Naprawdę chciałoby się, żeby coś z tej pierwszej "Solidarności" pozostało czyste. Nie tylko dla nas, także dla świata, który - jak wielce ubolewają niektórzy - za początek europejskiego zrywu wolności uważają upadek muru berlińskiego.
Niestety, kramarze kupczący niegdyś naszą wolnością, nie potrafią się powstrzymać od zakłamywania historii. I to jest powód, dla którego słowo "Solidarność" jest hasłem, do którego głupio jest się światu odnieść. Postacie, które miały być najwyższym dobrem, kwintesencją mądrości i patriotyzmu, z czasem przejęły rolę tak dwuznaczną, że...po prostu wstyd.
Ostatecznie nie wszyscy zachodni dziennikarze i politycy mają "miedziane czoła"...Nie muszą brać udziału w ewidentnych kłamstwach. Więc zostaje im mur berliński, gdzie przynajmniej wszystko jest jasne.
Gorzej, że ci kramarze nie potrafią ustrzec się od nienawiści i ordynarnego kłamstwa.
Rola Mazowieckiego i Geremka jako "styropinanowych doradców" dawno już została opisana - i nie jest ona tak jasna, jak niedouczone lemingi sobie wyobrażają, ani jak pouczają ich trolle. Rzadko zdarza mi się adresować cokolwiek także do lemingów i trolli, ale normalni nie muszą dokształcać się u mnie, więc może jakiś leming z ostatniego miotu skorzysta „na skróty”.
Historia już się przetoczyła. Niczego nie można odwrócić.
Tak, jak nie cofnie się już puczu "Nocnej zmiany", w której oczywiście obaj panowie wzięli czynny udział.
To są rzeczy oczywiste.
O co więc chodzi?
.
Chodzi o bezczelność kłamców, tak byłych, jak obecnych. Mazowiecki kłamie jako ten pies, nie obrażając psa. Kłamie z czystej nienawiści, kłamie - bo oczywiście uważa, że wygra w każdym sądzie, zwłaszcza z tym Kaczorem, który załatwił mu stanowisko premiera w rządzie Wałęsy (znana naiwność Kaczyńskich, którzy mieli nadzieję ( JK ją chyba wciąż ma, casus Migalski) w kwestii ludzkiej przyzwoitości...)
Mazowiecki kłamie, nie szanując własnych siwych włosów, w sprawie tak oczywistej, że szkoda klawiatury na argumenty. Znają je wszyscy.
Pozwolę sobie na drobne zestawienie słów.
Oto cytat z "Rzepy":
"Kaczyński "po tym wszystkim" miał podejść do niego i powiedzieć: "Tadeusz, to nie o Tobie myślałem. Na co ja spytałem: A o kim?". "O tym, co zmarł" - padła odpowiedź Kaczyńskiego, relacjonował Mazowiecki.
Szef PiS dopytywany, czy chodziło o Bronisława Geremka, odpowiedział: tak. ( Nota bene – w TVN24 Mazowiecki twierdzi, że się …domyślił, czyli wersja ulega zmianie).
- Powiedziałem głośno, tak, aby wszyscy, którzy tam stali, słyszeli:powiedziałeś nieprawdę (...). Ja uważam to za niegodziwość i nikczemność, ten fragment wystąpienia, za niegodziwość i nikczemność po prostu. Inaczej nie jestem w stanie tego określić - mówił Mazowiecki."
Co właściwie powiedział Jarosław Kaczyński?
http://www.rp.pl/artykul/530438-Mazowiecki-o-kulisach-zjazdu--Solidarnosci-.html
"Jarosław Kaczyński mówił w poniedziałek w Gdynii, że ruch solidarnościowy to przykład patriotyzmu, nadziei i odwagi. Podkreślał, ta sprawa już 30 lat temu stała się także w Stoczni przedmiotem sporu. Mówił, że przybyła wówczas tam grupa ludzi o znanych nazwiskach z autorytetem, ludzi - zaznaczył - dobrej woli, "ale mieli oni plan kompromisu, który gdyby go realizować, okazałby się być pozorem".
Czy Kaczyński zełgał?
No, więc pierwsze - lepsze oświadczenie Geremka z dni I Zjazdu NSZZ "Solidarność", cytowane przez niezmiernie obiektywnego Passenta (żeby nie był to głos jednej strony) w "Polityce" z 19 sierpnia 1981r.
"Mówiąc, że my nie chcemy przejmować władzy, że nie jesteśmy partią polityczną, stawiamy żądania dotyczące życia publicznego państwa i instytucji państwowych".
Inaczej mówiąc - to się nazywało "socjalizmem z ludzką twarzą", a polegało na propozycji sprawiedliwego dzielenia majtek i innych dóbr. Przeciwko temu, wciąż ponawianemu programowi "doradców" protestował choćby Rulewski, dziś pokorny, spolegliwy senator Platformy. Zaiste, punkt siedzenia wyznacza punkt widzenia...
Ale dalece nie tylko Rulewski.
Mazowiecki i Geremek zjawili się na stoczni jako goście nieproszeni ( co do czego zaczynam mieć dziś wątpliwości), imponując Wałęsie znanymi nazwiskami. Przejmować władzy "nie chcieli", ale jeden premierem został ( a "załatwił" mu to JK), a drugi...nie został, choć bardzo chciał. Po prostu - nie stworzył rządu, choć dostał na to mandat Wałęsy.
Kiedy więc kłamali - i w czyim interesie? Chcieli tej władzy, czy nie?
Mazowiecki ma nadzieję, że źródła znikły, bo dość trudno je znaleźć. Ale nie wszystkim gacie latały ze strachu - moje źródełka wiedzy się zachowały, przetrwały w postaci oryginałów: pierwszych egzemplarzy "Solidarności, ale nie tylko jej. Część z nich "poszła w ludzi" i zaginęła już po wojnie polsko - jaruzelskiej, ale zostało ich trochę, akurat, żeby przytoczyć co potrzeba, nawet bez szukania na stronach IPN.
„Solidarność” w „Diariuszu Zjazdowym” z dnia 9 października 1981 r. – fragment przemówienia Geremka:
„Program, który formułowaliśmy, chcieliśmy by był blisko życia codziennego ludzi pracy, tak aby narodowi żyjącemu w koszmarze kolejek pokazać, co ludzie mogą zrobić sami, jak przeżyć kolejki, ale tak, aby się do nich nie przyzwyczaić”.
I dalej: „Podżegajaca propaganda, która rozlega się dokoła, nie powinna mieć wpływu na określenie kierunku działań Związku. Próby politycznego sterowania naszym ruchem, czy to przez władzę, CZY TO PRZEZ PLANOWE GRY POLITYCZNE) powinny być obce naszemu myśleniu.”
Jak można się domyśleć – ta „podżegająca propaganda”, te „planowe gry” to głosy delegatów, którzy się z Geremkiem nie zgadzali w kwestii roli Związku w sprawie sprawiedliwego dzielenia kaszanki. Wspomniany naród ma się uczyć, „jak przetrwać kolejki.”
Pisze Krzysztof Wyszkowski -
http://wsercupolska.org/joomla/index.php?option=com_content&view=article&id=3388:krzysztof-wyszkowski-toq-czyli-polsko-&catid=8:komentarz-polityczny&Itemid=3 , ale także w ostatnim GaPolu:
"W sławnym filmie „Robotnicy`80" Bronisław Geremek przyznaje: „Od samego początku gdyśmy przyjechali, intencją naszą było powiedzieć, że całemu krajowi zależy na tym, żeby to jak najszybciej się skończyło, to znaczy żeby dojść do porozumienia.Obu stronom to powiedzieć i powiedzieliśmy obu stronom. Zanieśliśmy nasz apel zarówno do Komitetu Strajkowego jak i prosiliśmy o przekazanie Komisji Rządowej"
I dalej Wyszkowski:
.
"Warto sobie dzisiaj, trzydzieści lat po Sierpniu`80 i dwadzieścia lat po upadku komunizmu, ten film przypomnieć (najlepszym dowodem, że warto, jest fakt, że od dawna nie jest już wznawiany). Dla Geremka i jemu podobnych „to", czyli ogólnopolski bunt przeciw komunizmowi i sowietyzmowi, był nieporozumieniem, które trzeba jak najszybciej zamazać i przerobić na „socjalistyczną odnowę" w typie Października`56."
Posłuchajmy jeszcze Geremka:
http://www.polskieradio.pl/historia/print.aspx?id=59885
„„W zamian za pluralizm związkowy (tj. legalizację „Solidarności”) i społeczny (swobodę działalności stowarzyszeń i utworzenie drugiej izby parlamentu, z udziałem opozycji), doradca Wałęsy proponował zagwarantowanie poszanowania zasad ustrojowych, oczywiście z +przewodnią rolą+ PZPR na czele” – pisze Głębocki. ( Z wywiadu Geremka dla "Konfrontacji", 1987 r.)”
Ciekawe, po co Geremkowi był senat „z przewodnią rolą PZPR”?
Nie tylko Jarosław Kaczyński, ja też miałam niegdyś nadzieję, że Mazowiecki jest człowiekiem godnym człowiekiem, który wiele przeżył i miał, przynajmniej w tamtych dniach, wiedzę i doświadczenie znacznie większe od młodych zapaleńców, że działał wbrew interesom Polski - ale zgodnie z przekonaniami, z odrobiną dobrej woli. No, cóż, nie byłabym "pisowską pałkarą", gdybym nie miała zakodowanej wiary w to, że ludzie są dobrzy, a Sobiesiakowo and co. - to tylko margines.
Nadzieja okazała się płonna. Podobno umiera ostatnia, ale nie w tym przypadku – Mazowiecki szybko pokazał, kto nim rządzi i komu będzie służyć.
Skończyło się "grubą linią"...
Tadeusz Mazowiecki, chyba naprawdę z czystej nienawiści, koniecznie chce kontynuować linię "drogiego Bronisława", więc robi, co może: "Powiedziałem głośno, tak, aby wszyscy, którzy tam stali, słyszeli:".
Problem w tym, że Geremek, który "w okresie nauki w liceum wstąpił do Związku Walki Młodych, a w 1950 zapisał się do PZPR, był drugim sekretarzem POP na Uniwersytecie Warszawskim”- za Wikipedią) - jako poststalinowski działacz partyjny, w latach 1956–1958 odbył studia podyplomowe w École pratique des hautes études w Paryżu.
Jakie to ma znaczenie?
Geremek znał języki. Mógł oczerniać Polskę w zagranicznych mediach, na forum parlamentu europejskiego, wszędzie tam, gdzie chciano go słuchać.
Mazowiecki nie może. Nie studiowal w Paryżu. Musi więc łgać choćby tak głośno, aby słyszeli go przynajmniej najbliżej stojący. W tym – oczywiście dziennikarze, w tym – oczywiście zachodni, „najbliżej stojący”.
A tak, na marginesie: rozpoczął się nowy atak podłości: Lech Kaczyński w stoczni. Był, nie był…Wystarczy zajrzeć do „Encyklopedii Solidarności”.
„Popisuje się” Bogdan Lis, oczywiście u Kuźniara:
„Według Lisa, Lech Kaczyński nie odegrał w czasie strajków większej roli. - Lech Kaczyński miał wiele zasług. Ale nie trzeba mu dodawać tych, których nie miał. Lech Kaczyński był w stoczni może półtorej godziny, trzy dni przed zakończeniem strajków. W tym czasie rozmawiał z Bogdanem Borusewiczem i miał do niego pretensje, że nie został doradcą prezydium MKS-u. Borusewicz mu odpowiedział na to, że żeby być w prezydium, to trzeba być na strajku. A Kaczyński mówił „ale mnie nie zaprosiłeś”. Ale na strajki przecież nikt nikogo nie zaprasza – przedstawił „swoją” wersję wydarzeń Lis. – Tak wyglądała jedyna rozmowa, jaką Lech Kaczyński przeprowadził podczas strajków. Ale nie chcę o tym mówić, bo Lech Kaczyński nie ma jak na to odpowiedzieć – dodał.”
Nie chciał, nieszczęsny, ale powiedział…W relacji z I Zjazdu, a przecież nie wyłącznie tam, opisana jest rola Lecha Kaczyńskiego: uczył ludzi prawa pracy, prawa do godności.
Ja wiem, że to nudne, ale przytoczę trochę z tego pamiętnego wydania „Solidarności”.
Lech Kaczyński (Gdańsk, - zespół 11, Związek a władza państwowa, sprawozdanie z obrad zespołu) mówi o opracowaniu przez zespól trzech dokumentów: dokumentu „fundamentalistów”, zespołu „pragmatyków” i dokument wspólny, jednoczący stanowiska. „Mówca pokreślił przede wszystkim to, co wszystkich jednoczyło” – jak pisze sprawozdawca. Cały Lech Kaczyński…Ale sprawozdanie złożyć musiał.
„(..) Między pragmatykami a fundamentalistami występuje – jak to określił – różnica postaw, a nie różnica poglądów. Pragmatycy nie chcą obalac i nie chcą przejmować władzy. Istnieje pole porozumienia, którego naruszenie grozić może nieobliczalnymi skutkami” (…) Natomiast fundamentaliści przyjmują teorię prof.Leszka Nowaka, głoszącą, że aparat partyjno – państwowy sprawuje trójpanowanie nad społeczeństwem następujących dziedzinach: władza, gospodarka, indoktrynacja. Społeczeństwo zmierza do przełamania tego potrójnego monopolu władzy i nie ma możliwości porozumienia i współdziałania w tej walce z władzą”.
(...) Lech Kaczyński stwierdził, że różnice, które wystąpiły w czasie dyskusji w zespole, to nie podział na umiarkowanych i radykałów, ale różnice w podejściu do rozwiązywania zagadnień politycznych”.
Pragmatycy szybko pokazali, że potrafią przejąć władzę, jeśli tylko trafi się okazja. Potrafią klonować następnych pragmatyków – „ze Związkiem Radzieckim na czele”, nawet jeśli ten Związek ma nieco inną formę i inną nazwę.
Warto było poczytać stare gazety.
Mówi Borowczak ( „Solidarność” nr 20 z 14 sierpnia),”Człowiek rodzi się i żyje wolnym”. Jest to monolog Borowczaka, na dwie „płachty” gazety starego formatu, więc przytoczę małe, ale istotne fragmenty.
„Ja nikomu nie mówiłem o strajku. Nie wiedziała Ania Walentynowicz. Wiedziała, że strajk się przygotowuje, ale nie wiedziała, że na czternastego. Bogdan nikogo nie powiadomił. Tak, że o dacie strajku mogli nie wiedzieć i Gwiazdowie. Wiedział tylko Lech Wałęsa. W zasadzie pięć osób z wolnych związków, tzn. Felski, Prądzyński, Borowczak, Borusewicz i Wałęsa.”
Pytanie – z jakiego klucza Borusewicz dobierał ludzi? Lech Kaczyński był chyba potrzebny, przynajmniej dotąd, dokąd rzecz szła o prawa pracownicze – a Związek został powołany właśnie po to.
Jeszcze kawałek z tego samego monologu: Borowczak opowiada, jak „rozruszali” stocznię, co najmniej tysiąc ludzi było już w akcji, a wydarzenia toczyły się z udziałem dyrekcji. Borowczak stoi właśnie na koparce, gdzie wciągnęli również dyrektora.
„…Patrzę, że Lechu biegnie. Od razu go wpisałem jako dwudziestego pierwszego. Bez pytania, no bo co się będę pytał. On wskoczył na koparkę, taki zdenerwowany widać był, cholera, i do dyrektora: czy pan mnie poznaje?”
Długo Lechowi zajął skok przez mur.
Ale nie był to pierwszy wypadek w historii. Stalin podobno twierdził, że rewolucję w Petersburgu…przespał. A jak ładnie wypadł w historii rewolucji…Kto by pomyślał!


Komentarze
Pokaż komentarze (3)