Nie rozumiem doprawdy po co to całe zamieszanie ze zwołaniem przez prezydenta Rady Gabinetowej, skoro i tak jej uczestnicy nie doszli do porozumienia. Rada Ministrów pod przewodnictwem Głowy Państwa miała dziś obradować na temat sytuacji w służbie zdrowia. Strony miały ustalić wspólną strategię działania. Aby jednak mogło do tego dojść trzeba wiedzieć kto jaką ma strategię. A na razie nie widać by rząd ale też i prezydent dysponowali jakimiś konkretnymi propozycjami.
Dziś dowiedziałem się, że wizyta u specjalisty, na którą czekałem od kilku miesięcy zostaje bezterminowo przełożona ponieważ lekarze w myśl unijnej dyrektywy pracują krócej. Przychodnia więc nie zdoła przyjąć wszystkich zarejestrowanych. I tu, muszę przyznać, stałem się ofiarą własnej teorii. Twierdziłem bowiem, że medycy powinni mieć prawo do odpoczynku, bo przecież wypoczęty lekarz, to skuteczniejszy lekarz. Teraz biję się w piersi. Nie dlatego, że sytuacja przestała być już abstrakcyjna i mnie bezpośrednio dotyczy. Lecz dlatego, że wyobraziłem sobie tysiące pacjentów odesłanych z kwitkiem z pod drzwi przychodni i czekających w niekończących się jeszcze dłuższych kolejkach. Rodzi się kolejny kryzys. Spowodowany tym razem nie strajkami, lecz chorą rzeczywistością.
A klasa polityczna dalej uprawia swój chocholi taniec. Premier, prezydent, minister zdrowia i szef MFZ chodzą bezradnie w kółko. Są reformatorskie ustawy, nie ma ustaw, są ale niedopracowane? Jest koszyk gwarantowanych świadczeń medycznych, nie ma koszyka, a może jakiś negatywny? Dokładnie takie niespójne informacje przekazuje nam teraz rząd.
Lekarze też nie zachowują się lepiej. Niby chcą reform, a tak naprawdę wszystko sprowadza się do większych pieniędzy. Niby tak się solidaryzują z pielęgniarkami, ale jak przychodzi co do czego to dbają jedynie o własną sakwę. Oficjalnie nie chcą prywatyzacji służby zdrowia, ale większość z nich przyjmuje w prywatnych gabinetach. O co im więc chodzi? Czy przypadkiem nie o to by ten chaos jak najdłużej podtrzymywać?
Nie rozumiem dlaczego minister Kopacz nie ma cywilnej odwagi by stanąć wprawdzie przed społeczeństwem i powiedzieć to o czym ekonomiści mówią już od dłuższego czasu. To mianowicie, że nie ma dziś innej drogi na uszczelnienie i uporządkowanie systemu służby zdrowia jak tylko prywatyzacja. Prywatyzacja, to znaczy poczucie pacjenta, że może czegoś od pracowników ochrony zdrowia wymagać. Bo przecież dziś też płacimy składki, tyle że właśnie w zetknięciu z tym państwowym molochem jesteśmy totalnie bezradni. Chodzi więc o to by pacjent czuł, że lekarz dobrze się nim opiekuje, ale lekarz i pielęgniarka mieli poczucie satysfakcji z wykonywanego zawodu. Satysfakcji nie tylko psychologicznej ale finansowej zarazem.


Komentarze
Pokaż komentarze (16)