Ufff, udało się. Prezydent i premier w końcu dogadali się w sprawie ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. To w zasadzie kończy spór między PO i PiS-em, mimo że do głosowania jeszcze nie doszło. Prezydent uratował więc swój autorytet i honor Polski.
Czytając w ostatnim czasie doniesienia zagranicznej prasy miałem ochotę schować się pod stół. Przeważały tam bowiem głosy zdziwienia a nawet kpina. Nikt bowiem nie mógł zrozumieć o co chodzi. Czemu polski prezydent ma opory przed podpisaniem czegoś co sam wynegocjował. Jak widać dla braci Kaczyńskich wszystko jest możliwe, tylko że za ich kolejną woltę musieliśmy się strasznie wstydzić. Teraz natomiast jest szansa, że UE puści w niepamięć nasz traktatowy wybryk.
Cieszę się też z innego powodu. Wreszcie Kaczyńscy odcięli pępowinę od Ojca Rydzyka. Już im się dostało na antenie Radia Maryja i Telewizji Trwam. Mam nadzieję, że traktatowe nieposłuszeństwo zaowocuje zerwaniem wszelkich kontaktów z Rydzykiem, choć nie wykluczam, że prezes PiS-u jeszcze kiedyś w akcie pokutnym uda się na klęczkach do Torunia.
Teraz nastał czas błogiego wiosennego spokoju. Jutro nastąpi przyjęcie ustawy ratyfikacyjnej Traktatu Lizbońskiego, której nie zakłóci nawet przewidywany wyłom w PiS i Jurkowo - Giertychowe protesty. Cieszę się, że chociaż w tej jednej sprawie prezydent Kaczyński wykazał zdrowy rozsądek. Jarosławowi Kaczyńskiemu też należy się uznanie, w końcu, jak to mówią - „lepiej późno niż wcale”…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)