Zapłakałem skrycie. Tak żeby żona i córki nie widziały.
W katastrofie lotniczej zginął Prezydent Polski Lech Kaczyński, Jego małżonka oraz wiele osób, które bez wątpienia nazwać można patriotami najwyższej próby. To był dla mnie prawdziwy paraliż. Nie byłem w stanie nic napisać. Nie mogłem uwierzyć w to, co się stało. Miałem wrażenie, że oglądałem tylko jakiś film i za chwilę się skończy. Zginął mój Prezydent! Pierwszy mój Prezydent! Głosowałem, co prawda, w drugiej turze w 1995 na Wałęsę, ale tylko dlatego, żeby nie wygrał Kwaśniewski, większe zło. – Tak mi się wtedy wydawało.
Piszę w tej chwili dłuższą refleksję, po tym, co się wczoraj stało. Być może wrzucę ją na S24. Teraz przychodzi mi do głowy dużo myśli związanych z najbliższą sytuacją w Polsce. Pierwsza z nich to taka, że ktokolwiek będzie poparty przez PiS w najbliższych wyborach prezydenckich, wygra już w pierwszej turze z kandydatem Platformy Komorowskim. Może to być brat tragicznie zmarłego prezydenta, Pan Jarosław Kaczyński, może być Pan Ziobro, Migalski, lub też Pan Michał Kamiński.
W ten sposób sytuacja się odwróciła, bo jeszcze dwa dni temu jakikolwiek kandydat Platformy miał pokonać w wyborach Pana Lecha kaczyńskiego.
Co takiego się stało? – Miała miejsce wielka tragedia. Ale w ten sposób prezydentura Lecha Kaczyńskiego osiągnęła swój cel: naród polski w jednej chwili dostrzegł prawdziwego Lecha Kaczyńskiego, zrozumiał cel Jego prezydentury – przywrócić godność i suwerenność Rzeczpospolitej. Tragiczne i symboliczne – bo miejscem tragedii był ten sam las pod Smoleńskiem, w którym rozstrzelano strzałem w tył głowy polskich oficerów.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)