Prezydent Aleksander Kwaśniewski zakłada nową partię polityczną pod intrygującą nazwą Ruch Obrony Praw Człowieka. Jak każde logo partyjne, nazwa ta powinna odpowiadać profilowi ideowo-programowemu formacji, która się za nią kryje. Tak też jest w przypadku większości działających w Polsce partii politycznych: PO ma wspierać postawy obywatelskie, PiS - budować silne i sprawiedliwe państwo prawa, LPR - stawiać na tradycyjną rodzinę, a Samoobrona - bronić samej siebie m.in. przed wspomnianym państwem prawa.
Pominięcie w tej wyliczance SLD jest celowe, bo po pierwsze, nazwa tej formacji nijak się ma do jej profilu, a po drugie, nie warto się nią zajmować, gdyż wkrótce zostanie ona skonsumowana przez Ruch. Krótko mówiąc, nazwa powinna z reguły sugerować, jak dana formacja sprawuje, względnie będzie sprawować władzę. Wszak, zgodnie z definicją, partię polityczną tworzy grupa obywateli o zbliżonych poglądach politycznych, dążących do zdobycia bądź utrzymania władzy.
Można się łatwo domyślić, co Ruch będzie robił celem zdobycia władzy: jak sama nazwa wskazuje będzie bronił praw człowieka przed rządzącą koalicją. Jakich praw i jakiego człowieka, skoro organizacji broniących wszelakich praw jest u nas dostatek, a drugie tyle interesuje się naszymi prawami, obserwując obecne rządy z Brukseli i innych ośrodków międzynarodowej polityki. Jakąż to niszę znalazł były prezydent dla swojej formacji? Jest wielce prawdopodobne, że obiektem zainteresowania Ruchu będą szczególne prawa szczególnego człowieka, a mianowicie prawa do zachowania, a w miarę możliwości powiększania zasobów beneficjenta IIIRP. Chodzi tu jednak o wyjątkowego beneficjenta - tego, który swój status społeczno-ekonomiczny zawdzięcza unikalnemu w skali światowej ustrojowi niesławnej pamięci sukcesorki PRL-u, który kiedyś nazwano prezio-liberalizmem.
Zestawiając projektowaną działalność Ruchu na rzecz zdobycia władzy z funkcjonowaniem istniejących partii, można zauważyć, że ich nazwy nie wprowadzają elektoratu w błąd. Platformę - mimo przerostu hipokryzji - można nazwać obywatelską; PiS niewątpliwie walczy o sprawiedliwość, chociaż ma kłopoty ze stanowieniem dobrego prawa; LRP jest rodzinna aż do bólu, a Samoobrona konsekwentnie się broni. Sprawowanie władzy przez te cztery partie rządzące zasadniczo nie odbiega od ich działalności opozycyjnej i nie można im stawiać zarzutu, jakoby oszukały one swoich wyborców. Świadomie wymieniono tu cztery partie, a nie trzy, ponieważ PO także sprawuje władzę, aczkolwiek w Polsce Wirtualno-Sondażowej, gdzie - zgodnie z najnowszymi sondażami - prezydent jest z zasadami, a premier - z Krakowa.
Kluczową kwestię stanowi zatem to, jak będzie trzymał władzę Ruch Aleksandra Kwaśniewskiego. Przed jaką władzą będzie bronił praw swojego człowieka, skoro władza wykonawcza i ustawodawcza będzie pod jego kontrolą. Przed czwartą władzą, czyli mediami? Mało prawdopodobne. Trudno sobie bowiem wyobrazić, aby w dającej się przewidzieć przyszłości mogły powstać jedynie niesłuszne media, krytycznie nastawione do obozu byłego prezydenta. Pozostaje zatem władza trzecia, czyli sądownicza. W świetle powszechnie znanych faktów, wymiar sprawiedliwości może istotnie naruszać niezbywalne (a może zbywalne?) prawa znaczącej części elektoratu i członków Ruchu. Analogia do jednej z partii koalicji rządzącej jest aż nadto oczywista. Czy wobec tego można się spodziewać, że wkrótce logo formacji Aleksandra Kwaśniewskiego otrzyma brzmienie: Samoobrona Aleksandra Kwaśniewskiego?


Komentarze
Pokaż komentarze (5)