Niedawno jeden z moich kolegów, blogerów zastanawiał się w co gra TVN, że (w jego mniemaniu) dopiero teraz staje się obiektywną stacją. Ja natomiast zastanawiam się, dlaczego TVP nie jest choć w małym procencie tak obiektywna jak TVN. Odpowiedź jest prosta, TVN jest stacją prywatną, TVP publiczną jest tylko z nazwy, tak naprawdę to prywatny folwark polityków. I bez wątpienia na tym polega kłopot z tą stacją.
TVP to instytucja upolityczniona. I taką była prawie od zawsze, tzn. od początku transformacji politycznej w Polsce. Chlubne wyjątki to prezesura Drawicza i Zaorskiego. Potem Telewizja Publiczna przechodziła z rąk do rąk i z partii do partii. Mieli ją ludowcy, eseldowcy, platformersi i teraz pisowcy. Jedni realizowali dyrektywy swych ugrupowań w sposób łagodny, jakoś zakamuflowany, a inni permanentnie i ordynarnie, ale wszyscy prezesi byli przede wszystkim wykonawcami woli swoich partii.
Dlatego niespecjalnie dziwię się, że ludzie nie chcą płacić abonamentu radiowo - telewizyjnego. Ja sam należę do takiej grupy. Po co bowiem płacić za informację zmanipulowaną, rozrywkę zindoktrynowaną i kino na miernym poziomie. Nie chcę, sadze jak wielu ludzi, utrzymywać tuby propagandowej jednej tylko partii, która to czynnie włącza się w kampanię wyborczą.
To co się dzieje w TVP za prezesury Urbańskiego jest oczywiście skandalem. Ale przecież nie pierwszym w tej firmie. Za prezesury Miazka, Walendziaka, Dworaka, czy Wildsteina było bardzo podobnie, choć pewno te żenujące partyjniackie praktyki nie były uprawiane aż na taką skalę. Urbański jest bowiem typowym żołnierzem, sługusem wręcz jednej tylko opcji. Porównałbym go z Robertem Kwiatkowskim. Zresztą analogie ewidentnie rzucają się w oczy. Kwiatkowski to zaufany człowiek prezydenta Kwaśniewskiego, Urbański należy do grona współpracowników prezydenta Kaczyńskiego. Kwiatkowski jeździł na eseldowskie wiece i spotkania, Urbański pojawiał się na konwencjach PiS-u. Obaj panowie, to typowi politycy. Trudno dziwić się więc, że pod ich szefostwem TVP jest i była skrajnie upolityczniona. Obaj bowiem przedkładają interes swych partii nad interes firmy i widza.
Jestem więc bliski przeświadczeniu o dobrodziejstwie płynącym z prywatyzacji telewizji. Wtedy będzie wszystko jasne. Do kogo stacja należy i kto odpowiada za jej ramówkę. Wtedy nadawany program będzie musiał schlebiać gustom telewidzów a nie polityków. Tym, co hamuje mnie przed entuzjastycznym przytaknięciem idei sprywatyzowania publicznego nadawcy, jest jedna czarna myśl. Mianowicie, nie wyobrażam sobie by wszystkie stacje konkurowały o odbiorcę nadając tak prostackie programy jak „Big Brother”, czy „Taniec z gwiazdami”. Ale jedno jest pewne. Tak dalej być nie może. I jeśli coś się nie zmieni, to niestety prywatyzacja będzie tu jedynym wyjściem.


Komentarze
Pokaż komentarze (21)