Platforma Obywatelska przygotowując nową ustawę medialną chce w końcu zabrać się za Krajową Radę Radiofonii i Telewizji. To co kulało za czasów lewicowo - ludowej koalicji i kontynuowane było za Buzka, a czego apogeum widzieliśmy w czasach premierostwa Millera i nieograniczonych wpływów Aleksandry Jakubowskiej i Roberta Kwiatkowskiego, teraz wreszcie ma zostać zakończone.
Jestem nadmiernym optymistą? Być może. Wszak każda formacja polityczna zanim dojdzie do władzy deklaruje odpolitycznienie mediów, kiedy już jednak ją przejmuje, szybko zapomina o tych deklaracjach. Propozycje PO by ograniczyć KRRiT idą na pewno w dobrym kierunku, do tego można by się było jeszcze zastanowić nad kwestią płacenia abonamentu. Jeśli jednak miało by się okazać, że zmiany te doprowadzić mają jedynie do wprowadzenia na intratne stanowiska „swoich”, którzy to, niczym teraz prezes Urbański, byli by rządowymi namiestnikami w mediach, to takim zakusom trzeba zdecydowanie się sprzeciwić.
Na pewno media publiczne są wartością. Ich prywatyzacja pewno nie była by do przyjęcia przez widzów, dla których wiążą się one z ich ulubionym, bo tradycyjnym, wynikającym z sentymentu dostępem do informacji, czy rozrywki. Na tych sympatiach nie mogą jednak żerować politycy. Ci zaś którzy żerują są po prostu tchórzami. Boją się konfrontacji z wyborcą i obiektywnej oceny dziennikarskiej, wolą mieć za sobą medialnych zleceniobiorców, którzy o nich pozytywnie powiedzą i napiszą. Dlatego bardzo, bardzo boję się, czy władza zrezygnuje tak łatwo ze swej sprawdzonej już od lat tuby propagandowej.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)