moher.do.bulu moher.do.bulu
827
BLOG

„Reformy” Beaty Sawickiej – złodziejstwo w majestacie prawa!

moher.do.bulu moher.do.bulu Polityka Obserwuj notkę 2

 Zapowiadany protest medyków sprawił, że totalna zapaść w służbie zdrowia pod rządami „reformatorów” znowu stała się tematem, którego nawet rządowa propaganda na Czerskiej i Wiertniczej przemilczeć do końca nie może, choć swoim zwyczajem unika ona jak ognia oczywistych wniosków, że pięć lat rządów to naprawdę wystarczająco dużo, by pewne sprawy uporządkować. Moim zdaniem protesty lekarzy są rządowi na rękę, bo całkowicie przykrywają najpoważniejsze skutki „reform”. Jedynym problem jest takie pokierowanie protestami (i negocjacjami), by nie doprowadzić do protestów pacjentów.

·        Dwa słowa wprowadzenia

Pewnie nie wszyscy już pamiętają, że jeden z postulatów idącej po władzę Platformy (2007), określonych jako jej zobowiązania, mające - jak zapewniał Donald Tusk - charakter umowy ze społeczeństwem, zakładał likwidację NFZ jako warunek konieczny, choć oczywiście nie wystarczający w reformie służby zdrowia. Jednak program uzdrowienia sytuacji autorstwa Ewy Kopacz, nagrodzonej awansem na bardzo prestiżowe stanowisko, poszedł w kierunku kręcenia lodów, ujawnionym przez Beatę Sawicką, bo nakreślonym zapewne przez osoby mające w PO realne wpływy. Po raz kolejny okazuje się, że jak media wspierają władzę i chronią jej tyłek, zamiast patrzeć jej na ręce, można dokonać rozboju w majestacie prawa, szybko na potrzeby tych działań zmienionego. Sprawa jest prostsza, niż przemyślenia Sławka Nowaka, ale jednak wielowątkowa, dlatego nie uda mi się jej streścić w kilku zdaniach

·        Komu potrzebny jest NFZ?

Odpowiedź jest banalna: politykierom! Zapowiadali jego likwidację, ale zauważyli, że to wyjątkowo przydatna instytucja, pozwalająca upiec kilka pieczeni przy jednym ogniu

- NFZ zarządza 60 mld złotych - zniknięcia 1 lub 2 miliardów nikt nawet nie zauważy. Nie wierzą Państwo? A zauważył ktoś zniknięcie 20 mld!? finanse.wp.pl/kat,9231,title,Rzad-zgubil-16-mld-zl-W-sumie-wyparowalo-juz-20-mld,wid,13114846,wiadomosc.html

- NFZ to setki stanowisk do rozdysponowania wśród kolesi, a w miastach takich jak Kielce czy Gorzów należących do najatrakcyjniejszych miejsc pracy w regionie, co się przekłada na realne wpływy polityczne.

- najważniejszym jednak powodem utrzymywania tej instytucji przy życiu jest fakt, że  nakreślony przez Beatę Sawicką plan kręcenia lodów, nie byłby możliwy po likwidacji NFZ.

·        Przekręty w białych rękawiczkach

Stałym elementem funkcjonowania polskich szpitali są długi, często naprawdę duże. Wspólnym ich mianownikiem jest niedofinansowanie sektora, ale złe zarządzanie placówkami, działania profesorsko-ordynatorskiego lobby, marnotrawstwo oraz zwyczajne złodziejstwo również nie są bez znaczenia. Problem w tym, że rząd w ogóle nie zastanawia się nad eliminowaniem patologii, a jedynie dokłada kolejne. Jak bowiem mamy rozumieć zakaz zadłużania się placówek, pod rygorem komercjalizacji, a w konsekwencji  p r y w a t y z a c j i – nie oszukujmy się!!!

Wyobraźmy sobie statystyczny szpital. A właściwie dwa – mogą być dokładnie takie same, z tą różnicą, że jeden znajduje się w regionie, w którym lokalna społeczność zauważyła donadlowe cuda i wybrała słusznych włodarzy miast i powiatów, drugi zaś w tępym ciemnogrodzie, który na starostów i burmistrzów wybrał PiSowskich oszołomów, wichrzycieli i podpalaczy Polski. Większość samorządów jest zadłużona (w stosunku do wpływów) nie mniej, niż administracja centralna - z góry więc wiadomo, że niezależnie od swoich deklaracji i rzeczywistych chęci, nie będą w stanie przejąć długów szpitali. Placówki zostaną więc skomercjalizowane. To jednak przecież nie wystarczy, bo od tworzenia zakazów i nakazów pieniędzy w systemie nie przybędzie!! Będą musiały ogłosić bankructwo lub zostaną sprywatyzowane. Wcześniej jednak władza zrobi z tego ogromny użytek propagandowy. Środki finansowe szpitale otrzymują z NFZ, a więc od politykierów. W ramach kontraktu i za tzw. nadwykonania. Wystarczy nie zapłacić za nadwykonania i szpital jest 100% bankrutem. Chyba nie muszę przekonywać, że szpitale leczące światłą społeczność otrzymają pieniądze za nadwykonania, a zabraknie jedynie dla tych placówek, które leczą PiSowski ciemnogród? Co wtedy usłyszymy od Donalda za nic nie odpowiadam Tuska? To, co zwykle. Szanowni Państwo, proszę zauważyć które szpitale upadają i są prywatyzowane!? Tam, gdzie rządzą przedstawiciele Platformy Obywatelskiej szpitale sobie radzą. Nie radzą sobie wyłącznie w miejscowościach zarządzanych przez PiSowskich nieudaczników. Prawda, że wzruszające? Ale to nie koniec. Bo te upadające „pisowskie” szpitale wspaniałomyślnie uratują różnej maści Zbychy, Miry i Palikoty, przejmując je za długi, których rzecz jasna nigdy spłacać nie będą. Od czego bowiem jest NFZ? Przecież zawsze może zmienić zdanie i w którymś (=odpowiednim) momencie zapłacić za nadwykonania albo podpisać nowy kontrakt. W ten sposób szpital zmieni właściciela, który nie zapłaci za jego „nabycie” ani złotówki. Wszystko zgodnie z prawem!

·        Taniej, czyli drożej

Swego czasu obecna marszałek, a ówczesna minister zdrowia – Ewa Kopacz powiedziała, że lekarze nadużywają leków refundowanych. To skandaliczne podważanie kompetencji polskich lekarzy zostało oczywiście przemilczane i nie trafiło na pierwszą stronę Gazety Wybiórczej. Polscy lekarze w oczach pani Kopacz (również lekarza) to banda matołów, masowo wypisujących pacjentom leki, których oni nie potrzebują. Jest oczywistym, że takimi praktykami nie tylko rujnują budżet, ale co gorsza narażają zdrowie i życie pacjentów, bo chyba nawet niedouczeni fanatycy gospodarczych cudów wiedzą, że leki to nie batoniki dla dzieci i poza działaniami pożądanymi, mają mnóstwo działań niepożądanych. Nie wiem na jakiej podstawie Ewa Kopacz formułuje tak ciężkie zarzuty pod adresem kolegów po fachu? Jedyne logiczne wyjaśnienie jakie przychodzi mi do głowy, że na bazie własnych doświadczeń. Udowodniła przecież, że jest zakłamanym cynikiem, a o prymat najgorszego ministra zdrowia śmiało może konkurować z Mariuszem Łapińskim. W chwili, kiedy pani minister uznała, że pacjenci otrzymują za dużo leków, postanowiła ich ilość ograniczyć, poprzez podniesienie cen, co przez kilka miesięcy sprzedawane było tłumowi jako obniżka!! Wiadomo przecież, że polski pacjent nie należy do specjalnie zasobnego więc każda podwyżka cen leków zwiększy grupę pacjentów, którzy od okienka w aptece odejdą bez zrealizowania recepty, co już ma miejsce, a od 1 lipca mocno się nasili. Brak realizacji recepty oznacza oczywiście brak refundacji – oszczędności są więc oczywiste! A i problemy z emerytami pomogą w jakimś stopniu rozwiązać.Temu samemu celowi służą również zapisy o refundacji leków wyłącznie na te wskazania, które są wymienione w ChPL (SPC).  Ale one mają również inną poważną konsekwencję. Faworyzują bowiem wielkie koncerny farmaceutyczne, będące producentami leków oryginalnych (czytaj: najdroższych!) , na których prowadzone są badania kliniczne i które to posiadają z reguły najszerszy wachlarz wskazań. Dlaczego polski rząd tak bardzo zabiega o interesy światowych gigantów?

·        Korupcyjna lista

Częściową odpowiedź na postawione pytanie daje nam kolejna odsłona działań „reformatorów”. Wprowadzono hiperkorupcyjne mechanizmy uznaniowego decydowania o refundacji. Przed „reformami” duetu Kopacz-Arłukowicz obowiązywała prosta zasada, że cena leku poniżej limitu automatycznie czyniła go refundowanym. Dawało to maksimum przejrzystości oraz motywowało firmy do obniżania cen. Teraz nie ma żadnych reguł, pozwalających przewidzieć, czy lek znajdzie się na liście, czy nie! Ministerstwo zdrowia decyduje w sposób arbitralny nie tylko o tym, czy dany lek umieścić na liście leków refundowanych ale również o wysokości refundacji. Czy Państwo to rozumieją!? Tłumaczę na przykładzie: firmy A i B robią ten sam lek, dajmy na to sprzedawany z limitem 30%. Ustalmy wysokość limitu na 20 PLN. Załóżmy dalej, że firma A swój preparat wyceniła właśnie na 20 PLN, a firma B na 25 PLN. Co to oznaczało dla NFZ? Że do każdego opakowania leku zarówno A i B zrefunduje 14 PLN. Pacjent zaś zapłacił 6 PLN w przypadku leku A i 6+5 = 11 PLN jeśli miał przepisany B i nie chciał wymienić go na tańszy. Nie musze chyba tłumaczyć, że firma B miała motywację, by obniżyć cenę leku!? A jak jest po „reformie”? Po reformie zaś firma ma motywację, by „dobrze negocjować” z ministerstwem, czyli mówiąc wprost: by dać w łapę, niekoniecznie przy tym obniżając cenę. Oczywiście możemy założyć, że w partii o tak wysokich standardach o żadnej korupcji mowy być nie może, ale wobec tego niech ktoś racjonalnie wytłumaczy motywy takich zmian! Ewentualne wręczenie łapówki ma swoje konsekwencje. Możemy sobie wyobrazić sytuację, że firma A obniżyła cenę do 18 PLN, a firma B podniosła do 27, a mimo to w aptece A kosztuje 6 PLN, a B 9 PLN, bo limit dla A ustalono na 18 PLN, a dla B na 27 PLN. Jedna firma obniżyła cenę, druga ją podniosła, a różnica w cenie dla pacjenta zmalała!!! Widać od razu kto potrafi „negocjować” z politykierami. Ale firma B i tak okazała się frajerem! Powinna przecież negocjować jeszcze lepiej, by zablokować A refundację. Wówczas mogłaby podnieść cenę do 54 PLN (sic!!), a mimo to jej lek kosztowałby (dla pacjenta) dokładnie tyle samo, co lek firmy A. Ale firmy szybko się uczą i przy kolejnych „negocjacjach” na pewno pojawi się grupa wyjątkowo sprawnych negocjatorów. Po co obniżać cenę, skoro politykierzy mogą zapewnić monopol lub/i dobre ceny!? To chyba oczywiste, że bezinteresownie! Są więc jedynie debilnymi głupkami, a nie złodziejami? Nie mi to rozstrzygać…

Ale to również nie koniec. Oto bowiem szczególną troską otoczono pacjentów onkologicznych, czego pierwsze efekty mieliśmy w postaci braku leków na oddziałach onkologii. Wprowadzono absurdalny zapis, by producent był zobligowany do sprzedaży leków szpitalom w cenie z apteki otwartej, czyli mówiąc w skrócie zmuszono producentów do podniesienia cen dla szpitali od kilkunastu procent do kilkunastu tysięcy procent!!!!!!!! To tylko pozornie wygląda bez sensu… Bo obok tego zapisu, dodano drugi – specjalną listę onkologicznych leków szpitalnych. Nie wystarcza już rejestracja leku, badania kliniczne lub badania biorównoważności. A cena już w ogóle przestała mieć znaczenie!! Najważniejsze stało się błogosławieństwo od politykierów, że dany lek szpital może kupować. Przekaz dla firm farmaceutycznych jest jednoznaczny: decyduje uznaniowość. I tylko uznaniowość.

·        Wykupujcie leki!!

Macie chorych w rodzinie lub sami jesteście chorzy. Biegiem zatem do lekarza, niech wypisze leków na zapas, bo od lipca niektóre ceny Was zwalą z nóg. Protesty środowiska lekarskiego przerabialiśmy na początku roku. Chodziło dokładnie o te same zapisy. Jak śmie I-y oszust III RP - Donald Tusk wychodzić przed kamery i mówić, że lekarze wydają środki publiczne! Oni leczą, środki publiczne wydają politykierzy. I nadal będą leczyć! Błędnie wypisane recepty nie są ŻADNYM problemem. Kto nie wierzy, niech zapyta ministerstwo zdrowia ile recept zakwestionowano z powodów merytorycznych w ciągu ostatnich 5 lat? Od 5 lat ta błazeńska hołota BEZKARNIE niszczy nasz kraj, a jednocześnie cały czas szuka winnych. Przecież to jakieś kuriozum! I może najważniejsze: dlaczego żałosne pajace w administracji rządowej nie biorą żadnej odpowiedzialności, choć nieudolnie, a często korupcyjnie wydają miliardy?

Moim zdaniem należałoby skłonić Ewę Kopacz i Bartosza Arłukowicza, by założyli fartuchy i przez tydzień popracowali w jakiejś wiejskiej przychodni, przyjmując pacjentów. Za każdą błędną receptę proponuje im po 100 tys. kary! Niech pokażą, że można!!! Że możliwe jest przyjęcie 20-50 osób dziennie, poświęcenie im odpowiedniej ilości czasu, przebadanie, sprawdzenie SPC każdego leku, który zechcą wypisać, etc. A jak będą błędy, niech bulą!!!

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka