Po przeczytaniu artykułu będziesz wiedział:
- Kto i kiedy złożył w Sejmie formalny wniosek o powołanie Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego.
- Czyje miejsce w Trybunale ma zająć kandydat i kto rywalizuje z nim o to stanowisko.
- Jak zmienił się skład rządu po odejściu Berka i kto przejął jego obowiązki.
- Dlaczego kandydaturę krytykują Lewica, Iustitia i prof. Marcin Matczak.
Druk numer 3006 w Sejmie
Wniosek o powołanie Macieja Berka na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego został zarejestrowany jako druk sejmowy numer 3006. Podpisała się pod nim grupa posłów klubu Koalicji Obywatelskiej. Informacja pojawiła się na stronach Sejmu w poniedziałek 17 sierpnia, kilka dni po tym, jak Berek przestał być członkiem Rady Ministrów. Jako pierwszy pochwalił się nią wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha.
Obejrzyj najnowszy odcinek Algorytmów Władzy:
Chodzi o miejsce po Justynie Piskorskim, którego dziewięcioletnia kadencja w Trybunale kończy się 18 września. Klub Prawa i Sprawiedliwości ponownie zgłosił na to samo stanowisko Artura Kotowskiego. Wybór wymaga bezwzględnej większości głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Najbliższe posiedzenie Sejmu zaplanowano na pierwsze dni września, więc rozstrzygnięcie może zapaść jeszcze przed końcem kadencji Piskorskiego.
Sam kandydat ma 54 lata, pochodzi z Gdańska i jest doktorem nauk prawnych specjalizującym się w prawie konstytucyjnym. Rządowym Centrum Legislacji kierował w latach od 2008 do 2015, a po powrocie Donalda Tuska do władzy odpowiadał w gabinecie za proces legislacyjny i koordynację prac ministerstw. Z premierem współpracuje, według relacji samego szefa rządu, od 1997 roku, kiedy obaj pracowali w Senacie.
Rezygnacja i zmiany w rządzie
Postanowienie prezydenta Karola Nawrockiego o odwołaniu Berka ze stanowiska ministra, wydane na wniosek premiera, opublikowano w Monitorze Polskim 14 sierpnia. Sam zainteresowany podsumował swoje odejście krótko, stwierdzając, że zakończył misję jako członek rządu. Donald Tusk skomentował decyzję kadrową słowami: „nie ma osoby nie do zastąpienia".
W Kancelarii Premiera przeprowadzono przy tej okazji przetasowanie. Funkcja ministra do spraw nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu została zniesiona, a sprawy deregulacji przejęła Joanna Knapińska, dotychczasowa współpracowniczka Berka. Zachowa ona równocześnie stanowisko prezesa Rządowego Centrum Legislacji oraz funkcję sekretarza Rady Ministrów.
Premier bronił kandydatury podczas sierpniowej konferencji prasowej. Nazwał Berka „jednym z najwybitniejszych polskich prawników praktyków" i zapewniał, że apolityczność oraz niepartyjność są znakiem rozpoznawczym byłego ministra. Podkreślał też, że jego kandydat nie jest ani kandydatem partyjnym, ani osobistym kandydatem szefa rządu. Odnosząc się do zarzutu, że byli ministrowie nie powinni zasiadać w Trybunale, przyznał: „Rozumiem tę zasadę, sam jestem do niej przekonany".
Konkret 24. Platformy wraca na X
Zgłoszenie kandydatury odbiło się szerokim echem w mediach społecznościowych. „Maciej Berek oficjalnie już kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego" napisał na platformie X Arkadiusz Myrcha, dołączając link do druku sejmowego.
Wpis szybko doczekał się odpowiedzi. Adam Abramczyk, współprowadzący podcast Salon24 Algorytmy Władzy, zacytował pod nim jeden z przedwyborczych konkretów Koalicji Obywatelskiej. „Konkret nr 24: Uwolnimy sądy od politycznych wpływów. Wykonamy orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie gwarancji niezależności sądów i niezawisłości sędziów" napisał.
Do tego wątku dochodzi jeszcze historia legislacyjna. Uchwalona 13 września 2024 roku ustawa o Trybunale Konstytucyjnym, firmowana przez obecną większość, zakładała czteroletnią karencję dla posłów, senatorów i członków Rady Ministrów przed objęciem funkcji sędziego TK. Ustawa nigdy nie weszła w życie, bo prezydent Andrzej Duda skierował ją do Trybunału w trybie kontroli prewencyjnej. Gdyby obowiązywała, zgłoszenie urzędującego jeszcze kilka dni wcześniej ministra byłoby niemożliwe.
Sprzeciw Lewicy i prawników
Największym problemem dla koalicji może okazać się arytmetyka. Przewodnicząca klubu Lewicy Anna Maria Żukowska zapowiedziała, że jej formacja nie poprze współpracownika premiera. „Ja bym doradzał na tym etapie, żebyśmy swojego zdania w Lewicy nie zmieniali i byli w tym zakresie konsekwentni, żeby głosować przeciw" mówił poseł Tomasz Trela, cytowany przez portal natemat.pl. Lewica powołuje się na własne zobowiązanie, że z polityki nie przechodzi się do Trybunału Konstytucyjnego.
Krytycznie o kandydaturze wypowiedziało się także środowisko sędziowskie. Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia przyjęło uchwałę apelującą o utrzymanie standardów apolityczności przy wyborze sędziów Trybunału. Sędzia Bartłomiej Przymusiński z Iustitii podkreślał w rozmowie z TVN24, że o standardach mówi się w odniesieniu do każdej strony sceny politycznej.
Ostro zabrał głos prof. Marcin Matczak z Uniwersytetu Warszawskiego. W wypowiedzi dla „Rzeczpospolitej" przyznał, że „pan doktor Berek jest doskonałym prawnikiem", ale zaznaczył, że jest on „człowiekiem Donalda Tuska, jest prawą ręką Donalda Tuska". Jego zdaniem wybór byłego ministra na sędziego „będzie kpiną w pewnym sensie z tych ludzi, którzy tysiącami wychodzili na ulicę" w obronie apolityczności Trybunału. Ostateczną odpowiedź przyniesie wrześniowe głosowanie w Sejmie.
red.
Fot: Maciej Berek i DOnald Tusk w czasie Rady Ministrów/East News




Komentarze
Pokaż komentarze (3)