Jako swoiste motto mam po prawej napisane, że nie lubię, kiedy robi mi się wodę z mózgu.
Jednak żeby to w porę wyłapać, muszę - rada, nierada - wiedzieć, kto robi podstępne zakusy w celu rozrzedzenia wodą owego mózgu.
W normalnych czasach jakoś się wyrabiam, ale teraz nareszcie zrozumiałam, co znaczy słynny strach przed otworzeniem lodówki. Co więcej - zrozumiałam, dlaczego to głosowanie w Platformie idzie jak po grudzie: nie tylko ja, oni sami mają już po samą kokardę migających jak w kalejdoskopie buziek obu kandydatów.
Mistewicz chyba przedobrzył z tym pomysłem, tego - wbrew powszechnym zachwytom mediów, które mają news - samograj - już się nie da strawić.
Kiedy zaczną się prawdziwe wybory, oba oblicza będą nie do zniesienia, jak obowiązkowy Gierek "z gospodarską wizytą" w "Trybunie Ludu".
Ale kiedy wymiotło mnie nieodwołalnie sprzed telewizora, zaczęło mi się uruchamiać myślenie: dlaczego Tusk tych dwóch wybrał na stół ofiarny? W Platformie ma dość ludzi spolegliwych, miernych i wiernych...Oczywiście trudno, żeby namaścił Sławka Nowaka, jednak Tuskowi potrzebny kandydat posłuszny. Coś by znalazł, jeśli wyborcy i tak uciekają w dzikiej panice na samą myśl o kandydaturze Lecha Kaczyńskiego. O czym uparcie donoszą media, zachłystujące się do znudzenia - który kandydat na kandydata jest piękniejszy.
Dlaczego Tusk czepił się tych dwóch, którzy akurat są mocno wątpliwi moralnie? Obaj zmieniali poglady tak łatwo - jak koniunkturalnie, obaj nie gwarantują żadnej pewności, że będą narzędziami posłusznymi Tuskowi. Bo co im może zrobić post factum?
Zwolni prezydenta?
Więc moje myślenie nastawiło się na "pierwiastek ludzki": Tusk im naprawdę ufa? A jeśli tak - to dlaczego akurat im?
W ostatnim GaPolu zaserwowano cały zestaw, mowę - trawę Sikorskiego, który na przestrzeni czasu plecie " gadki okolicznościowe", przyodobione bon motami pasującymi do aktualnej przynależności partyjnej. Bardzo ciekawa lektura.
Tu sorry, zwracam honor - zwykle pyskowałam na Sakiewicza, że ma tajną gazetę, której potrzebne fragmenty trzeba przepisywać na pieszo, a w tej chwili, przez prostą ciekawość, zajrzałam na niezalezna.pl - i OTO JEST!
http://www.niezalezna.pl/article/show/id/32251
Fajny gość ten Radzio, stara się...Ale mniejsza o Sikorskiego, tu raczej wszystko wiadomo.
Już dla samego porównania zaczęłam zastanawiać się, co właściwie wiem o Komorowskim. Poza oczywiście faktami zawartymi w raporcie Macierewicza, przedziwną historią z Szeremietiewem, z Lichockim, etc. Tu sprawy kwitną, a myślę, że rozkwitną jeszcze piękniej.
Sadzę jednak, że to dalszy ciąg tej samej historii, zaczynajacej się od umoczenia pieniędzy w piramidzie i użycia (czy prób użycia, pamiętam to wyłacznie z raportu) WSI do pogonienia kanciarza i oczywiście odzyskania kasy.
Aferą marszałakową bardzo serio zajmuje się Ścios, ja tylko tak, od strony czysto ludzkiej. Komorowski interesuje mnie właśnie jako człowiek.
Jak można domniemywać - służby uwielbiają takich klientów i nieszczęsny marszałek załatwił sobie własnoręcznie garb na grzbiet.Kiedyś się mawiało: "to nie uniwersytet, tu trzeba myśleć". Nie pomyślał.
Swoją szosą ciekawe...kiedyś na uniwerku trzeba było myśleć, "myślenie miało przyszłość". Pewnie to powiedzonko jest wynalaziem jakiegoś "ogniomistrza Schultza" na zajęciach wojskowych...
Jednak zaraz mi się pomyślało: "czemu mnie się nie zdarzyło umoczyć kasy w piramidzie?" I proszę mi tu nie imputować - akurat były to czasy "tygrysów Europy", społeczeństwo biznesowo się - owszem - rozwijało, kasę miał...no, dobra, mógł mieć - każdy. Ale jednak nie każdy dawał się nabrać.
Czyżby rzecz miała coś wspólnego z pewnym misiem o bardzo małym rozumku? A może z rozdętym ego, które podpowiadało, że takiemu ważnemu facetowi nie zwija się kasy? A może zwykła chciwość?
Tak, czy siak - głupia historia.
Jednak to niczego nie tłumaczy. Ludzie miewają wpadki. Niektórych w konsekwencji wywożą do lasu, innym przykleja się jakaś "strasna zaba" - i tak właśnie się przytrafiło marszałkowi.
Dalej pomyślało mi się, jak kolega - harcerz, z którym obrywali pierwsze policyjne pały, Antoni Macierewicz, na sali sejmowej publicznie wytłumaczył Komorowskiemu co o nim myśli.Dobra, Macierewicz jest nawiedzonym antykomunistą, został wierny przysiędze harcerskiej ("harcerz nie kłamie"), nigdy nie zmienił poglądów. Dziwak jak cholera.
Ale..."O Siwickim, który ma postawiony zarzut zbrodni komunistycznej, ( Komorowski) mówi dziś, że to „miły, starszy pan”...
http://www.rp.pl/artykul/433182_Bezpieczne_wybory_Komorowskiego.html
Komorowski o dzieciach:
"Mają swój wyrobiony pogląd na świat. Nie kłócimy się, ale niejeden raz usłyszałem od nich: „Tato, jakich ty masz kolegów, jakich posłów, przecież to wstyd". Przyłapali mnie parę razy na tym, że w domu mówiłem o wiele ostrzej, per idiota szkodnik, kretyn, na zewnątrz - bardziej na okrągło albo nic."
Nie wiem, jak dla innych, dla mnie to jest niepojęte, że trzeba wstydzić się przed własnymi dziećmi, których ma się być nie tylko ojcem, ale prezydentem. Tylko...chyba o wstydzie jednak nie ma wzmianki. Rozpędziłam się.
Ciekawe zresztą, o których kolegach posłach Komorowski się wyrażał - bo przecież naczelny kretyn jest przysięgłym kumplem marszałka?
To najciekawsza metamorfoza, jaką znam: Od Macierewicza i liceum w Niepokalanowie - do Siwickiego i WSI.Nie mówiąc już o najnowszym przyjacielu, którego nazwiska przyzwoici ludzie nie wymieniają.
Zaprawdę, powiadam Wam - ma gust ten Tusk...Ciśnie się pytanie "ale o co chodzi?"
59
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (9)