mona mona
82
BLOG

Jedno oko na Maroko...jak niektórzy postrzegają rzeczywistość

mona mona Polityka Obserwuj notkę 3

Naprodukowała nam III Rzeczpospolita geniuszy...
Właściwie nikomu nie jest teraz do śmiechu. Ale co zrobić z takim Pawłem Lisickim? Człek szefuje stosunkowo przyzwoitej gazecie, wydawałoby się, że musi rozumieć, co się wokół niego dzieje. Trochę się uśmiałam, ale nie był to śmiech radosny.

Pominąwszy już niemadrą zaczepkę i taką samą pyskówkę z Jarosławem Kaczyśkim, bo problem kryje sie głębiej, zastanawiam się, czy Lisicki jest zwykłym konformistą, czy rzeczywiście wierzy w to, co pisze.

Czytam oto blog Lisickiego - i mam oczy na szypułkach. Wierzyć, czy nie? Czy red. Lisicki, tak zupełnie serio wszystko, co dzieje się pod Pałacem sprowadza do dewotyzmu małej grupki osób? Czy człowiek, od którego jednak zależy linia redakcyjna pisma, ma tak ciasne horyzonty?
 Bo wygląda na to, że Paweł Lisicki tak właśnie myśli: państwo "używa środków", Krakowskie obstawione szpetnymi, stalowymi barierami, głupota wszelkiego autoramentu lży ludzi, krzyż, etc - robiąc sobie ohydne igrzyska, nikt nie ma głowy co z tym fantem począć - i wszystko to z powodu tej małej grupki, którą spokojnie można byłoby potraktować jako element miejskiego folkloru.
"W końcu  poszukujące taniej rozrywki  bydło ( Bartoszewski jednak miał rację, widocznie się zetknął z własną młodzieżówką...) znudzi się i wyniesie się gdzie indziej, a "nieszkodliwi idioci od Krzyża" mogliby sobie zostać i protestować, domagać się, czego chce - do upojenia" - powinno myśleć enigmatyczne Państwo. I co najmniej zostawić bieg wypadków czasowi, jeśli już udało się wyprowadzić ich z dziedzińca, gdzie nasz nowiutki prezydent musiałby oglądać delikwentów każdego dnia, wspominając swoje niezwykle inteligentne "złote myśli", wygłaszane pod adresem poprzednika.
"Komfort urzędolenia zapewniony, a ta grupka wariatów...mniejsza o nią, w końcu reporterzy też muszą mieć trochę radości" - powinno myśleć przyzwoite, tolerancyjne Państwo.

Ale tak się nie dzieje.
Już mi się zwyczajnie znudziło pisać o trzęsących się portkach, ale ktoś taki, jak red. Lisicki, szef opiniotwórczego dziennika, powinien albo milczeć, albo napisać coś rozsądnego. Jakoś nie wierzę, że nie zdaje sobie sprawy z powagi sytuacji. Wciąż jest o dewotach, ale o radosnych, młodych obywatelach spod Pałacu, profanujących co się da - jakoś się nie doczytałam.
 Lisicki akceptuje?
Ta mała grupka "dewotów" czuje za soba potężną siłę, czuje jej odech na plecach, a eskalowanie zdarzeń ( mam na myśli wszystkie: te w Ossowie również, tego Lenina, którego ochoczo wystawiono, choć pomysł był głupi, niezależnie od pomysłodawcy), udawanie, że jest jakaś "druga strona, również mająca prawo..." - jest oczywistą głupotą polityczną.

Ta druga strona to kilka nadętych bab z "Babilonu", którym pogoniła kota Bigosowa ( w tym, niestety, moja ulubiona aktorka i satyryczka, osoba niezwykle inteligentna...) i trochę równie przemądrzałych, a zaciekłych gostków z PRL-owskimi tytułami.
Podobna reprezentacja znajduje odbicie w każdej przysłowiowej "głębokiej Sokółce"  - ale to wszystko.
No, poza masą łobuzeri, która panicznie boi się jakiegoś kagańca, wymagań przyzwoitości, dziwnego pojęcia "patriotyzm" - bo nie ma pojęcia, z czym się to jada - a to wszystko kojrzy się z tymi wstrętnymi Kaczorami.
No, teraz już z jednym...

Oni zresztą, przynajmniej w pierwszej turze, głosowali dość egzotycznie: na "młodego" Napieralskiego, ale także na Mikkego. Tuskolandia staje się powoli obciachowa, ale "wszystko lepsze od Kaczorów", jak poucza telewizja.

Ta...hmm... bardziej oświecona część "drugiej strony" uwielbia pyskować w telewizji, ale w życiu nie ruszy tyłków, aby "wesprzeć" - gdyby co. Gadali swoje w czasach komuny, gadają teraz, tylko ciut inaczej. Podejrzewam, że z wielką lubością ogladają nagrania z wystąpień - pod hasłem "jaki jestem śliczny, a jaki mądry !!!". Niezależnie od tego, że ich "poglądy polityczne" zależą po części od państwowego sponsora lub "zaprzyjaźnionych telewizji", że "pragną w spokoju uprawiać swoją sztukę" lub - pożal się, Boże - pracę naukową, której efektów nie widać, przynajmniej okiem publisi.
Są znani z tego, że są znani - i nie ma co na nich liczyć, droga Tuskolandio. Oni znajdą odpowiednią formułkę, aby zmienić zdanie, jeśli będzie już koniecznie trzeba.
Znacznie bardziej szanuję Dodę, która jest tak samo kontrowersyjna, ale o niebo bardziej pracowita.

Ale, jak uczy historia, zwykli Polacy bardzo nie lubią, kiedy ktoś złośliwie narusza ich odciski, rozpychając się za bardzo. Mam nieodparte  wrażenie, że teraz właśnie urażono ich, Polaków, bolące nagniotki - i słychać, jak w ciszy sprężają się do skoku, czekając na okazję.
To jest prawdziwy powód, dla którego potężne, przynajmniej w stosunku do szarego obywatela, państwo - trżęsie tymi portami, stawiając mury ze stalowych barier, histerycznie bojąc się - jak twierdzi między wierszami Lisicki - "grupki  dewotów".I o tym należałoby napisać, bo takie jest zadanie przyzwoitej prasy.

A mury nie trwają wiecznie, ale zostawiają ślady w pamięci.Paskudne ślady.


 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Polityka