0 obserwujących
22 notki
16k odsłon
  346   0

Polski rząd się cieszy, ale wizerunkowo nie powinien

Podsekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Polski dość ochoczo publikował kolejne nagłówki z prasy zagranicznej, które mówiły o sukcesie Polski i Węgier w negocjacjach unijnych. I faktycznie można nawet znaleźć fragmenty, że dwa „bratanki” ograły resztę państw. Jednak nie są to słowa uznania, czy pochwały, z których można być dumnym. Z perspektywy autorów tych tekstów, jest to rozczarowujące stwierdzenie faktu, że wartości zostały przehandlowane na euro. Twarde interesy wyparły piękne idee.

Nie trzeba się zgadzać z tego typu spojrzeniem, ale nie powinno się go ignorować. Powszechnie uznaje się praworządność jako coś dobrego. Wartość, której żadne demokratyczne państwo odrzucić nie może. Dlatego każde państwo mówi, że jest praworządne, tylko nie Polska. Inaczej nie można interpretować stanowiska o braku woli powiązania wypłaty funduszy z praworządnością. Tłumaczenie, że Polska nie jest przeciw samej zasadzie, a raczej arbitralnemu decydowaniu w tej sprawie organów unijnych, do nikogo już nie trafia. Lead idzie w świat, że Polska jest przeciw i tyle. Zwłaszcza przy złej woli mediów czy partnerów negocjacyjnych, a taką trzeba zakładać, gdy w grę wchodzą ogromne pieniądze.

Media mogą się starać przedstawić Polskę jak „cwaniaka, co ograł resztę uczciwych partnerów”. Ale sami rządzący ciesząc się z rozwodnienia mechanizmu powiązania praworządności z wypłatą funduszy, przytakują takiemu stwierdzeniu. Udowadniają, że obawiali się tego mechanizmu, a przecież uczciwi nie mają się czego bać. Dlatego lepiej by było, gdyby Polska także cieszyła się z wprowadzenia tego mechanizmu. To by było intrygujące dla odbiorców przyzwyczajonych do wizerunku Polski, jako tej łamiącej kolejne zasady współczesnego, liberalnego świata. Dzięki temu może nawet przeczytaliby co tam Premier ma do powiedzenia i przekaz dotarłby do większej liczby ludzi. Wtedy też możliwe by było wskazanie istotnych elementów, jak ocenianie łamania praworządności na podstawie obiektywnych przesłanek, czy równe traktowanie wszystkich Państw Członkowskich. Podkreślanie, że Polska wynegocjowała jakieś ustępstwa w tej sprawie tylko wzmacnia negatywny wizerunek kraju. Za to twierdzenie, że Polska sprawiła, że mechanizm jest teraz bardziej sprawiedliwy czy słuszny, może ten wizerunek jedynie poprawić. Oba pojęcia jeszcze trudniej zdefiniować niż praworządność, ale wydaje się, że dla większości stoją wyżej w hierarchii wartości.

Przy okazji warto wspomnieć o słowach Premiera Orbana, który także chwalił Polskę, a zwłaszcza Premiera Mateusza Morawieckiego. Znowu raczej nie traktowałbym tego tylko jako pochwały, ale po części zrzucenie z siebie odpowiedzialności. Premier Węgier mówiąc o Mateuszu Morawieckim jako liderze, wskazuje liberalnym elitom zachodu, że to nie on jest zagrożeniem dla ustalonego porządku świata, a właśnie Polska. To Polski muszą się obawiać, bo Orban i reszta V4 to słowami Premiera Węgier „żołnierze”, a ci wykonują jedynie rozkazy. Polska ma być symbolem odwracania się państw od wartości europejskich. Może nie taka była intencja i dopatruję się w tym za dużo makiawelizmu, ale Premier Węgier to wytrawny gracz polityczny, który dba przede wszystkim o imię i interesy własnego kraju.

Na koniec trzeba wspomnieć, że publicznie cieszyć można się z osiągnięcia porozumienia, ale nigdy, przynajmniej w warstwie retorycznej, z ogrania przeciwnika. Budzi to tylko niechęć, uczucie porażki i potrzebę rewanżu. I chyba wywołaniu takich emocji mają służyć nagłówki mediów zagranicznych przed przyszłymi negocjacjami i Polscy politycy oraz rząd nie powinni niepotrzebnie potęgować tych uczuć.



Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka