mona mona
68
BLOG

Może po Was zostać ostatnie słowo

mona mona Polityka Obserwuj notkę 9


Zgodnie z obietnicą, złożoną u Jankesa, nie zatańczę nad tymi trumnami. Nie będę jeszcze o nic pytać, choć - jak każdemu z nas - pytań ciśnie się na usta wiele.Poczekam cierpliwie. Jeśli byli jacyś winni, znajdą się na pewno. Świat się obudził z letargu, będzie się bacznie przyglądał sprawie.Jeśli nie było - nasze szczęście w naszym nieszczęściu.

Ale myśleć wolno, "myślenie ma przyszłość" - i o to właśnie chodzi.O tę przyszłość.O to, żeby nigdy już nie było tego, co zdarzyło nam się przez ostatnie lata.

Zastanawiam się, czy człowiek może się zmienić w obliczu śmierci, czy tym , którzy wyrządzali niezasłużoną krzywdę nam wszystkim, ale przede wszystkim Narodowi - ośmieszając Majestat Prezydenta Rzeczpospolitej, włócząc go w błocie i dając ogłupiajacą pożywkę innym, podobnym mediom zagranicznym, nagle przeszło naprawdę? Przynajmniej niektórym?

Patrzę na  twarze, które wydają się autentycznie zmartwione, przerażone własnym łajdactwem, pełne skupienia i powagi i nie mogę wyjść z podziwu nad tą przedziwną metamorfozą.Oby była prawdziwa.Oby ci ludzie naprawdę coś zrozumieli.
 Ale są to twarze funkcyjnych, tych, którzy muszą je pokazać. Inne zamilkły, zapadły się pod ziemię.

Pominąwszy już te cyniczne, ogólnie znane twarze - wystarczy sięgnąć po gazety z ostatniego tygodnia, które - wiecznie zaganiana - czytam z opóźnieniem, aby natknąć się  choćby na dowcipnisia z ostatniej strony "Wprost", niejakiego Skibę, który wśród rzeczy "trwających zbyt długo" wymienia prezydenturę Lecha Kaczyńskiego.
To miał być  c h y b a  dowcip, bo nie przypuszczam, żeby ś.p.Prezydent jakoś szczególnie prześladował niejakiego Skibę.Nie przypuszczam też, żeby to coś p.t. Skiba szczególnie parało się myśleniem, przynajmniej mózgiem (  pamiętam natomiast, jak kiedyś "pomyślało hipokampem").

Nigdy nie wierzyłam w autentyczną nienawiść opluwaczy Prezydenta .Po prostu - nie było powodu. Lech Kaczyński z pewnością nie był zgredem prześladującym ludzi z jakąś złośliwą radością. A ponieważ nie jestem człowiekiem od panegiryków, przyznaję bez bicia: oczywiście słyszałam "małpę w czerwonym" i "spieprzaj, dziadu". Zastanawiam się, czy Prezydent nie lubił czerwonych płaszczyków, czy może chodziło o coś więcej?  Czy "dziad" był odtrąconym brutalnie dziadem proszacym o wsparcie - czy może nie wyłącznie?


Prezydent był człowiekiem, takim samym jak inni Polacy, także ci najwięksi. Potrafił być "ojcem", kumplem, przyjacielem...przynajmniej tak mówią o nim ludzie, którzy Go znali najbliżej. Potrafił się także zdenerwować, choć chyba pokłady cierpliwości i dystansu miał nieprzebrane.


Bez tego dystansu i cierpliwości - jak wytłumaczyć listę ofiar, reprezentacji całego Parlamentu, od prawa do lewa?
Dla nikogo, kto chciał i mógł lecieć, nie zabrakło tam miejsca, bez względu na to, co mówił o swoim Prezydencie poprzedniego, czy jeszcze poprzedniego ranka, dnia, wieczoru. Tak właśnie Lech Kaczyński pojmował patriotyzm: wszyscy , którzy chcieli oddac hołd pomordowanym polskim oficerom, mieli prawo lecieć właśnie z Nim.

I tak już zostanie. Razem odeszli na wieczną wachtę, w ostatnim akcie służby Ojczyźnie, bez względu na to, jak tę służbę pojmowali.
Naprawdę chciałabym, żeby ta kruchość ludzkiego życia dała do myślenia, żeby każdy, kto osądza niesprawiedliwie - zanim  rzuci głupie, ciężkie, niesprawiedliwe słowo, pomyślał, że właśnie ono może po nim zostać w naszej pamięci.

Żegnam Pana, mój Prezydencie. Myślę, że teraz już czekają na Pana, ale także na Panią Marię, wszyscy wielcy Polacy, że będą dumni, mogąc zawieść Pana przed Niebieski Tron.
Wyrazy współczucia pani Marcie i Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Proszę się nie martwić - ma Pan teraz wysoką protekcję po drugiej stronie smugi cienia.


Jesteśmy z Wami. To chyba widać tam, z góry?


 




 

 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka