A tak niedawno ośmieszano prof Lecha Kaczyńskiego, że nie popiera natychmiast drogi drogą Słowacji.
Po osłabieniu forinta Słowacy masowo ruszyli na zakupy do Węgier - mimo starań słowackich supermarketów o przyciągnięcie klientów atrakcyjnymi cenami. Słowacki dziennik "SME" zauważa, że obecna "zakupowa histeria przypomina zakupową turystykę po otwarciu granic w roku 1989".
W styczniu przejście graniczne w węgierskiej Rajce niedaleko Bratysławy przekroczyło w celu zrobienia zakupów 300 tysięcy obywateli Słowacji. Słowackie media piszą o prawdziwych "najazdach" na węgierskie przygraniczne miejscowości. Są i tacy, którzy oszczędzając na benzynie, przekraczają granicę pieszo - z torbami w rękach i plecakami.
Najnowsze sondaże, przeprowadzone przez słowacką agencję Polis wśród 1500 respondentów, wskazują, że zakupy na Węgrzech regularnie robi 70 procent Słowaków.
Węgrzy zareagowali błyskawicznie: zatrudniają sprzedawców mówiących po słowacku i tłumaczą na słowacki nazwy towarów na sklepowych półkach.
Słowackie sieci handlowe starają się przyciągnąć klientow i zapobiec ogromnemu spadkowi własnej sprzedaży. W ramach masowej akcji reklamowej rozwieszają na przykład przed przejściami granicznymi plakaty z napisem: "U nas kupisz taniej niż na Węgrzech!". Na razie akcja ta nie przynosi widocznych efektów.


Komentarze
Pokaż komentarze