Trwają rozmowy koalicyjne PO – PSL. Nie wiedzieć czemu politycy obu partii są w sprawie wspólnej przyszłości powściągliwi i bardzo oszczędni w słowach. Na razie mamy jeden konkret – ludowcy zgodzili się na kandydaturę Bronisława Komorowskiego jako Marszalka Sejmu.
Różnice między PO i PSL są istotne, zwłaszcza jeśli chodzi o gospodarkę. Jednak do opinii publicznej owa istota się nie przedostaje. Politycy przyszłej koalicji niewiele mówią na temat negocjacji, wiemy tylko, że tak owe się już toczą. Może to akurat dobrze. Może to są nowe standardy w polskiej polityce. Gdyby teraz doszło do negocjacji przed kamerami telewizyjnymi i publicznego wywlekania sobie różnic, to prawdopodobnie koalicja by nie powstała. Słuszną więc taktykę obrał Tusk, że od razu rozmawia z liderem PSL. Wysyłanie pośredników i emisariuszy do potencjalnego koalicjanta stało się chyba główną przyczyną fiaska koalicji PiS – PO dwa lata temu. Emisariuszy i negocjatorów wysyła się bowiem do obozu wroga, z partnerem rozmawia się natomiast twarzą w twarz. Owszem, prawdopodobnie do obgadania szczegółów będą potrzebne zespoły negocjacyjne, ale te powinny ruszyć dopiero w momencie gdy liderzy postanowią o zawiązaniu koalicji i wyjaśnią najbardziej palące kwestie sporne, jak chociażby podatek liniowy.
Nie dziwmy się więc, że na razie tak niewiele wiemy o przyszłej koalicji. Pewno i Donald Tusk i Waldemar Pawlak sami nie wiedzą o niej zbyt wiele. Trzeba dać tym politykom trochę czasu do spokojnej, rzeczowej rozmowy. Obie strony zdają sobie chyba sprawę z tego, że będzie to dość trudna koalicja, dlatego teraz muszą wszystko sobie wyjaśnić i gruntownie omówić, by potem nie tracić energii na niepotrzebne spory.


Komentarze
Pokaż komentarze