Tak siedzę i myślę i jestem w wielkim kłopocie, bo nie lubię czegoś nie rozumieć, a znalazłem się oto w sytuacji gdy nie rozumiem i naprawdę pojąć czegoś nie mogę. Otóż nie rozumiem postępowania PiS w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Nie wiem, niech mnie ktoś oświeci, jak PiS może negować dokument, który negocjował pisowski prezydent i pisowski rząd?
Gdy po Unijnym szczycie prezydent Kaczyński wracał z zawartym kompromisem, politycy PiS-u uznali to za wielki sukces Głowy Państwa i naszego MSZ. Mimo, że sukces był co prawda połowiczny, to jednak nowy rząd w imię ciągłości polityki zagranicznej postanowił nie zmieniać już tych zapisów i zaakceptował przyjęte rozwiązanie. Teraz nagle, niewiadomo dlatego, PiS uznało, że to nie był sukces i trzeba do ustawy ratyfikującej Traktat dopisywać jeszcze jakieś preambuły. Przecież to jest śmieszne. Gdy rządziło PiS Traktat był OK. a teraz już nie jest. To wygląda trochę tak jakby partia Kaczyńskiego chciała za wszelką cenę zrobić na złość Tuskowi. A może chodzi o coś zupełnie innego. PiS przecież widzi doskonale, że poparcie dla UE jest w naszym społeczeństwie coraz większe, tak jak poparcie dla PO, chce więc dla ratowania skóry umocnić swą pozycję w elektoracie Radia Maryja, który jak wiemy do Unii nastawiony jest wręcz alergicznie.
Nie wiem w co gra PiS. W każdym razie jest to gra bardzo niebezpieczna. Nie tylko dla samej partii, która strasznie się ośmiesza, ale też dla Państwa Polskiego i jego instytucji, z prezydentem na czele. Przecież on negocjował te ustalenia, ba konsultował to z bratem (ówczesnym premierem), który teraz jako lider opozycji ustalenia te kontestuje. To dopiero jest czeski film.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)