płk Molibden płk Molibden
207
BLOG

Drugi Katyń? Drugi Gibraltar? Niefrasobliwość?

płk Molibden płk Molibden Polityka Obserwuj notkę 19

Po tak wielkiej tragedii, dramacie, który dotyka nagle wszystkich Polaków, pojawia się potrzeba jakiegokolwiek wytłumaczenia sobie tego, co się stało. Należy być wyrozumiałym wobec wszelkich hipotez, które teraz się pojawiają – tak właśnie reagują zrozpaczeni ludzie. Sam ulegam teraz temu samemu. Wierzę natomiast, że wszelkie okoliczności katastrofy lotniczej w Smoleńsku zostaną wyjaśnione.

 
Czy był to „drugi Katyń”? Oczywiście tak. Tak samo jak 70 lat temu, tak i teraz, w tym samym lesie nieopodal Smoleńska ginie elita państwa polskiego. Nie waham się użyć słowa elita. Ludzie, którzy zginęli w sobotę byli czołowymi przedstawicielami stronnictwa niepodległości, stronnictwa patriotyzmu. Byli przeciwieństwem polityków, jakich znamy np. z nagrań w sprawie tzw. afery hazardowej. To był zakon. Najwięksi „twardziele” w polskiej polityce ostatnich 20-tu lat. Prawdziwe „pistolety”. Aleksander Szczygło, Janusz Kurtyka. Nie znajduje słów, aby wyrazić jaką stratą dla Rzeczpospolitej jest śmierć tych ludzi. Na pokładzie była również żywa legenda naszych czasów, przywódczyni strajku w stoczni gdańskiej Pani Anna Walentynowicz. Byli najwyżsi dowódcy Wojska Polskiego, wicemarszałkowie Sejmu, posłowie, duchowni, szefowie instytucji państwowych. W katyńskim lesie znów zginęła elita Polski.
 
 
Czy był to „drugi Gibraltar”? Jak napisałem na wstępie, należy być wyrozumiałym dla takich hipotez. W tak ciężkim czasie umysł człowieka potrzebuje wytłumaczenia, choćby nawet nielogicznego. Wszystko jest dozwolone, dopóki nie jest to obraźliwe wobec poległych. Przy okazji dodam, że przeglądając Internet w sobotę, z obraźliwymi komentarzami spotkałem się jedynie na stronie sympatyków UPR. Co wyjaśniło mi, dlaczego ta niby fajna partia nigdy nie odniosła sukcesu wyborczego – za trzymaną w głębi, i czasem okazywaną na zewnątrz, pogardę dla wszystkiego wokół, z własnymi wyborcami na czele.
W sobotę pierwsze słowa mojego przyjaciela brzmiały: „To był zamach. Ruscy zabili prezydenta. Teraz mają nas na widelcu, jesteśmy bezbronni”. Nie dopuszczał innej możliwości. Mówię mu, że polscy prokuratorzy wyjechali zbadać całą sprawę, że Rosjanie wstrzymali się z otwieraniem czarnych skrzynek do czasu przybycia specjalistów z Polski, żeby nie było żadnych podejrzeń o odczytywanie tych skrzynek. Na co On: „Skąd wiesz, co to za prokuratorzy z Polski jechali? Co oni w swoich teczkach mają?” Jeszcze raz podkreślam, nie można lekceważyć żadnej takiej wersji, należy traktować je poważnie – również ze względu na szacunek do osób, które je wygłaszają. Sprawa jest zbyt poważna.
 
 
Jaka jest moja wersja? Przyznaję, że sam dla siebie również wymyśliłem pewne wytłumaczenie sobotniej katastrofy. Również po to, żeby czuć się spokojniej, żeby znieść cały ten niepokój. Myślę że zawiniło kilka rzeczy. Pierwsza z nich to pogoda – mgła nad lotniskiem w Smoleńsku, która uniemożliwiała lądowanie tak dużemu samolotowi. Lotnisko nie posiadało elektronicznego systemu naprowadzania samolotów to dwa. Ale przede wszystkim niefrasobliwość, lekkomyślność decyzji o podejściu do lądowania. Nie wiadomo jeszcze teraz ile było podejść. Pilot na pewno zdawał sobie sprawę z ryzyka, ale było „ciśnienie” żeby wylądować – zbyt wielu ważnych gości jechało na uroczystości, w tym sam Prezydent, nie mogli się spóźnić. Być może ktoś wpłynął na pilota słowami „My musimy wylądować!”. Być może pilot nie chciał być potraktowany jak ten, który wcześniej odmówił lądowania w Tbilisi. W tych kilku minutach, kiedy podjęta została decyzja o lądowaniu, mogły wpłynąć na nią dodatkowe obrazy „samolot był niedawno gruntownie remontowany, jest w dobrym stanie”, „przecież lataliśmy już setki razy i nic się nie stało”. Na pokładzie nie było prawdopodobnie osoby, która potrafiłaby w czasie kilku sekund połączyć wszystkie fakty, prawidłowo ocenić ryzyko i dodatkowo jej decyzja byłaby wiążąca dla kapitana samolotu.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka