Mamy kryzys w służbie zdrowia. To pewne. I rząd Tuska doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Premier wie, że będzie musiał uporać się jakoś z tym problemem, stąd dzisiejsze zamieszanie z posiedzeniem rządu. Obawiam się tylko, że jest tak, iż wszyscy widzą problem, nikt natomiast nie wie jak go rozwiązać.
Informacje, które dziś do nas docierają, wbrew pozorom mnie cieszą. Oznacza to, że rząd Tuska naprawdę przejął się sprawą i przynajmniej próbuje ustalić jakąś strategię działania. Wcześniej bowiem wydawało się, że rządzący kryzys ten traktowali nie do końca serio. Liczę, że dziś minister Kopacz stawiana jest do raportu. Mam nadzieję, że premier przepytuje ją z pakietu ustaw reformujących naszą ochronę zdrowia, bo nie chce by potem okazało się, że są to bule legislacyjne. Obawiam się jednak, że minister Kopacz nie ma w tej materii sensownych pomysłów. No bo w sumie jak może je mieć. Niedawna szefowa komisji ochrony zdrowia nie ma chyba w tej dziedzinie zbyt dużego rozeznania. Wszak w kolejnej kadencji zajmowała się głównie krytykowaniem wszelkich propozycji profesora Religi i pokazywaniem się w mediach. Tylko, że na uroczych uśmiechach (tego pani minister odmówić nie sposób) i obietnicach składanych na zasadzie „dla każdego coś miłego” nie polegają reformy w tak newralgicznym segmencie naszej gospodarki.
Obawiam się, że minister Kopacz nie da sobie rady. Dziś jeszcze jej otwartość i dobroduszność zadawala protestujące strony. Ale niebawem lekarze, pielęgniarki, a przede wszystkim pacjenci zażądają konkretów. Konkretów tych nie może przedstawić osoba, która sama jest lekarzem, wiadomo, nie zrobi niczego by narazić się swojemu środowisku. Może więc czas by ministerstwem zdrowia pokierował ktoś, kto jest spoza lekarskiej korporacji, kto nie będzie się bał powiedzieć głośno i wyraźnie - „prywatyzujemy”. Liczę, że premier szybko się zreflektuje i niebawem po kogoś takiego sięgnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)