Z pewnym takim rozbawieniem przeczytałam niedawno W "Newsweeku" artykuł o perypetiach rzeźbiarza Maksymiliana Biskupskiego, który najprawdopodobniej zostanie autorem pomnika upamiętniajacego smoleńską rzeź .Bo tego, że pomnik powstanie, jestem pewna i uważam to za rzecz niewartą dłuższych rozważań.Niezależnie od miejsca usytuowania i ostatecznego wyboru projektu.Trzęsiportki nie mają racjonalnych przesłanek, aby się od tego przedsięwzięcia wyłgać.
Jednak mnie chodzi o nagonkę na Biskupskiego.
Szczerze mówiąc - ten projekt, który Biskupski przedstawia, nie bardzo mi się podoba, ale - niech tam... Ma to, jak dla mnie, być kompromis, który godzi miejsce przed pałacem z architekturą istniejącą, czyli coś, co "zagra" z pomnikiem ks. Józefa, wkomponowując się tak, aby pomnik nie stał na pomniku. Dlatego chyba rzeźba ma mieć formę kolumny.
Lubię Józefa Poniatowskiego. To fajny facet, który został Polakiem z wyboru, choć nieźle mu się żyło na wiedeńskim dworze. Zostawił tam całe swoje młodzieńcze życie, aby służyć Polsce. Był patriotą znacznie większej miary, niż jego stryj, ostatecznie - polski król. Był świetnym żołnierzem, zasłynął z ułańskiej fantazji, a na tytuł marszałka Francji, jako jedyny codzoziemiec, zasłużył sobie osobistą odwagą i żołnierskim talentem dowódcy. Poniatowski żył po ułańsku - i po ułańsku kochał.
Tylko zginął po głupiemu, od "przyjacielskiego ognia", jak mówią Ami, kiedy trafią w swoich.
Czy nam to czasem czegoś nie przypomina?
Tak zginął porucznik Wysocki, kiedy prowadził "rozpoznanie bojem" pod Lenino. Czasem to jeszcze można obejrzeć w telewizji: kompania marszowym krokiem, wyelegantowana jak na defiladę - idzie po śmierć, doskonale wiedząc, gdzie i dlaczego została wysłana - przez "przyjaciół".
Tak też zginęli pasażerowie Tu-154, niezależnie od tego, kto zawinił bezpośrednio. Tak, czy siak - rodacy i "przyjaciele", których co i rusz jakiś wynalazca "przyjaciółmi" mianuje, zgotowali im ten los.
Pałętał się ten pomnik zarówno po Warszawie, jak po świecie, nie wiadomo za jakie grzechy zniszczony w 1944, odzyskany z zachowanego odlewu i nareszcie postawiony na stałe w miejscu godnym, gdzie miał stać od chwili "poczęcia". Sądzę, że Biskupski to rozumie, że dlatego właśnie nie wymyślił monumentu figuratywnego.
Ale miało być o Biskupskim i nagonce.
Kto właściwie na siłę chce nam kształtować gusta?
Dlaczego "zasłużony" pomnik ks. Józefa, polskiego ułana, odzianego idiotycznie w giezełko a`la Marek Aureliusz, ma mi się podobać do bólu, ale pomnik Poległych i Pomordowanych na Wschodzie - już nie?
Można powiedzieć, że znajomość sztuki stanowi element mojego zawodu. Kiedy pierwszy raz stanęłam przed tym monumentem, "przytkało mnie" czyste wzruszenie. Nie byłam w stanie detalicznie oceniać szczegółów - i nie zrobiłam tego do dziś.
I myślę, że o to Biskupskiemu chodziło. O to powinno chodzić każdemu twórcy.To jest clou sztuki, bez względu na "pomysły" koneserów i twórców mód wszelakich.
Oczywiście nie każdy potrafi malować jak Rubens, więc pojawiają się na przykład impresjoniści. Fakt, sztuka musi ewoluować, ale ilu podziwiaczy Mony Lisy rozumie maestrię da Vinciego i wie, o co w tym słynnym uśmiechu biega?
W znakomitej więszości ludzie widzą niezbyt urodziwą kobitkę bez brwi i rzęs - i wychodząc z Luwru są w tej materii tak samo głupi, jak byli - wchodząc.
Rozumiem, że każdemu może podobać się coś innego. Dla mnie najbardziej przejmujacym obrazem świata jest "Rzeź Niewiniątek w Betlejem" Brueghela, zwłaszcza oczy dziecka w dolnej części, niczego nie rozumiejące, zastygłe w zdziwieniu i przerażeniu.
Ale ukrzyżowane genitalia, bez względu na to, jaka muza natchnęła panią N., jakoś do mnie nie przemawiają - i choć siądź i płacz.Maniera taka dziwna.
Ostatnio czytałam coś równie dziwnego, dotyczacego architektury, już nie pomnę - gdzie i kto się mądrzył. W każdym razie wyszło, że motele and inne "przydrożne" budownictwo użytkowe nie mają prawa nawiązywać do architektury polskiego dworku, ponieważ niegdyś do zbudowania takowego obiektu należało się wykazać choćby pozorami pochodzenia szlacheckiego...Nieżależnie od tego, że są szpetne, czyli "polskie".
Właśnie, polskie...To też, tę manierę narodową zarzuca sięBiskupskiemu.
A najpiękniejszym ze znanych autorowi obiektów jest...budynek Agory.
Postawmy więc przy autostradach mini - budynki Agory, najlepiej ozdobione mauretańskimi łukami. Upały mają się zwiększać, będzie j e s z c z e funkcjonalniej.
I odczepcie się od tego, co daje ludziom wzruszenie. Po to właśnie wymyślono sztukę, aby ludzie doznawali wzruszeń. Koszmarki zawsze można zamknąć w murach, gdzie znawcy wszelkiej proweniencji poddadzą rzecz fachowej analizie.
Mówi się, że Biskupski powtarza motyw dłoni.
Gdyby zabici na Siewiernym zdążyli, gdyby znali swój los, z pewnością ostatnim gestem wyciągnęliby te ręce do Boga. Więc niech te dłonie zostaną, bez względu na to, że już gdzieś zostały użyte jako motyw.


Komentarze
Pokaż komentarze