Wahadło odbiło w drugą stronę - i poseł Palikot zaczyna być przezabawny w swojej histerycznej, wydumanej "misji". Coś mi to przypomina, więc postanowiłam podzielić się tym wspomnieniem.
Normalką już jest, że wielu bardzo "sierioznych" ludzi unika jak ognia odniesienia się nie tylko do występów Palikota, ale wprost do jego nazwiska, dając wyraz swojemu niesmakowi lub swojej pogardzie.
Inni, jak n.p."Chłodny żółw", twierdzą, że jest to "rzemieślnik" oddelegowany do roboty, którą wykonuje dobrze.Jak zrozumiałam - PPP "uczciwie" zasługuje, zdaniem "Chłodnego", na swoisty szacunek za dobrze wykonaną robotę.Jaka by ona nie była...
Osobiście również nie zajmowałam się tymi tanimi zagrywkami dla gawiedzi z prostej przyczyny: mam za mało czasu, żeby analizować meandry duszy Palikota, motywację jego medialnych wyczynów, itd. Jak sądzę, nie chodzi o idee, chodzi o kasę, czyli człek bynajmniej nie jest oryginalny - działa ciut rozpaczliwie. Zainwestował - chce zwrotu, prosta sprawa.Nie warta dyskusji.
Ale PPP coraz bardziej mnie śmieszy. W swojej bezsilności kombinuje jak przysłowiowy koń pod górkę, obrażając ludzi wprost, bez kamuflażu. Za wszelką cenę chce procesu?
Po dzisiejszym porannym, do bólu reklamowym, pracowitym odczytywaniu przez Kuźniara niemal całego wpisu na blogu PPP, uświadomiłam sobie, że historia się powtarza: niemal dokładnie tak samo jak Palikot, zachowywał się Urban, kiedy ci, którym służył - zrobili niespodziewany "w tył zwrot" - przestali poznawać go na ulicy. Mianowicie plótł podobne androny, obrażając - kogo się dało, za wszelką cenę usiłując zaistnieć.
I nikt nie wytoczył mu procesu, co było skutkiem prostej, zbiorowej zmowy, p.t. "Nie ma człowieka, nie istnieje". Sam Urban skomentował to tak - "Nikt z wyjątkiem Atlasa, czyli - tak, jak nikt".
Jakoś to się sytucyjnie zbiegło w czasie z wchodzeniem na rynek ociekającego seksem i krwią pisemka, "Detektyw" bodajże, szeroko czytywanego przez polski lud, a wydawanego przez Urbana, choć w stopce redakcyjnej nie figurował. Zostawiony na lodzie rzecznik rządu Rakowskiego musiał zwyczajnie zarobić na chlebek. Stąd - jak mniemam - pochodziło gwałtowne zapotrzebowanie na reklamę medialną, czyli na procesy. Bez skutku - ale pisemko i tak się sprzedawało.
Jeszcze jak się sprzedawało! Urban doskonale znał czytelnika, do którego te bzdety adresował. Sama widziałam, jak zaprzyjaźniona, do bólu oszczędzajaca na dużą inwestycje gaździnka, która nie kupiła za nic w świecie cukierka dzieciakowi - wysyłała jednakże tegoż dzieciaka, w potężny mróz, do odległego sklepu - aby tylko dla niej starczyło.
Podejrzewam, że PPP odegrał już swoją rolę w przedstawieniu, przyszedł czas na odłożenie go do rekwizytorni, na co Palikot za żadną cenę nie chce się zgodzić. Motywacje pomijam, to naprawdę może być sprawa dla psychoanalityka, albo ostatecznie dla sądu - jesli ktoś zechce stawiać się na tym samym poziomie, przyznając zdolność honorową PPP.
Różnica jest zasadnicza: Urban "przerobił" ten sam wredny los, który dopada Palikota, ale - co by nie mówić o Urbanie - jest to facet tryskający inteligencją, niezależnie od wrednego charakterku. Zresztą...idąc tropem myślenia "Żółwia" - on też po prostu wiernie a gorliwie wykonywał swoja robotę, zleconą zresztą przez autentycznych przyjaciół, z których opuścili go nie tyle "wszyscy", ile wszyscy ci, którzy ostali się na placu boju i liczyli się w polityce.
Urban stał się wrzodem na sempiternie.
Jednak tego człowieka mogło się nienawidzieć - ale nikt nie odmawiał mu tej niesamowitej, choć źle zainwestowanej inteligencji.
PPP jest wykształciuchem, prostakiem z dyplomem, który swój spektakl odgrywa dla dawnych czytelników wspomnianego "Detektywa". Jego zasoby intelektualne mogą czyścić buty przewrotnej inteligencji Urbana, co w swoim czasie nawet przyszło mu do głowy, jeśli poświęcił się zbijaniu palet, rezygnując tym samym z ambicji naukowych.
I tak powinno zostać.
Nie wiem, czy Palikot w ogóle zdaje sobie sprawę, dlaczego został ukarany, bo czerwona mgła na oczach i piana na wargach nie służy rosądkowi.Ciekawe, czy w ogóle rozumie, kiedy i dlaczego obraził pamięć zmarłych? Czy w ogóle takie pojęcie jak elementarna etyka jest mu jeszcze dostępne?
Najbiedniejsza w tym wszystkim jest nieszczęsna TVN24, wyczyniajaca rozpaczliwe "wygiby", aby ktoś poważny dał się sprowokowac do komentowania PPP. Ileż to się narobiła wczoraj ( akurat m o g ł a m przysiąść przed telewizorem) Agata Adamek, latając za ludźmi w sejmie! Palikot nie schodził jej z ust - a rozmówcy wykręcali się sianem, serwując ironiczne usmieszki.
W ogóle "zaprzyjaźnione telewizje" mają kłopot.
Starą metodę Olejnik - "jesli nie można argumentem - należy obuszkiem, ad personam" zastosował dziś wspomniany Kuźniar, usiłując dokopać Elżbiecie Kruk, stawiając na równi oczywiste, acz jednorazowe potknięcie posłanki Kruk z tym, co serwuje publisi Palikot od lat.
A ponieważ Kuźniar jest również jednym z najbardziej służalczych, ale niewątpliwie inteligentnych ( nie odczepię sie od tej inteligencji...) dziennikarzy TVN24 - dla mnie jest to dowód totalnej bezsiły. Kuźniar nie miał powodu, żeby posłać triumfalny, porozumiewawczy uśmiech w stronę reżyserki. Co doskonale zrozumiał.Nie wykonał zadania.
""Pan tu, panie Palikot, robisz swoje - a ja gorę!" - chyba niedługo oznajmią chóralnie "zaprzyjaźnione telewizje". Bo zabawa z PPP chyba się kończy.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)