mona mona
65
BLOG

Wściekłość, kłamstwa i wrzask

mona mona Polityka Obserwuj notkę 3


Ludzie, jak ja Wam zazdroszczę...Potraficie coś - prawidłowo, czy nie - analizować, myśleć, szukać wyjaśnień...Myślę, że tak działa zraniona, upokorzona psyche: domaga się jakiejś racjonalności zdarzeń. Bo to wszystko jest tak bardzo, tak rozpaczliwie bez sensu...Jak każda śmierć, choć ta nie była "każdą".
Ja mam tę cholerną cechę: muszę wiedzieć, domysły mnie nie rajcują. I tym samym nie eksploduje moja złość, nie mogę rozładować tego stressu.
Rozpaczliwie nie chciałam, żeby smoleńska tragedia była zbrodnią, choć mam ( jak nieskromnie śmiem sądzić) kawałek mózgu, oczy i uszy, widzę to samo, co wszyscy. Po prostu - nie chciałam i już. Odpychałam tę myśl od siebie rękami i nogami. Mimo wszystko. Nie zabierałam głosu w tej sprawie, choć wszystko się we mnie trzęsło.

I wciąż mam nadzieję, że sprawa okaże się "zwykłą", choć przerażającą katastofą, powstałą z zaniedbania, z ruskiego bałaganu, z bylejakości działań polskiego rządu, przenoszącego się na działania często bezradnych służb - ale nie okaże się zbrodnią.
Jednak ta nadzieja topnieje.Na dzisiejszej konferencji nie powiedziano niemal nic, poza - jeszcze delikatnymi, ale bardzo wyraźnymi sygnałami - "wiadomo, to polscy piloci"...itd.
Jeśli z taką starannością coś się ukrywa - a ukrywa się na pewno - nie chodzi o kontrolera lotu.To byłoby zbyt proste, jak na rosyjskie warunki.
Bardzo misternie to "nic" wywiedziono na tej konferencji.

Już sama rekacja świata zachodniego pokazuje, co ten świat myśli. Rozumiem - cholerny  wulkan nie pozwolił dolecieć na uroczystości pogrzebowe, choć Saakaszwili jakoś doleciał. Ale ten sam exkluzywny skład wyłgał się gładko z uroczystości moskiewskich.Dlaczego?
Nieszczęścia chodzą - jak wiadomo - stadami...Lepiej nie sprawdzać działania prawa serii - jak rozumiem. Mimo całej lubowli do Kremla, z nadieżdu  na wzajemność znacznie gorzej.

 Więc oczywiście - dowiem się.
Rozmowy z prezydenckim TU są na youtube. Ktoś się wreszcie wnerwi - i puści całość. Będzie to maniak, podsłuchujący te rozmowy własnie dlatego, że tak lubi i potrafi ( pamiętam, jak moje dziecko miało maniactwo na Gdynia - Radio, rozmowy obcych w końcu ludzi z morza). Albo będzie to "przeciek" - bo przecież tylko idiota miałby wątpliwości, że "czarne skrzynki" - skrzynkami, ale służby, zakładam że również NATOwskie - służbami.W końcu to był samolot prezydencki, z dowódcami NATO na pokładzie, leciał do Rosji, w dniu szczególnym - i nie przypuszczam, żeby nie pilnowano go jak oka w głowie.
Rosjanie za bardzo lecą w kulki, żeby kogoś to w końcu nie zniecierpliwiło do imentu. Coś się zdarzy z całą pewnością.

Trochę mi natomiast "odpuściło", kiedy usłyszałam i obejrzałam ten łazienkowski "komitet honorowy", któremu gacie latały ze strachu, a honor był chyba w tychże gaciach. W każdym razie - był w tak głębokiej konspirze, że przez teleskop Hubble`a trudno go byłoby dostrzec.

I tak oto zobaczyliśmy i usłyszeliśmy prawdę o miłości i obiektywiźmie.
Szczerze mówiąc - mnie się udało. Dyrektor pilota na sam widok Bartoszewskiego nacisął odpowiedni guziczek - i koszmar zniknął. Oczywiście poszukałam sobie, czego trzeba - kiedy dowiedziałam się o popisach krasomówczych w Łazienkach, ale wtedy już byłam przygotowana, żaden skok adrenaliny mi nie groził.

Zresztą...od dawna mi to nie grozi. Nie w tej akurat kwestii.


O trzęsiportkach pisałam znacznie wcześniej. Wszystkie występy "strony miłości" jakoś na to wskazywały: portki się trzęsły wyraźnie: głosy tych, o których Wajda mówi, jako o "przyjaznych mediach", zaczynały się w  górnych partiach diapazonu, napastliwość zwiększała się z dnia na dzień. gołym okiem było widać, że słupki - słupkami, ale "wiedza prawdziwa", czyli badania wewnętrzne pokazują bliskość dna. Bardzo mnie bawił ten krzyk rozpaczy w wykonaniu " przyjaznych" zagończyków mendialnych.
 
Jestem i tak przegrana. Zabawa był przednia - aż do 10 kwietnia.

 Te głosy lekceważenia i nienawiści zaczynają  budzić demony. Ludzie, którzy z otwartą przyłbicą mówią o dzieleniu społeczeństwa na "nas" i "onych", straszą wojną domową, pokazują wyraźnie:  "autorytety" stoją dokładnie tam, gdzie stało ZOMO. Razem z metodami. Nawet jeśli kiedyś było inaczej.

Jarosław Kaczyński może przestać przepraszać.

Bo trudno mi jakoś uwierzyć w nagłą miłość tych ludzi do Komorowskiego, który obnosi się z sygnetem, na słowo "hrabia" rozpromienia się niczym kolejne Słoneczko Jamajki, z dnia na dzień głupieje coraz bardziej, plotąc takie androny, że Tusk na wieczność zapamięta słynne prawybory, które z poczciwego, dyspozycyjnego, pospolitego funkcjonariusza wyłoniły mu nagle wariatuńcia.

Podobno nawet w kopaną piłką gra się głową. Co może urodzić się w chorych z nienawiści głowach "komitetu"...Chociaż chodzą słuchy, że Tusk jakby oprzytomniał, a sławetny komitet tak wyraźnie nadepnął mu na odcisk, że ma ochotę wysłać go "do czarta na kuliczki".Razem z drogim Bronisławem.

No, cóż , "komitet wyborczy" Jarosława Kaczyńskiego już wie, co należy.
Po drugiej stronie smugi cienia wszystko jest jasne.

Czuwajcie tam, kochani! Niezależnie od legitymacji!

   

 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka