszczęsnej tarczy.
Rosja, co prawda nie ustami Władimira Putina, ale dającą wiele do myślenia deklaracją wicepremiera Iwanowa sugeruje rozmieszczenie konkurencyjnych do amerykańskich rakiet w Kaliningradzie. Takie wypowiedzi rosyjskich polityków mogą zapewne irytować stronę amerykańską, a w państwach, w których miała by być rozmieszczona tarcza może to budzić nawet trwogę.
Co z tego, że panowie Putin i Bush odwiedzają się regularnie, co z tego że mówią sobie na „ty”. Dziś te sentymenty nie mają żadnego znaczenia. Obydwa państwa prowadzą bowiem zaciętą grę, w której nie tyle idzie o wpływy co o międzynarodowy prestiż. George Bush nie chce bowiem okazać słabości, nie chce sprawiać wrażenia, że ugina się pod naciskiem Rosji. Putin natomiast chce pokazać, że z nim też trzeba się liczyć, że państwo na czele którego stoi ma dalej wiele do powiedzenia w światowej polityce. Tarcza jest więc dla tych dwóch przywódców (głownie dla Prezydenta Rosji) okazją pokazania swojej siły. Byle tylko owe ambicje nie przerodziły się w polityczną konkurencję, która może doprowadzić do nowego wyścigu zbrojeń. W tym względzie Ameryka łagodzi nastroje, administracja Busha bowiem przy każdej okazji podkreśla, że nie chodzi tu o żaden wyścig zbrojeń, że tarcza nie jest wymierzona przeciw Rosję i zaprasza Putina do współpracy. Czy rosyjski prezydent pójdzie na tę współpracę? Bardzo wątpię. Rosja to przecież bardzo dumny kraj, który nie będzie chciał być „marionetką w rekach USA”


Komentarze
Pokaż komentarze (3)