Dziś miało odbyć się spotkanie prezydent – premier. Panowie mieli rozmawiać o kompromisie dotyczącym ustawy ratyfikacyjnej Traktatu Lizbońskiego. Do tego spotkania jednak nie dojdzie. Powód: premier nie znalazł czasu.
Fakt, można oczywiście znów posądzać prezydenta o jakieś niecne zamiary. Że zaskoczył wyznaczeniem takiego terminu, że przecież miał być dłużej w Budapeszcie, że chciał przedstawić w złym świetle zapracowanego premiera. Tym razem jednak wina leży ewidentnie po stronie szefa rządu. Wszak Donald Tusk wiedział dobrze, że prezydent Kaczyński specjalnie skraca wizytę na Węgrzech by się spotkać, tak więc premier mógł też swoje zobowiązania jakoś przesunąć, zwłaszcza że sprawa nie jest błaha. Jasne to PiS rozpętało całą tę burzę i ludzie PO nie mają interesu by przejmować jakieś inicjatywy naprawcze. Tyle, że lider PO jest też premierem kraju. Jako szef rządu powinien zatem stanąć na głowie by Polska uniknęła kompromitacji.
Rozumiem, że spotkania z prezydentem nie są dla premiera Tuska zbyt przyjemne. Ale racja stanu wymaga tego by zacisnąć zęby i na takie spotkanie się wstawić. Jeśliby bowiem, co nie daj Boże, Traktat Lizboński nie wszedł w życie z powodu jakiś głupich sporów w Polsce, to międzynarodowi partnerzy nie rozliczali by za to opozycji, ale obecnie rządzących. Premier Tusk powinien zatem jak najszybciej się zreflektować i pojechać do Pałacu Prezydenckiego. Teraz nie powinno być dla niego ważniejszych spraw. Honor Polski stoi przecież na pierwszym miejscu.


Komentarze
Pokaż komentarze