Jakub Berman w rozmowie z Teresą Torańską (Oni) powiedział, że rolnicze spółdzielnie produkcyjne miały przede wszystkim ulżyć ciężkiej doli chłopa. Partii rzekomo chodziło o to, by chłop podobnie jak robotnik, mógł korzystać z dobrodziejstwa 8-godzinnego dnia pracy i poprzez stałe udoskonalanie produkcji i wymianę gruntów pracować coraz wydajniej i jednocześnie lżej. – Rolnik indywidualny uprawiający swą ziemię w kilku kawałkach i bez maszyn, to niewolnik, którzy sam sobie zgotował taki los – martwił się Berman.
I – paradoksalnie – słowa tego jednego z głównych realizatorów polityki Stalina w Polsce, okazały się prorocze i dodatku współbrzmiały z głównymi trendami w rolnictwie zachodnim.
W okresie kiedy w Polsce chłopi masowo zaczęli opuszczać spółdzielnie produkcyjne, na zachodzie Europy zaczynano tworzyć grupy producenckie oraz inne formy społecznej własności. Różnica polegała na tym, że tam robiono to dobrowolnie po to, by poprawić efektywność gospodarowania, natomiast w Polsce czyniono to pod przymusem.
Gdy Gomułka wywalczył w Sowietach zgodę na indywidualne rolnictwo, powrócono do przestarzałej, na dłuższą metę nieefektywnej struktury agrarnej, która stała się naszą przysłowiową kulą u nogi podczas integrowania się z Unią Europejską.
Przykład Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej Witkowo (Krystyna Naszkowska, Sami swoi, Duży Format, 21 czerwca 2009) świadczy jednak, iż w sensie prawnym „komunistyczne” gospodarstwa spółdzielcze posiadały dużą samodzielność i umiejętnie zarządzane – nawet w tamtych warunkach – miały szansę na ekonomiczny sukces.
Największym problemem nie był z pewnością pomysł kolektywizacji rolnictwa, tylko szyld pod jakim miał się ten proces dokonać. Chłopi nie ufali komunistom, państwu i nowinkom technicznym… Luka kulturowa między integrującymi się farmerami zachodnimi, a polskim chłopstwem była zbyt wielka, by pierwsi mogli być przykładem dla drugich. Zresztą ktokolwiek wierzył w sukces rolniczych spółdzielni produkcyjnych, postępował wręcz niepatriotycznie, kto nie pragnął z powrotem odebrać ziemi, ten był wyrodnym synem polskiej wsi. Ideologii komunistycznej przeciwstawiona została ideologia Ślimaka broniącego swej placówki.
Choć chłopi wygrali z komunistami, nie byli w stanie wygrać z ekonomią. Małe, kilku-, bądź kilkunastohektarowe gospodarstwa rolne przestały być opłacalne w całej Unii Europejskiej. W Polsce zdołano ten trend odroczyć, tylko dzięki korzystnej dla polskiej wsi, polityce rolnej ekipy Gierka. To właśnie komuniści zapewnili wielu chłopom komfort gospodarowania, dając przy tym nadzieję, że tak będzie zawsze.
Pierwsze lata niepodległości rozwiały te iluzje. Historia paradoksalnie przyznała rację Bermanowi. Chłopi, którzy byli gotowi bronić swych zagród jak niepodległości, są – mimo dopłat unijnych – ludźmi przegranymi. Gospodarstwo, które w okresie gierkowskim pozwalało żyć rodzinie na całkiem przyzwoitym poziomie i było pożądanym warsztatem pracy, dziś generuje przede wszystkim biedę i rozczarowanie. Zaś spółdzielnia Witkowo, która w latach 50. wydawała się poronionym pomysłem i przykładem komunistycznej utopii – kwitnie. Oczywiście miała dużo szczęścia, oczywiście może być wyjątkiem potwierdzającym całkiem odwrotną regułę… Ale czy tylko ?
Wielu pewnie stwierdzi nie bez racji, że Bermanowi nie zależało wcale na doli polskiego chłopa, tylko o przejęcie kontroli nad zaopatrzeniem miasta w żywność. Komuniści odwzajemniali chłopom ich nieufność, obawiali się buntu z ich strony. To wszystko prawda.
Ale prawdą wydaje się również to, że gdyby na polskiej wsi więcej było tak odważnych i utalentowanych ludzi jak Marian Ilnicki (twórca sukcesu Witkowa), to polska wieś byłaby dzisiaj i bogatsza, i szczęśliwsza. A to, czy ów dobrobyt został zbudowany przy poparciu komunistów, czy przeciw nim, nie miałoby już żadnego znaczenia.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)