Jest piątek. Dzień, w którym mija ultimatum premiera dotyczące warunków dobrego rządzenia. Jednak o przyszłości koalicji wiemy tyle samo ile tydzień temu. Z wypowiedzi Janusz Maksymiuka wynika, że Samoobrona mięknie, oto bowiem polityk ten stwierdził, że komisja ws. działań CBA nie jest już wcale potrzebna. Zupełnie w innym i ostrzejszym tonie wypowiada się Andrzej Lepper, który podtrzymuje postulat powołania komisji, na dokładkę ogłaszając, że PiS faktycznie zerwał już koalicję.
Można się w tym wszystkim nieźle pogubić. Politycy fundują nam prawdziwą parabolę. W jednym momencie wydaje się, że mamy do czynienia z radykalnymi rozstrzygnięciami, za chwilę dowiadujemy się, że w sumie to nic się istotnego nie dzieje. I tak na zmianę. Zaczynam myśleć, że Jarosławowi Kaczyńskiemu taka zabawa sprawia przyjemność. On chyba źle się czuje w atmosferze spokoju i normalności. Sam premier, jak i jego zaplecze sprawnie natomiast funkcjonują w warunkach ekstremalnych, kryzysowych. Tu można przecież pogrozić niesfornym koalicjantom i upokorzyć ich maksymalnie i bezkarnie na dodatek. Oni wszystko zniosą by pozostać przy żłobach.
Pytanie tylko jak ta zabawa się skończy. Czy będziemy mieć przyśpieszone wybory, czy też Kaczyński zdecyduje o dalszym trwaniu koalicji. Obydwa warianty są równie prawdopodobne. Pierwszy jest logiczniejszy. PiS przecież w dalszym ciągu cieszy się wysokim poparciem, co daje tej partii realną szansę na ponowne wygranie wyborów. I jeśli nawet nie udało by się Kaczyńskiemu zbudować koalicji, to jego partia była by silną opozycją. A wziąwszy pod uwagę fakt posiadania „swojego” prezydenta, daje to PiSowi niebywale mocną pozycję. Wariant drugi jest dla samego Kaczyńskiego mniej atrakcyjny, ale też realny. Oto bowiem LiS został już ewidentnie sponiewierany i upodlony. Z takim partnerem, który ledwo zipie i nie ma w zasadzi nic do powiedzenia, można spokojnie rządzić do końca kadencji. Tylko po co? By spadały notowania. By męczyć się z protestami lekarzy i nauczycieli, by tłumaczyć się ze złej koniunktory gospodarczej, która prawdopodobnie akurat za dwa lata nastąpi.
Kaczyński nie jest głupi. Na swoją pozycję pracował zbyt długo, zbył długo znosił połajanki ze strony „układu” aby teraz, kończyć tak jak Leszek Miller, wyklęty przez wszystkich. A taki koniec Kaczyńskiego będzie nieunikniony jeśli jak najszybciej nie zdecyduje się na wybory.


Komentarze
Pokaż komentarze