Dziś odbywa się sprawozdanie Trybunału Konstytucyjnego za rok 2007. Gdy Prezes Trybunału referował najistotniejsze sprawy, jakimi TK się w tym roku zajmował, w tyle głowy kołatała się w sumie tylko jedna, najbardziej znana, budząca wiele emocji sprawa – lustracja.
I to do lustracji, jak się można było domyśleć, odnosił się prezydent w swoim wystąpieniu. Dobrze, że Głowa Państwa w ogóle zjawiła się na tej uroczystości, bo był taki czas, gdy prezydent zrobił obrażoną minę i w podobnego typu uroczystości nie wziął udziału. Ale ton wystąpienia nie pozostawiał cienia wątpliwości. Prezydent jest źle ustosunkowany do Trybunału. Mówienie o tym, że Trybunał Konstytucyjny, jako że podejmuje niejednokrotnie decyzje mające konsekwencje polityczne, a co za tym idzie mogące być poddawane krytyce i jakieś niejasne sugestie o działalności tego ciała „w tej czy innej formie”, ewidentnie wpisuje się w negatywne nastawienie prezydenta, którego widać, nawet nie próbuje ukrywać. No ale co z tym ma wspólnego lustracja? No ma, przecież wojna prezydenta z Trybunałem rozpoczęła się właśnie od zakwestionowania ustawy lustracyjnej. A Kaczyńscy przecież znani są z tego, że jeśli ktoś psuje im szyki, naraża się na dozgonną nienawiść z ich strony.
Na szczęście obsesje Kaczyńskich nie zagrażają dziś Trybunałowi Konstytucyjnemu. Fochy prezydenta też na nikim już nie robią wrażenia. Są tylko jeszcze jednym dowodem na małostkowość Lecha Kaczyńskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)