mona mona
396
BLOG

"Kochany panie przewodniczący..."

mona mona Polityka Obserwuj notkę 1

Już sama nie wiem - śmiać się, czy płakać...


Najpierw kawał - wierzcie, czy nie -  autentyk: oto kiedyś, dawno, dawno temu, mój mąż został się za bumelanta, czyli nie odmeldował się w robocie, w dodatku w "czas bieżączki".Zawalił jak jasna cholera - i nie było na to wystarczająco dobrego usprawiedliwienia, a nie bardzo chciał wyjść na głupiego, wynajdując bzdury. Siedział oto zafrasowany i wielce skruszony, a ja mściwie się temu przygladałam, mając na końcu języka  triumfalne- "a nie mówiłam". Bo mówiłam...ale mniejsza.

Przyjaciółka domu, nieco rozbawiona całą sytuacją, podsunęła dobrą radę.

- Napisz jakieś wyjaśnienie! Tak ładnie napisz: "Kochany panie dyrektorze"...

Śmialiśmy się wystarczająco długo, żeby delikwentowi  frustracja przeszła, wyobrażając sobie łzy wzruszenia dyrektora z takim dictum w ręku, a powiedzonko "poszło w lud". Nie wiem, czy Schetyna to słyszał, ale ja załapałam intencję wczorajszego adresu ( "kochany panie przewodniczący") do Tuska, wygłoszonego z trybuny wiecowej, jako oczywistą kpinę. Grzechu ma u mnie plusa - połapał się: igrzyska igrzyskami, ale co z tym chlebem?

Ludzie kochani, ktoś tu zwariował!
Cały ten bałagan - jako żywo - przypominał coś, co moje pokolenie przerobiło ładnych parę razy, czyli jakiś uroczysty "VIII Zjazd", mniejsza zresztą o numerki. Każdy partyjny spęd, za moje zresztą pieniądze, wyglądał tak samo: sala nabita "wiernymi" po horyzont, do ostatniego miejsca.

Chociaż...może nie do końca.
U nas tzw. "rzęsiste brawa" zarezerwowane były głównie dla towarzysza Sekretarza.To w Związku Radzieckim bacznie obserwowano, który wróg ludu pierwszy przestanie klaskać, w związku z czym spędy składały się głównie z długotrwałych owacji.

Już sobie daję spokój z honorem Kluzicy czy innego Arłukowicza. Jeśli Tuskowi się tak podobają, jeśli jest taki szczęśliwy...Niech mu będzie, osobiście jestem za chrześcijańskim rozwiązaniem, o które modlił się Wielki Bułat;

...."Panie - ofiaruj każdemu z nas
Czego mu w życiu brak
Mędrcowi darować głowę racz
Tchórzowi dać konia chciej..."

Ale nie sądzę, żeby Pan dał Tuskowi nową głowę. Dokopuje mu od tak dawna, że ja, sceptyk, zaczynam się dopatrywać jakiejś kary boskiej za złamane obietnice, za rozpętaną nienawiść, za - chyba - całokształt. Czego dowodem jest ten idiotyczny, partyjny jubel na 24 fajery, jakby Tusk miał powody do radości.
Wręcz przeciwnie, w myśl ludowej mądrości - "jak Bóg chce kogoś ukarać, to mu rozum odbiera".

Pominąwszy już wzorce.Ciekawe, kto "kochanemu panu przewodniczącemu" zesłał to natchnienie, tę cudowną myśl baletowania w ciężkim czasie...
Pan czasem bywa dowcipny.

 
 


 

mona
O mnie mona

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Polityka