Początek nowego roku skłania dziennikarzy i publicystów do prognozowania co wydarzy się w przyszłości. Prognozy te, jak widać, wykraczają nawet poza granice najbliższego roku. Oto bowiem dzisiejszy „Dziennik” podaje sondaż, w którym w wyborach prezydenckich Donald Tusk otrzymuje ponad 50% poparcie. Tyle, że do wyborów jeszcze prawie 3 lata, wszystko jeszcze w przeciągu tego czasu może się zmienić.
To, że mamy dziś do czynienia z fenomenem Tuska nie ulega najmniejszej wątpliwości. Polityk ten przeszedł w ciągu ostatnich lat niebywałą metamorfozę. Z wiecznego chłopca, kopiącego piłkę, przeobraził się w poważnego, odpowiedzialnego i dynamicznego męża stanu. Jeszcze rok temu nikt w szefie PO nie widział przyszłego premiera. Ostatnia kampania, a w szczególności debata z Jarosławem Kaczyńskim uczyniła z Tuska odkrycie roku. Wielu przez głowę przeszła wtedy myśl „on może być przywódcą narodu”. To był kulminacyjny moment, wtedy niezdecydowani podjęli ostateczną decyzję, decyzję na korzyć partii Tuska.
Jednak fenomen Tuska w 2008 roku nie wystarczy by lider PO wygrał wybory w 2010. I chyba on sam doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Przecież rządzenia spala, nie tylko intelektualnie i fizycznie, ale politycznie przede wszystkim. Jak to ładnie mówią politolodzy, następuje zużycie formacji. Poza tym Tusk może dojść do wniosku, jeśli już nawet do niego nie doszedł, że realna władza i realny wpływ na bieg wydarzeń w państwie mieści się w kancelarii premiera, co sam niejednokrotnie w ostatnim czasie udowadniał prezydentowi Kaczyńskiemu. Nie sądzę więc by Tusk chciał się tej władzy pozbywać. Bardziej prawdopodobne wydaje się, że zrezygnuje on z walki o fotel prezydencki i będzie lansował kandydaturę chociażby Radosława Sikorskiego. W ten oto sposób przy zachowaniu realnej władzy i wpływów, mógłby też kontrolować sytuację w Pałacu Prezydenckim.
Jeśli więc miałbym się zakładać, obstawiałbym, że Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich. Ktoś może spytać - „czemu zatem do licha Tusk startował na prezydenta w 2005 roku”? Otóż parytet, w którym istotną rolę grały prezydenckie ambicje Tuska zdezaktualizował się. Wcześniej kandydatem na szefa rządu był Jan Rokita, Tusk był zatem naturalnym kandydatem na prezydenta. Teraz gdy Rokita jest już poza polityką, Tusk może realizować się jako premier. I niech lepiej na tym właśnie się skupi.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)