Dziś Sejm powołał komisję śledczą ds. śmierci Barbary Blidy. Choć nie jest znany do końca jej skład osobowy (prawdopodobnie przewodniczącym zostanie Ryszard Kalisz z LiD), to jednak już padają konkretne nazwiska świadków. Wymienia się tu Zbigniewa Ziobrę, Zbigniewa Wassermanna no i oczywiście Jarosława Kaczyńskiego,o którego zaangażowaniu w całą akcję opowiadał dość obszernie Janusz Kaczmarek (również prawie pewny świadek).
Dobrze, że komisja powstała. Jej utworzenia domagało się zaraz po samobójczej śmierci Blidy SLD. I jeśli lewica czuje się w obowiązku wyjaśnić przyczyny śmierci swojej działaczki i koleżanki to niech to robi. Zrozumiałe jest tu dążenie by to poseł właśnie tej formacji stanął na czele komisji. Wielu uważa, że działalność komisji śledczej będzie swoistym linczem na rządy PiS. Nie potwierdzam tej opinii. Wszak istnienie mafii węglowej jest faktem niezaprzeczalnym i nawet jeśli Blida nie dopuściła się żadnego przestępstwa, trudno będzie udowodnić, że próba jej zatrzymania była bezzasadna. Z punktu widzenia interesów PiS o wiele ważniejsze będzie powołanie innej komisji śledczej, tej która ma zbadać działalność CBA. Chodzi tu zarówno o akcję w ministerstwie rolnictwa, jak i o sprawę Beaty Sawickiej. Zwłaszcza ta pierwsza kwestia wciąż pozostaje niejasna. I w odróżnieniu od sprawy Blidy, nie ma tu jednoznacznych, ba - nie ma żadnych dowodów, że doszło do jakiejś korupcji. PiS będzie tu więc musiało się bronić przed bardzo poważnym zarzutem o nielegalną akcję wymierzoną w zwalczanie konkurencji politycznej. Co ciekawsze głównym świadkiem w pracach i tej komisji będzie też Zbigniew Ziobro. Fakt ten może poważnie zaszkodzić partii Kaczyńskiego, której twarzą, takim właśnie prawym i sprawiedliwym był zawsze Ziobro.
Rozumiem więc dlaczego PiS chce by przedstawicielem ich stronnictwa w komisji ds. śmierci Blidy była poseł Kempa. To przecież niedawna wiceminister sprawiedliwości, współpracowniczka Ziobry. Będzie z pewnością niczym lwica bronić swego szefa i chyba będzie robić to w miarę skutecznie, bo jak wskazałem wcześniej sprawa nie jest jednoznaczna i udowodnienie czegokolwiek politykom niegdysiejszej ekipy rządzącej będzie bardzo trudne. Pozostaje jednak dylemat natury czysto etycznej. Mianowicie, czy w charakterze przesłuchującego i świadka mogą występować politycy, których niedawno jeszcze łączyła podległość urzędowo – administracyjna?
Niech zatem powstają kolejne komisje śledcze. Niejasności jakie narosły podczas rządów poprzedniej ekipy muszą zostać wyjaśnione. I nie chodzi tu o to by kogokolwiek linczować. Chodzi jedynie o odpowiedzialność, może nawet nie karną, ale moralną. By wyborcy wiedzieli kto kim jest. By poznali się na swych przedstawicielach, tak jak dzięki komisji rywinowskiej poznali się na Leszku Millerze i Aleksandrze Jakubowskiej.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)